SPIS TREŚCI
| Słowo wstępne ........................................5 Bywa tak .................................................9 Pan Poldek .............................................10 Stary notes.............................................12 Transatlantyk..........................................13 Nieba różne wam dam ............................14 Uśmiech kota z Cheshire .........................16 Na łące błękit, na niebie konik..................18 Nadzieja .................................................20 Bardzo mi przykro, proszę Pani ................22 Atacama ................................................23 Miejsce...................................................24 Będę czekał ...........................................26 Wyspy snów...........................................27 Wydana tylko na mnie ............................28 Smooth Vivaldi i kawałek podłogi .............................................30 Ciągnął drogę za sobą .............................31 Ślepia gasną na twoich kolanach ..............32 Czego nie ma – jest.................................33 Piołun ....................................................34 Olszyzna.................................................35 Poddaję się ............................................36 Po chwili nie dzieje się nic........................37 Pomylona pani .......................................38 Stary dąb ..............................................39 Na bucie liść...........................................40 Egzoplanety............................................41 Nie dziw się............................................42 Na jedno wychodzi .................................43 Popiół z papierosa uznał, że spadać już czas ...........................................44 Kaliningrad ...........................................46 Przed świtem.........................................47 Jaskółki z papieru...................................48 Pragnienie pragnienia.............................50 Na atolu Funafuti ..................................51 Rozbryzgując westchnienia.....................52 |
Zaginiony świat.......................................53 Dopóty, dopóki.......................................54 Już listopad............................................55 Miałeś być..............................................56 W obecności...........................................57 Idzie na dreszcz......................................58 Zahukany księżyc....................................60 Wiara nadziei .........................................61 Wierni jak bonobo...................................62 Jesteś, jaki jesteś ...................................63 Dwa sierpnie moskiewskie.......................64 Za progiem.............................................66 Dryfujący lodowiec..................................67 Z nami nie jest........................................68 Obcy......................................................69 Na nic za późno......................................70 Rozmyte kolory, zamazany głos...............71 Sen........................................................72 Rzucone wiatrem ...................................73 Trudno i darmo.......................................74 Odczuwam taką czułość wielką.................75 W chabrowym zadziwieniu.......................76 Stawiam mur przeciw wiatrom ................78 Uwieczniam wieczność............................79 Z boku na bok .......................................80 Zastawiam sidła na siebie .......................81 Wszystkie strony luster............................82 Co począć z czekaniem? .........................83 Kogo mało brak......................................84 Łezki mięty i drzewa pieprzowego............85 Odchodząc.............................................86 Fotoplastykon – chmury .........................87 Mimozami nawłoć się zaczyna .................88 Niebieskie Podlasie .................................90 Zachodźże .............................................92 Małomównie ..........................................93 Dla najpiękniejszych................................94 |
JEST – CZEGO NIE MA
Choć zmęczone serce
Ma nadzieję na nic…
To od dawna wiadomo: rzecz, zjawisko, stworzenie istnieją dopiero wtedy, kiedy je nazwiemy, kiedy przydamy im słowo. Nie moglibyśmy rozmawiać o powietrzu i wiedzieć o nim, gdyby się tak właśnie nie nazywało. Kiedy mówimy „stół”, to rozumiemy, o jaki przedmiot chodzi, choć w tym słowie mieści się bardzo wiele wyobrażeń. Ale co znaczy słowo „nic”? Czy jest to pustka w sensie fizycznym, czy na przykład uczucie po odejściu kogoś? Czy słowo to określa nicość metafizyczną? „Nicość” jest córką słowa „nic”, ale niekoniecznie znaczy to samo. Tyle zachodu, tyle wariantów słowa „nic” i jego pochodnych!
Warto się nad tym zastanowić przy lekturze wierszy Krzysztofa Zdunka, ponieważ poeta obsesyjnie do tego wraca. Niczego zresztą nie rozstrzyga – bo to niemożliwe, ale nie może się od tych rozważań wyzwolić. Czy jest to zajęcie bezpłodne? Może tak twierdzić ktoś, kto uważa, że poezja powinna odpowiadać na pytania fundamentalne i fundamentalne zagadnienia rozstrzygać. Wolę sądzić, że poezja powinna być z jednej strony skromna, a z drugiej powinna raczej zadawać ważne pytania, wychwytywać tajemnice powszedniości, znajdywać urok w tym, na co patrzymy codziennie, a jednak tego nie widzimy. Cenię wiersze obsesyjne.
5
Pisze Krzysztof Zdunek o starych rupieciach na strychu,
które kiedyś przydadzą się na nic
albo
poza chwilą nie dzieje się nic.
W innych wierszach znajdujemy pochodne słowa:
nikogo nie widać,
nie ma nas
i jeszcze
: trudno i darmo nikim być.
Ten sam rodowód i ta sama kwestia. Kto to jest ów „nikt”, ktoś nieokreślony, „człowiek bez właściwości”, bez ani jednej cechy, która by wyróżniała go od innych, ktoś, kto był, ale już go nie ma, czy może ktoś, kto w ogóle nie istniał? Te kwestie, te wersety byłyby puste, retoryczne, gdyby nie to, że organicznie wtopione są w konteksty wierszy. Wierszy skromnych, utopionych w codzienności (choćby była ona świąteczna), ciepłych i przeżytych. Właśnie: przeżytych, a nie wykonceptowanych. I gdyby nie pointa jednego wiersza, która wszystko rozstrzyga:
czego nie ma – jest.
To tyle w tej kwestii, ale trzeba wiedzieć, że w prezentowanym tomiku znajdziemy więcej fascynujących tropów i ukrytych tajemnic, a uważny czytelnik może ze zdumieniem odkryć przy drugiej lekturze niektórych wierszy, że to nie wszystko, że są kolejne zaskoczenia. To na pewno też świadczy o jakości tej poezji
Krzysztof Zdunek jest z jednej strony poetą paradoksów programowo niepozornych, a z drugiej poetą tajemnic, niejednoznaczności i dowcipu gorzkiego, filozofującego. Autoironicznie dystansuje się do siebie i swoich przeżyć – choć się do nich przyznaje, nie wpadając w sentymentalizm.
6
Potrafi o sobie powiedzieć:
wyrastam ponad słowa,
bo jestem nad wyraz,
co wcale nie znaczy – jestem ponad słowem, jestem wyższy. To znaczy: patrzę na siebie z życzliwą ironią. Szymborska napisała: „a my wiecznie jacyś tacy, a my w czapkach z dzwoneczkami…”.
Nietypowa jest droga poetycka Krzysztofa Zdunka. Owszem, spotykam się często z przypadkami z pozoru podobnymi: oto pani w poważnym wieku przypomina sobie, że jako dziewczyna napisała parę wierszy. To czemu nie wrócić do tego, kiedy czas wolny na to pozwala? I powstają rymowanki z epoki Konopnickiej, Syrokomli i Wincentego Pola. A w tym przypadku jest zupełnie inaczej – mądrzej, świadomiej. Krzysztof Zdunek debiutował z powodzeniem prawie czterdzieści lat temu w dwóch liczących się czasopismach literackich jednocześnie, a do poezjowania lub może lepiej – do publikowania i wyjścia z cienia wrócił całkiem niedawno, bo przed dziesięcioma laty. Prawdopodobnie w tym okresie swoistego milczenia nie rozstał się z literaturą, musiał z nią obcować. To, co się w nim gromadziło – lektury, doświadczenia życiowe, przemyślenia, refleksje, ujawniło się teraz w postaci wierszy zgromadzonych w tej trzeciej już książce. Jest ona dowodem wielkiej dojrzałości, talentu, błyskotliwej inteligencji, erudycji i samoświadomości poetyckiej. Tu nie ma wierszy o niczym. Tu wszystko budzi szacunek i uznanie. Jestem przekonany, że o poecie jeszcze usłyszymy w niedalekiej przyszłości.
Marek Wawrzkiewicz
BYWA TAK
Cisza wszystkich mórz
jest we mnie –
muzyka Wszechświata.
Ciszą wszystkich mórz
oddycham.
Bywa tak.
Jurata, wrzesień 2014 r.
9
PAN POLDEK
Zapach chleba niesie w sobie
wszystkie smaki dzieciństwa,
a pod chropawą skórką
jest miąższ tajemnicy.
Pamiętam, wciąż pamiętam
wszystkie tamte okręty
wodowane w strumieniu,
które z pewnością odpłynęły
daleko na drugą półkulę,
gdzie ludzie muszą chodzić
do góry nogami.
Pamiętam pana Poldka
z piekarni za rogiem,
co strugał czasem dla nas
piękne łódki z kory.
Pan Poldek był milczący,
skrywał blizny na twarzy.
10
I choć ręce na dodatek
miał wielkie jak bochny,
nie pasował nam nijak
do roli czarownicy,
co Jasia i Małgosię
chciała wrzucić do pieca.
On tylko rzucał dawno temu –
mówili rodzice –
skibki chleba za druty
ciemnowłosym dziewczynkom.
Pamiętam, wciąż pamiętam
te wszystkie okręty,
które nam odpłynęły
i nigdy nie powrócą.
Rzucam chlebem w łabędzie,
puszczam kaczki kamieniem
po pokrywach fal.
Warszawa, lipiec 2017 r