Kategorie blog
Tatra
Tatra






















SPIS TREŚCI



Część pierwsza: Misja...........................................................................7
     Rozdział I..............................................................................................8
     Rozdział II............................................................................................10
     Rozdział III...........................................................................................13
     Rozdział IV...........................................................................................14
     Rozdział V ...........................................................................................18
     Rozdział VI...........................................................................................23
     Rozdział VII..........................................................................................26
     Rozdział VIII ........................................................................................29
     Rozdział IX............................................................................................35
     Rozdział X ............................................................................................41
     Rozdział XI............................................................................................47
     Rozdział XII...........................................................................................51
     Rozdział XIII .........................................................................................55
     Rozdział XIV..........................................................................................58
     Rozdział XV ..........................................................................................62
     Rozdział XVI..........................................................................................68
     Rozdział XVII........................................................................................74
     Rozdział XVIII ......................................................................................77
     Rozdział XIX..........................................................................................82
     Rozdział XX ..........................................................................................85
     Rozdział XXI..........................................................................................91

Część druga: Wiek Żelazny...................................................................95
     Rozdział I..............................................................................................96
     Rozdział II............................................................................................100
     Rozdział III...........................................................................................103
     Rozdział IV............................................................................................110
     Rozdział V ............................................................................................114
     Rozdział VI............................................................................................122
     Rozdział VII..........................................................................................128
     Rozdział VIII ........................................................................................138
     Rozdział IX............................................................................................145
     Rozdział X ............................................................................................153

Część trzecia: Ona i on ........................................................................161
     Rozdział I..............................................................................................162
     Rozdział II.............................................................................................166
     Rozdział III............................................................................................170
     Rozdział IV............................................................................................173
     Rozdział V ............................................................................................175
     Rozdział VI............................................................................................178
     Rozdział VII...........................................................................................184

Epilog – mit slawistyczny .....................................................................187








CZĘŚĆ PIERWSZA

MISJA








ROZDZIAŁ I



        W jedenastej erze, gdzieś w tajemniczych krainach Dalekiego Zachodu położonych w okolicach Nawii, pojawił się nowy król. Jego imię, do dziś powtarzane w baśniach i legendach, brzmiało Kościej, zaliczał się on bowiem do istot, które Rzymianie nazywali lemurami. Nie znaczy to wcale, że był puchatym nadrzewnym zwierzątkiem, takim jak katta czy sifaka, jeno ponurym i szpetnym stworem, który wyglądem przypominał obciągnięty skórą i pozbawiony włosów ludzki szkielet. Jak wiemy, straszydła do niego podobne miały sprawić pogrzeb Faustowi. Kościej był nieśmiertelnym, a do tego złym władcą prowadzącym liczne wojny w celu niewolenia plemion zamieszkujących Europę.
        Władzę otrzymał od smoka Rykara, złotopurpurowego potwora wielkiego jak kontynent europejski. Ongiś w erze pierwszej jako jeden z Enków – władających nadprzyrodzoną mocą Potęg Świata i Posłańców Jedynego Boga Ageja – zaślepiony pychą podniósł bunt przeciwko swemu władcy, którego jedno z imion brzmiało Perzona Foyakista (Osoba Ognista), wyobrażanemu płomieniem. Smok chciał bowiem przejąć władzę nad innymi Enkami, którym prosty lud nadał imię bogów, oraz nad niższym stworzeniem. Dlatego Jarowit zwany Perunem sporządził ognistą włócznię z długich muszli mięczaków pływających w kosmicznym Oceanie, dzięki której zwyciężył Rykara i został największym z Enków. Smok został przezeń przykuty łańcuchem do korzeni kosmicznego Wielkiego Dębu – najwyższego z drzew zakotwiczonych w łonie Mokoszy. Każdej wiosny Jarowit wzmacniał łańcuch uderzeniem ognistej włóczni, lecz Agej wiedział, że któregoś dnia smok się



CZĘŚĆ PIERWSZA: MISJA. ROZDZIAŁ I                                                                     9




uwolni i walka wybuchnie na nowo. Rykar, drapiąc szponami i ziejąc ogniem, kaleczył trzewia Mokoszy, a jej obumarłe tkanki zamieniały się w smołę określaną słowiańskim mianem pkieł.
        Kościej zjednoczył pod swym berłem kraje zachodnie, docierając do Nürtu, Afrykę, a nawet tajemniczą wyspę Ultima Thule. Zwolna kierował się na wschód, aż jego pustym oczodołom ukazał się drugi brzeg rzeki Lebany, później zaś Odirny i Virany. Padały osady: Jezioro Niedźwiedzi, Velehrad, Nist… Do niewoli Kościeja dostali się Opplan, król plemion żyjących między Morzem Joldów na północy a Montanią na południu, i jego syn Lech III. Udało im się jednak uciec z więzienia. Podczas gdy Lech przedzierał się w stronę niezdobytych jeszcze terytoriów, jego ojciec schronił się na pełnym mlecznobiałej wody Księżycu u króla Płanetników – niebieskoskórego ludu kontrolującego pogodę.
        W erze jedenastej ludzie zaczęli uprawiać rośliny i hodować zwierzęta oraz tworzyć pierwsze osady w Europie. Skóry zwierzęce coraz rzadziej służyły im za odzież, popularność zdobyły wełna i len. Nie znali jeszcze pisma, a metalurgia rozwinęła się dopiero w ostatnim stuleciu ery zakończonym potopem zesłanym przez Enkę Juratę, którą pokochał jeden z braci rybaków, a drugi zabił go z zazdrości. Związki szczepów tworzyły prymitywne państwa, lecz ludzi wciąż było bardzo mało; wszyscy należeli do jednego narodu i mówili jednym językiem, dzielącym się jednak na regionalne dialekty. Dopiero po potopie ocalałe dzieci Dobromira, budowniczego arki, utworzyły zrąb grup etnicznych zamieszkałych w Europie. Ludzie jedenastej ery, skalani grzechem Novalsa i Aivalsy, stali się zdolni do każdej zbrodni, mordowali więc dzieci zarówno przed jak i po narodzeniu. Poza tym prowadzili już wojny, znali tortury i rozpustę. Również religia, skażona czcią oddaną w poprzedniej erze Rykarowi, uległa degrengoladzie, co objawiało się paleniem wdów czy składaniem ofiar z ludzi i zwierząt. W tamtym czasie nie istniały też jeszcze Pasmo Gorynycza ani Promet – łańcuchy górskie usytuowane między Europą a Azją, które powstały ze skamieniałych ciał olbrzymich węży. Stało się to jednak w stulecie po wydarzeniach stanowiących treść niniejszej książki…






ROZDZIAŁ II



        – Jak tu pięknie – szepnęła Kaztia do swej starszej siostry, czternastoletniej Tatry, która w milczeniu patrzyła w rozgwieżdżone niebo. Obok nich stał uzbrojony w oszczep brat, a w trawie leżała mała czarna suczka zwana ze starokrasnego Malkieš (Perła). Znajdowali się w górach Montanii, a z pachnącego kwiatami wzniesienia rozciągał się widok na rodzinną osadę Toreń, przez wielu historyków, zwłaszcza polskich, nazywaną Nowym Głogowem. Oprócz licznych świetlików blask rzucały rozsiane wśród szczytów kupalne ogniska, a głosy pieśni mieszały się z pohukiwaniem sów, piskiem nietoperzy i odległym wyciem wilków. Tatra siedziała na kamieniu. Była to urodna panna – smukła i wysoka, odziana w białą suknię. Miała niebieskie oczy i sięgające kolan czarne włosy. Matka obu sióstr leczyła ludzi i zwierzęta. Najbliższą koleżanką Tatry była Lestia, później zaś pyskata Kaztia, nosząca to samo imię co jej siostra.
        Usianą gwiazdami czerń nieba niczym ślady pazurów ogromnego rysia przecinały smugi komet. Malkieš spała w najlepsze, sen powoli kleił oczy Kaztii i jej bratu Bielskowładowi, gdy Tatrę coś wyrwało z zadumy…
        – Malkieš! Kaztia! Bielskowład! – Na wołanie siostry nikt nie odpowiadał, nie było też reakcji na widok czegoś, co przypominało gigantyczne jajo pokryte płomieniami, które wylądowało na murawie, nie podpalając jej. Tatra na próżno budziła siostrę; również w dolinie, jak się zdawało, nikt nie zwracał uwagi na dziwny obiekt. Nieoczekiwanie płomienista skorupa się rozchyliła i przed dziewczyną stanął siwy starzec, podobny do wioskowego dziada.



CZĘŚĆ PIERWSZA: MISJA. ROZDZIAŁ II                                                                  11




        – Pokój tobie. – Gestem ręki uspokajał pobladłą dziewczynę.
        – Pokój panu. Kim pan jest? – zapytała Tatra.
        – Widzę, że mój pojazd zrobił na tobie duże wrażenie – zauważył starzec. – Nie jestem Enkiem, tylko takim samym śmiertelnym człowiekiem jak ty i oni. – Wskazał śpiących Kaztię i Bielskowłada. – Jestem Opplan, król ludów znad Visany. – Tatra oddała mu hołd.
        – Czy królowie zawsze latają czymś takim? – zapytała, nigdy wcześniej nie spotykając żadnego z nich.
        – Ależ skąd! – żachnął się Opplan. – Posłuchaj. Na Zachodzie sroży się Kościej, wspólnik smoka Rykara, co Agejowi i Enkom urąga i wojny wywołuje. Obecnie jego wojska stoją nad Viraną. – Tatra słuchała w milczeniu, a król-wygnaniec kontynuował. – Mój syn i ja dostaliśmy się do niewoli. Kościej trzymał nas w zaczarowanej budowli; każda istota tam zamknięta stawała się osłem i musiała pracować. – Tatra współczuła królowi niecodziennej przygody i starała się nie śmiać. – Jednak nawet jako osły, nie przestaliśmy myśleć o ucieczce. Udało nam się uciec w nocy, wyłamaliśmy skobel, a z nami uciekli inni więźniowie, którymi byli pokonani przez Kościeja królowie Zachodu. Ten nas ścigał, lecz otrzymaliśmy azyl na Księżycu u Płanetników.
        Opplanowi zaschło w gardle. Tatra, odwróciwszy się, spostrzegła, że jej siostra, brat i pies nadal śpią, jakby nic się nie wydarzyło. Zaczerpnąwszy oddechu, przybysz kontynuował.
        – Mój syn jest teraz w drodze nad Visanę, by zorganizować obronę kraju, w tym również Montanii, przed Kościejem. Aby obalić tego zbrodniarza, potrzebujemy pomocy, i tak się złożyło, że ty się do tego nadajesz. – Tatra nie spodziewała się czegoś takiego i nie mogła wymówić ani słowa. – Matka urodziła cię dlatego – kontynuował władca – że Mokosza uczyniła jej niepłodne łono zdatnym do tego, teraz zaś wyraziła chęć pomocy w twojej misji. Powinnaś się zgodzić. Gromorodna, zanim została żoną Jarowita, była taka jak ty. Królowa Betel-Gausse z kraju Burus również pokłada w tobie duże nadzieje. Jutro przyjdzie do twojej chaty jej sługa, który wskaże ci drogę do stolicy Kościeja i pouczy, co należy czynić.



12                                                                                                        TATRA




        – Mówią, że Kościej jest nieśmiertelny – rzekła Tatra.
        – Nie jest ważne, co się posiada – odrzekł Opplan – ale to, jak się z tego korzysta, a jeśli robi się zły użytek, to się traci. Musisz zaryzykować.
        Noc miała się ku końcowi.
        – Zaryzykuję… – odpowiedziała, a starzec bez słowa zniknął wewnątrz płomienistego jaja i wzbił się w przestworza. Kaztia i Bielskowład zaczynali się już budzić, a gdy Tatra odwróciła się, aby im opowiedzieć, co zaszło, poczuła, że ześlizguje się ze wzniesienia, a w uszach słyszy żałosne szczekanie Malkiešy.






ROZDZIAŁ III



        – Wgłowach macie wszy czy rozum? – pytał drwiąco jakiś osobnik ubrany w czerwony kontusz, odpierając cios miecza z czarnego, połyskliwego metalu, zadany przez czarnego potwora o pysku pantery i słuchach zająca.
        Schylił niebieską głowę, kryjąc ją w ramionach, i schwyciwszy oręż oburącz, skierował go na wroga niczym średniowieczni rycerze kopię. Potwór uskoczył i wbił kocie pazury w łysą głowę.
        Ixovodrav, bo tak brzmiało imię szermierza, wyrwał łeb z pazurów istoty zwanej Mięsojadem i ponownie zaatakował. Skrzyżowane miecze oddzielały od siebie dwie twarze, wąsatą i owłosioną, a kontusz stykał się ze zbroją okrywającą włochaty brzuch. Nieoczekiwanie Mięsojad odepchnął od siebie Ixovodrava na odległość dwóch metrów, a ten, spocony, próbował złapać oddech. Kościsty, obciągnięty pergaminową skórą palec przesunął jakąś dźwignię.
        Podłoga rozstąpiła się pod odepchniętym i pochłonęła go tak, jak morze pochłania wrzucony doń kamień. Mięsojad wydobył z gardzieli lwi ryk i odwrócił się w stronę srebrnego tronu, na którym zasiadał nagi Lemur w złotej koronie.
        – Król Księżyca nie będzie już nam zagrażał. – Służbiście zameldował potwór.
        – Co z nim będzie? – zapytał rzeczowo Lemur.
        – Połamie sobie kości, nadzieje się na własny miecz, zje go olbrzymia pijawka albo wij, w podziemiach mieszka wiele bestii… – wyliczał Mięsojad.
        Kościej wstał z tronu.
        – Gucen – powiedział w języku starokrasnym, co znaczyło „dobrze”, i w milczeniu podszedł do okna, za którym szalała burza.





ROZDZIAŁ IV



„Tu Wiłkokuk z Marychą
Figlowali nielicho,
Ogromniasta, wodna sfora,
Ropuszasty król jeziora,
Bo w jeziorze tym na dnie
Śpią topielcy – każdy wie”.

Joanna Iwaszkiewicz, Samozagłada?


        Skomlenie Malkiešy z wolna budziło Tatrę ze snu. Wokół jej łóżka stali rodzice, siostra i brat, a suczka radośnie witała się z panią. Tatra spała twardo, lecz oczyma wyobraźni widziała wilczy łeb osadzony na ludzkim karku, który chciał coś do niej powiedzieć. Kiedy powoli wybudzała się ze snów – owych wyrobów pracowni Wieży Ślimaka – wracając do rzeczywistości, przypomniała jej się wczorajsza noc kupały. Kwieciste wzgórze z siostrą i bratem, płomieniste jajo, król aplański, Kościej nieśmiertelny, Enka Mokosza, dzięki której Tatra mogła się począć i urodzić, tajemnicza królowa Betel-Gausse z północnego kraju jezior i jej niemniej tajemniczy emisariusz. Zagrożenie nadciągające z Zachodu. Misja. Upadek ze wzgórza i to szczekanie Malkiešy…
        – Co się wczoraj wydarzyło? – zapytała dziewczyna, nie bardzo wierząc swojej pamięci.
        – Wczoraj była noc kupały – wyjaśnił Bielskowład – a ty, Kaztia i ja byliśmy na jednym ze wzgórz.



CZĘŚĆ PIERWSZA: MISJA. ROZDZIAŁ IV                                                                 15




        – A widzieliście pojazd z Księżyca? – spytała, a zaniepokojona matka położyła jej rękę na czole, lecz nie było ono gorące.
        – Nie wiem, o czym mówisz – odparł brat. – Widzieliśmy najwyżej komety na niebie.
        – A ja widziałam jakby jajo ogniste, z którego wyszedł nasz król – ciągnęła Tatra.
        – Nikogo nie widzieliśmy – zaprzeczał konsekwentnie Bielskowład. – A jeśli mowa o władcach, to którego masz na myśli – naszego księcia montańskiego czy tego z północy?
        – Nazywał się Opplan – odpowiedziała Tatra.
        – A więc ten drugi – mruknęła Kaztia.
        – A co powiedział? – spytano się tak, jakby jej wcześniejsze pytanie brzmiało: „Czy masz czasem ochotę miauczeć?”.
        – Że muszę obalić Kościeja! – W chacie zapadła cisza.
        Część osób już o nim słyszała, iż jest złym i nieśmiertelnym władcą Zachodu. Napiwszy się rumianku na uspokojenie, dziewczyna kontynuowała.
        – Potem poczułam, że spadam… Widziałam jakiegoś człowieka z wilczą głową – mówiła Tatra.
        – Ale to był tylko sen, najwidoczniej pochodzący od Zmory – tłumaczył Bielskowład. – Wczoraj przeminęło, trzeba żyć dalej.
        Zgodnie z tą wskazówką rodzina usiadła do śniadania. Dzień zaczynał się zwyczajnie, tylko Malkieš coś dużo szczekała. Nagle okazało się, że w sieni przebywał duży bezpański pies, podobny do wilka, którego suczka uważnie obwąchiwała. „Skąd on się tu wziął?” – wszyscy zadawali sobie pytanie. Tatra, która lubiła psy i potrafiła rozpoznawać ich płeć na odległość, chciała poszukać dla niego jakichś kości. Tajemniczy pies, pożywiwszy się nieco, ku zdziwieniu wszystkich stanął na tylne łapy (wówczas okazało się, że mierzy dwa metry!) i zaczął zrzucać na klepisko całe kłęby sierści. Malkieš skomlała, a ludzie struchleli. Na dywanie z kłaków, ledwo mieszcząc się w domu, stał potwór z wilczą głową zakończoną wilczym ogonem, o masywnym ludzkim kadłubie z ludzkimi kończynami z orlimi szponami, a zamiast ogona miał



16                                                                                                        TATRA




żywą żmiję, z której pyska wydobywał się mroźny powiew, niczym z ust Enki śmierci Mar-Zanny.
        – Czego się boicie? – wypadło z wilczego pyska w stronę zdrętwiałych ludzi, a tylko Tatra starała się nie okazać lęku. – Jak widzicie, krew mam czerwoną. – Skaleczył się pazurem. – A to, co płynie w żyłach Čortów, jest zielone.
        – Widziałam pana we śnie – rzekła.
        – Ja też – odrzekł potwór. – W tym ostatnim śnie miałaś jakąś bliznę na szyi. Dziękuję za posiłek.
        Ludzie nadal byli nieufni, toteż, aby przekonać ich o swej dobrej woli, powiedział:
        – Widzę, że zabrudziłem wam klepisko, zaraz to świństwo usunę! – mówiąc to, dmuchnął i kłaki strawił płomień z wilczego pyska, zaś swąd palonych włosów usunęło lodowate tchnienie z pyska żmii.
        – W czym możemy panu pomóc? – Ojciec rodziny przerwał milczenie.
        – Jestem Wiłkokukiem z Burus…
        – Tatra, Kaztia – przedstawiły się siostry.
        – …służę królowej Betel-Gausse, wiecie, tej olbrzymiej ropusze, co ma zamek na dnie ogromnego jeziora. – Cała rodzina usłyszała o królewskim płazie dopiero teraz. – Znaszli, kto to Kościej?
        – Mówią, że to jakiś bandzior – odpowiedziała Tatra.
        – I to jaki! – skomentował Wiłkokuk. – A ty musisz udać się ze mną na Zachód i go pokonać.
        Rodzina była w szoku. Oto potwór z północy, chyba, chce zabrać córkę na spotkanie z jakimś na wpół legendarnym tyranem! Malkieš groźnie zawarczała, a ojciec zawrzał gniewem.
        – Jakim prawem chcesz to zrobić?! – krzyknął.
        – Kościej zagraża światu i ktoś musi się poświęcić, aby go powstrzymać – odpowiedział Wiłkokuk.
        – Ale dlaczego ma to robić moja córka? – upierał się ojciec.
        – Nie wiem – uciął potwór. – Tak chciał Agej i on pomoże. Gdy wasza córka wypełni swoje zadanie, dostanie dobrego męża



CZĘŚĆ PIERWSZA: MISJA. ROZDZIAŁ IV                                                                 17




i zostanie matką. Będę jej towarzyszył w drodze do króla Kościeja, potem jednak będzie musiała poradzić sobie beze mnie, zaś, o ile przeżyje, w drodze powrotnej będzie jej towarzyszył mój brat Ovov Tęczookinson – wyjaśniał Wiłkokuk. – Będzie niewolna ciałem, lecz wolna duszą, by w swoim ciele dopełnić udręk Teosta. Wczoraj mówiłaś królowi, że zaryzykujesz? – zwrócił się do Tatry.
        – Moja siostra pokornie prosi o czas do namysłu. – Pospiesznie odpowiedział za nią Bielskowład, a potwór pod postacią wilka czmychnął do lasu.

* * *


        Wielki książę Montanii lubił łupieskie wyprawy na południe, do kraju Oy, który w trzynastej erze wszedł w skład Bohemii. Słowianie, Celtowie i Germanie zamieszkali tam po potopie w erze dwunastej, zwanej też erą bohaterów. Własne słowiańskie państwo założył na tych ziemiach Czech, jeden z założycieli linii dynastii dalmatyńskiej (krobackiej) w centrum i na wschodzie Europy. Prowadzone z wielkim okrucieństwem najazdy Montańczyków dawały im się we znaki, toteż Oyowie (wśród których nie brakowało takich samych kreatur jak u górali) chcieli wymusić pokój na groźnych północnych sąsiadach. W tym celu grupa mężów i niewiast przedarła się do Śnieżelicy, by zaatakować królewski pałac, lecz podobno agent władcy, który pochodził z ich plemienia, nakierował spiskowców na jedno z domostw pełne niewinnych ludzi. Władca nakazał wówczas podpalić podłużny blok mieszkalny, nie bacząc, że zamorduje i swoich, i obcych, był bowiem egoistą. Część na wpół zaczadzonych osób wyprowadzono z chaty. O ich losach wiedziała cała Montania, a Tatra z siostrą modliły się za zakładników. Kiedy ci zostali uratowani przez montańskich wojów, potraktowała to jako dowód istnienia Ageja i Enków. Na to czekał Wiłkokuk; Tatra ze łzami pożegnała rodziców, rodzeństwo, Kaztię i Lestię, zabrała w drogę Malkieš, po czym potwór poprowadził ją na Zachód…






ROZDZIAŁ V


„Zechciej przyjąć podróż, którą ci ofiaruję.
Dostaniemy się do Izraela,
do miejscowości zwanej Armagedon
– tam ujrzysz Triumfy”.

Milenium, czyli Nowe Triumfy



        Malkieš zwisała pod postacią sznurka z dłoni Tatry idącej razem z Wiłkokukiem przez mroczny las, pełen wysokich mogił.
        – Musiałem to zrobić, aby te istoty nie zabiły psa. Tu są groby, których one pilnują, aby nikt nie naruszał powagi tego miejsca, na przykład przez wprowadzanie zwierząt. – Wiłkokuk tłumaczył, dlaczego zamienił suczkę w sznurek.
        Przy mogiłach płonęły ogniska. Przy każdym siedziało kilku nagich mężów z kozimi głowami, uzbrojonych w ogromne łuki, którzy w milczeniu obserwowali podróżnych.
        – Co będę robiła po dotarciu do celu? – zapytała Tatra.
        – Aby zwyciężyć Kościeja, musisz przez jakiś czas być jego niewolnicą i zakładniczką. On będzie nastawał na twe życie, lecz nie zabije cię i nie obedrze z dziewictwa, choć będzie próbował – odparł potwór.
        – Dlaczego? – spytała dziewczyna.
        – Bo żeby kogoś zniszczyć, musisz go najpierw poznać, a ponadto Agej zezwala na ten pomysł Rykara, by ze zła twojej niewoli



CZĘŚĆ PIERWSZA: MISJA. ROZDZIAŁ V                                                                  19




wynikło dobro dla nieszczęśliwych. Nasz Pan dopuszcza zło, by ten, co je czyni, doznawszy żalu, uczynił jeszcze większe dobro. Poza tym jesteś potrzebna, aby przejrzeć plany Kościeja i ostrzec swój lud. – Uciął stwór i zapadło milczenie. Tatra zaczynała już żałować, że opuściła rodzinną Montanię. Odczuła niepokój.
        – Kapłani mówią, że nie wolno zadawać się z Čortami – rzekła.
        – I mają rację. Kościej nie jest demonem, lecz tyranem. Nikt od ciebie nie wymaga, abyś go zabijała – uspokoił ją Wiłkokuk. – On jest nieśmiertelny, a nieśmiertelności może się najwyżej pozbawić sam. Ty musisz być lepsza od niego – warczał wilczy pysk – i nigdy nie stosować jego metod, aby i nad tobą Rykar nie zapanował. Nie wolno ci też przyjmować znaku Kościeja ani składać przysiąg na imiona wrogów Ageja. On od początku będzie dybał na twe życie, lecz nie bój się, nawet Rykar ma pana nad sobą.
        – A czy Kościej był kiedyś dobry? – pytała Tatra.
        – Dopóki nie poznał Rykara – odrzekł dziwoląg. – Póki ma swoją nieśmiertelność, może go jeszcze odrzucić i powrócić do Ageja, a dawne zbrodnie zostałyby mu wybaczone…
        Ogniska przy mogiłach powoli gasły, a wody kosmicznego Oceanu znów się zaróżowiły, gdy na wyspie z chmur zapłonęło Słońce.
        Malkieš znowu była suczką i radośnie witała się z nieprzytomną ze zmęczenia panią. Mając wciąż otwarte oczy, Tatra widziała, jak nad łąką leci dzięcioł zielony wielkości człowieka i ulatuje w górę. Z oddali do jej nosa dochodził zapach pieczonej ryby z Morza Joldów (późniejszego Morza Srebrnego), którą był kurek szary. Powieki się zamknęły, a Wiłkokuk komentował jakby nieobecnym głosem:
        – Oni już usunęli się z twojego życia. Ptaszki odleciały. – Wskazał szponiastym palcem na lecącego dzięcioła, który znikał za horyzontem.
        Tatra spała na łące, a jej towarzysz uznał jej prawo do odpoczynku. Sam stał z zamkniętymi wilczymi oczyma, lecz czuwał jego żmijowy ogon. Nieoczekiwanie podeszli jacyś uzbrojeni



20                                                                                                        TATRA




ludzie. Byli to żołnierze z patrolu Kościeja. Nie mieli złych zamiarów. Kiedy położyli część swojego prowiantu dla śpiącej Tatry, nagle z głośnym szczekaniem przybiegła Malkieš i otworzyły się wilcze oczy Wiłkokuka. Żołnierze czym spieszniej oddalili się od dziewczyny. Słyszeli już o rozmaitych dziwnych i niesamowitych stworzeniach ze środkowej i wschodniej Europy, wśród nich o ropusze – królowej Betel-Gausse i jej słudze Wiłkokuku. Wiedzieli, że jego zjawienie się u rubieży Kościejowego imperium oznacza, iż ma jakąś misję, a znając jego możliwości, nawet ta dziewczyna może się okazać języczkiem u wagi w jakiejś ważnej sprawie. Tatra się obudziła.
        – Byli tu żołnierze z armii Kościeja – tłumaczył Wiłkokuk – zostawili jadło dla ciebie, nie jest zatrute.
        Dzień po tej przygodzie oboje widzieli wielkiego jak wieloryb węża Glizdnika, który był biały i miał ogromne brązowe oczy. Wąż sunął, ocierając się o nieliczne dęby, brzozy, świerki i brzozoświerki, aż po paru godzinach zabrał swe olbrzymie cielsko spomiędzy drzew i zniknął w nurtach rzeki.
        – Nie sugeruj się jego wyglądem, to w gruncie rzeczy łagodne zwierzę – uspokajał opiekun Tatry.
        Swaróg, dążąc na spotkanie z Juratą, sypnął piaskiem w Słońce, które przybrało barwę krwi i strzeliwszy iskrami do góry, zafarbowało kosmiczny Ocean karmazynem, a samo było miedzianą malejącą kulą. Oczom naszych podróżników ukazał się kolejny widok. Ci, co wiedzą, jak wygląda jaszczurka zielona, niech sobie wyobrażą to zwierzę wielkości konia, z szeroko rozdziawionym pyskiem oraz prawą tylną kończyną zaplątaną w pętlę. Gigantyczny jaszczur nie mógł się uwolnić i wydawał żałosne dźwięki. Tatra bała się dziwnej groźnej istoty, lecz nie chciała, aby cierpiała. Opanowując drżenie, podeszła do jaszczura, który wykonywał gwałtowne ruchy. Głaszcząc dłonią po łuskowatym grzbiecie, nie wiedziała, co mogłaby powiedzieć, ale kiedy zobaczyła uwięzioną łapę, wszelki strach minął, jakby nigdy nie istniał. Próbowała zdjąć pętlę z ropiejącej rany, ale jaszczur, czując ból, zaczął machać ogonem. Nie mogąc rozluźnić pętli, chciała



CZĘŚĆ PIERWSZA: MISJA. ROZDZIAŁ V                                                                  21




zdjąć ją z drzewa, chociaż nie miała nic ostrego do przecięcia sznura. Tu również supeł był ponad jej siły. Nieoczekiwanie płomień z pyska Wiłkokuka uwolnił i uzdrowił jaszczura. Ten delikatnie polizał Tatrę mięsistym językiem i machnąwszy ogonem, ruszył w las.
        Kiedy Swaróg i Jurata szli brzegiem Morza Joldów, kosmiczny Ocean przybrał barwę Morza Smoły, na którym jednak świeciły gwiazdy, niczym błędne ogniki na bagnach, a Księżyc przypominał ogromną kulę srebra. Tatra, Malkieš i Wiłkokuk znaleźli się na drodze wysypanej białymi kamieniami, gdzie czekała ich ostatnia w tym dniu przygoda.
        Leśni Ludzie Lynx pojawili się jako poddani Żbiczan, ludzi z głowami żbików. Ponieważ byli przez nich uciskani, Lynxowie wzniecali powstania, aż pod koniec ery szóstej ostatni Żbiczanie przetrwali jedynie na wyspie Man w pobliżu Szkocji. W erze siódmej na świecie dominowali Lynxowie, ludzie z głowami rysiów, którzy tak jak Zajęczanie i Żbiczanie za rodziców mieli Enków – Borutę i Leśną Matkę. Do dzisiaj u tego leśnego ludu pozostała silna awersja do Żbiczan, żbików i w ogóle kotów mniejszych niż rysie. Lynxowie stworzyli kwitnącą kulturę, a ich państwo ciągnęło się od Sonoru, przez Europę, aż po Krainę Białych Pól.
        W erze ósmej powstali Neurowie, nazwani tak od rzeki Ner w obecnej Polsce. Mogli oni dowolnie przybierać wygląd wilczy lub ludzki. Podbili Lynxów i swoje imperium wydźwignęli na bardzo wysoki poziom techniczny; potrafili nawet budować nawy władne pływać po kosmicznym Oceanie. To na tych statkach napadli na Księżyc, lecz część obrońców przerwała tamę na Oceanie i znów Księżyc, jak i łono ziemi, zakryły kosmiczne węże pływające w jadzie i niszczące całą przyrodę. Jarowit pokonał inwazję, zabijając Matkę Żmyję, kochankę Rykara, która niegdyś zabiła Enkę Srebrenicę opiekującą się drugim Księżycem. Obecny należy do Srebronia.
        Po tym wydarzeniu Leśna Matka ze łzami prosiła Ageja, by jej łono nie wydawało już na świat istot rozumnych, które miały



22                                                                                                        TATRA




prowadzić wojny. Perzona Foyakista ulitował się nad nią i misję powołania do życia nowych stworzeń obdarzonych rozumem powierzył Mokoszy.
        Wracając do naszej historii… Przed Lynxem klęczała zielonowłosa rusałka z czerwonymi, świecącymi oczyma. Jedno z jej dzieci trzymał mąż z głową rysia, uzbrojony w miecz. Z czerwonych, gorących oczu lały się łzy, bowiem zbój nie mógł znaleźć wodopoju i zamierzał napić się krwi. Skończyło się na tym, że wyssał litr krwi z żył Tatry, po czym czmychnął do lasu. Matka ocalałych dzieci padła przed nią na twarz, a Wiłkokuk, pełen podziwu dla niej, uleczył krwawiące ramię dziewczyny





do góry

Wykonane przez Onisoft.pl

2017 Wszelkie prawa zastrzeżone oceanksiazek.pl

Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl