Kategorie blog
Wszechświat przed nami
Wszechświat przed nami

 

















S
PIS TREŚCI


Część I: Lina............................................................................................9
     Prolog ....................................................................................................10
     Opowieść.................................................................................................13
     Zebranie..................................................................................................17
     Nowe życie..............................................................................................34
     Ikasa w szkole ........................................................................................45
     Et in Arcadia ego......................................................................................56
     Cisza przed burzą ....................................................................................78
     Apokalipsa...............................................................................................95

Część II: Ziemia ....................................................................................115
     Psycholog ..............................................................................................116
     Nadia ....................................................................................................122
     Teczka z rysunkami.................................................................................130

Słowniczek pojęć ..................................................................................135

Podziękowania.......................................................................................139








CZĘŚĆ I 

LINA







P
ROLOG



        Nad niebem lśniła zieleń życiodajnej kuli. Akayu była bardzo szczęśliwa. Miała obok siebie najlepszą przyjaciółkę – Ikaru. Siedziały razem na wzgórzu. W nocy niebo było granatowe, a teraz przybrało jasnoróżową barwę. Mieniło się jak płatki kwiatów. Kula świeciła jasno, oświetlając cały świat. W dali dostrzec można było srebrzyste szczyty gór i obrośnięte barwną trawą pagórki. W tej chwili wszystko wydawało się piękne i magiczne. Akayu miała już chyba wenę na nową piosenkę. Melodia powoli tworzyła się w jej głowie, dopełniana przez słowa.
        Nagle poczuła niespodziewany ból głowy. Jej pomarańczowa twarz zaczęła blednąć, a oczy gwałtownie zamknęły się.
        Wszystko pokryła ciemność. Potem Akayu zaczęła dostrzegać kształty. Widziała, jak stoi z Ikaru na wzgórzu. Ziemia trzęsła się, a niebo było zupełnie czarne. W powietrzu czuć było nieprzyjemną woń strachu i niepokoju. Wszystko się osuwało i zmieniało swoje położenie. Góry i pagórki rozpadały się jak domki z kart, niebo rozwierało czeluść. Akayu oddychała z trudem. Stawiała chwiejne kroki na niestabilnej ziemi.
        Po chwili jej oczy otworzyły się. Zielona kula wciąż świeciła nad cudnej urody niebem. Wszystko było w porządku. Prawda?
        – Coś się stało, Akayu? – spytała Ikaru z wyraźną troską w głosie. Jej oczy były łagodne, nieco zaniepokojone, ale wesołe.



CZĘŚĆ I: LINA. PROLOG                                                                                   11




        – Nie, nic – odparła Akayu, bawiąc się palcami. Spojrzała w dół. Wszystko stało na swoim miejscu. Nic się nie działo.
        „To tylko taka głupia wizja” – uspokajała siebie. „Efekt mojej bujnej wyobraźni”.

* * *


        Dziewczynka miała zaledwie pięć lat. Stojąc na balkonie, obserwowała nocne niebo. Wydawała się jakby jego częścią – włosy miała czarne jak noc, a bladą jak księżyc twarz zdobiła garść przypominających szare plamki na księżycu piegów.
        – Gwiazdki! – cieszyła się. – Cześć, gwiazdki!
        Marta udała się do pokoju komputerowego, by sprawdzić skrzynkę e-mailową. Zamierzała odpisać na wiadomość koleżance z innego miasta, którą poznała jakiś czas temu na wyjeździe. Zeszła schodami pokrytymi dywanikami i otworzyła drzwi do pokoju. Odpaliła komputer i czekała, aż ten ślimak w swojej niezmiernej łaskawości się włączy. Nagle coś przykuło jej uwagę. Elwirka stała w milczeniu na balkonie, jej włosy powiewały na delikatnym wietrze.
        – Elwirko… – powiedziała.
        – Elwirko, co tu robisz?
        – Oglądam moich przyjaciół – wyjaśniła dziewczynka.
        – Zmarzniesz tu. Mamy noc, jest chłodniej niż w dzień.
        – Nie zmarznę. Przyjaciele chcą, żebym tu była.
        – Jacy przyjaciele?
        – Oni. Gwiazdki. Są tu wszędzie. Widzisz ich?
        Marta przez chwilę poczuła się nieswojo. Wiedziała, że dzieci często tworzą sobie wymyślonych przyjaciół. Nie było w tym nic dziwnego. Na przykład córeczka Ewki uroiła sobie, że jej przyjacielem jest krzaczek z malinami w ogródku. Rozmawiała z nim, opowiadała mu historie i rysowała go. Teraz córka Ewki jest już prawie dorosła. I zupełnie normalna.



12                                                                              WSZECHŚWIAT PRZED NAMI




        Jednak sytuacja z gwiazdami zaniepokoiła Martę. Elwirka była dziwnym dzieckiem. Często zdarzały się jej nocne wyprawy na balkon, potrafiła godzinami opowiadać o gwiazdach, wolała samotność na łonie natury niż towarzystwo gromady przedszkolaków.
        „Mam nadzieję, że nie prowadziła z tymi ‘przyjaciółmi’ konwersacji” – pomyślała kobieta. Postanowiła zapytać o to córkę.
        – Elwirko… Rozmawiałaś z gwiazdkami?
        – Nie. Mówiłam do nich, ale one są niegrzeczne i nie chcą odpowiadać. Jedna się uśmiechnęła. Ikaru. Lubimy się.
        – Nie odpowiadały na to, co do nich mówiłaś? – chciała upewnić się Marta.
        – Nie, mamusiu.
        „Uff…” – pomyślała Marta. „Dobrze, że nie miała urojeń. Chociaż ten uśmiech gwiazdy? Co on może oznaczać?”
        Potem wszystko było w miarę normalnie, aż pewnej pamiętnej nocy Elwira poznała historię zamkniętą przed wszystkimi…





OPOWIEŚĆ


        W pokoju Elwiry nie paliło się już światło. I to od jakiegoś czasu. Teoretycznie dziewczyna spała. W praktyce zaś wciąż przewracała się z boku na bok i usiłowała zasnąć, spoglądając na granatową tapetę swojego uroczego pokoju. Widziała wzorki planet, mgławic gwiezdnych i innych ciał niebieskich, świecące w ciemności i sprawiające wrażenie prawdziwych. Naprawdę ślicznie to wszystko wyglądało. Elwirze ten widok wydawał się niemal rzeczywisty, tak jakby naprawdę leżała pod gołym niebem, a nie we własnym łóżku.
        „Co mam zrobić, żeby w końcu zasnąć?” – myślała dziewczyna. Czasami zastanawiała się, czy nie cierpi na bezsenność. Ale możliwe też, że taka pora spania nie jest zgodna z jej zegarem biologicznym i uparty organizm nie zamierza jeszcze spać.
        Elwira westchnęła. Powoli zrzuciła z siebie ciepłą puchową kołdrę w kolorze bladego różu, po czym równie powoli wstała, wkładając na bose stopy śmieszne niebieskie kapcie. Kapcie zaczynały się już niszczyć, jednak wciąż nadawały się do chodzenia. Dziewczyna dobrze znała swój pokój – w końcu mieszkała w nim niemal całe dotychczasowe życie – więc nawet w ciemności orientowała się, gdzie znajduje się każdy jego kąt i zakamarek: półka na książki, stoliczek nocny, szafa, biurko, szuflada na rupiecie, w której gromadziła swoje stare rysunki i ścinki papieru, mając zamiar kiedyś je wykorzystać. W końcu nie można marnować cennego papieru, dla którego



14                                                                              WSZECHŚWIAT PRZED NAMI




wycina się życiodajne drzewa. Elwira mogła też w ciemności dotrzeć na swój balkon. Był on średniej wielkości, z barierką czarnego koloru. Drzwi balkonowe były duże i szklane. Dziewczyna powoli otworzyła je i postawiła stopy na twardej płytce. Do jej nozdrzy zaczął docierać przyjemny i subtelny zapach nocy. Elwira czuła delikatny chłód i świeże nocne powietrze. Uwielbiała tę tajemniczą woń. Nocne wyprawy na balkon nie tak rzadko się jej zdarzały i zawsze na początku rozkoszowała się wyjątkowym, świeżym, lekko chłodnym i niezwykłym, pełnym magii zapachem nocy.
        Dziewczyna spojrzała w górę i zobaczyła piękny widok – bezkresne ciemnoniebieskie niebo usiane było mnóstwem lśniących gwiazd. Błyszczały naprawdę pięknie, a ich światło idealnie kontrastowało z mrokiem nieba. Elwirę od dziecka interesowały gwiazdy. Zastanawiała się, skąd tak właściwie się wzięły i czy jest w nich coś szczególnego. Często wyobrażała sobie, że są żywe i mają imiona. Nawet im je nadawała. Gdy miała pięć lat, oglądała te ciała niebieskie i to, które najbardziej się jej spodobało, nazwała Ikaru. Rodzice zastanawiali się, skąd wzięły się jej nietypowa pasja i pomysł na imię dla ulubionej gwiazdy. Jednak nigdy się tego nie dowiedzieli. Nawet sama Elwira tego nie wiedziała. Po prostu od zawsze coś ciągnęło ją do gwiazd. Kochała je obserwować i mogłaby to robić całymi godzinami. Na lekcjach fizyki najbardziej podobało się jej, gdy uczyli się astronomii, szczególnie rzeczy związanych z jej ukochanymi ciałami niebieskimi.
        Nagle dziewczyna zobaczyła coś znajomego. Sama nie wiedziała, co to było, ale miała wrażenie, że to, co właśnie zauważyła, skądś już zna. Ten błysk, ten kształt… To mogło być tylko jedno. Gwiazda, którą Elwira pamiętała z dzieciństwa. Pierwsza gwiazda, której wymyśliła imię. Ikaru. Dziewczyna uśmiechnęła się i na moment wydawało się jej, że Ikaru też się uśmiecha.



CZĘŚĆ I: LINA. OPOWIEŚĆ                                                                               15




        – Cześć, Ikaru – powiedziała Elwira.
        Często witała się ze swoimi gwiezdnymi przyjaciółmi, choć wiedziała, że było to idiotyczne i przecież ciała niebieskie nigdy jej nie odpowiedzą. Po chwili dziewczyna usłyszała jakiś odgłos. Brzmiało to trochę jak ludzki głos. Był on dźwięczny i melodyjny, jak jakaś piękna piosenka czy kompozycja na pianinie, którą często słyszała na lekcjach muzyki. W końcu słowa tajemniczej osoby dotarły do Elwiry:
        – Witaj, Elwiro.
        „O nie, chyba mam jakieś omamy słuchowe…” – pomyślała dziewczyna.
        – Nie, Elwiro, nie masz żadnych omamów. Mój głos jest prawdziwy – nieznajomy głos odpowiedział, jakby czytając Elwirze w myślach.
        – Kim jesteś? – spytała dziewczyna, spoglądając na swoją ukochaną gwiazdę Ikaru.
        – To ja, Ikaru – odparł głos, brzmiący jeszcze bardziej melodyjnie niż przedtem.
        – Ale to przecież niemożliwe… Jesteś gwiazdą. Gwiazdy nie mówią – powiedziała Elwira. Ikaru tylko się roześmiała.
        – My, gwiazdy, nie jesteśmy tylko takimi fajnymi świecidełkami. Jesteśmy kimś więcej. Jesteśmy żywe i prawdziwe. Jestem Ikaki.
        – Myślałam, że masz na imię Ikaru… – Dziewczyna nic już z tego nie rozumiała. Nie dość, że Ikaru z nią rozmawiała, to jeszcze miała dwa imiona?
        – To prawda. Moje imię brzmi Ikaru, ale jestem przedstawicielką gatunku Ikaki – wytłumaczyła gwiazda.
        – Ikaki? Nie słyszałam o takim gatunku. Jak takie coś wygląda? – zastanawiała się Elwira.
        – Podobnie do ciebie – odpowiedziało ciało niebieskie. – Ale jednak nie do końca. Wy, homo sapiens, macie tylko dwa ramiona.



16                                                                              WSZECHŚWIAT PRZED NAMI




To trochę mało, nie uważasz? My, Ikaki, mamy ich cztery. Mamy też troje oczu.
        – A jak stałaś się gwiazdą?
        – Oj, Elwiro, to długa historia… Chciałabyś jej posłuchać?
        – Tak, koniecznie!
        – Dobrze… Przygotuj się na lekki szok – powiedziała gwiazda.
        Po chwili Elwira poczuła coś naprawdę dziwnego, jakby narządy wewnętrzne w jej ciele zaczęły się przesuwać i zmieniać pozycje. Po niedługim czasie wszystko wróciło do normy. Dziewczyna zobaczyła jakiś obraz. Jednak widziała go tylko w swoim umyśle, nie w rzeczywistości. Mimo to wydawał się jeszcze prawdziwszy. Poczuła świeży, wiosenny zapach, pomieszany z wonią wosku.
        Na obrazie widać było piękną dziewczynę o niebieskiej skórze, czterech ramionach i trojgu oczach. Elwira od razu domyśliła się, że jest to Ikaru. Obok niej stała równie piękna kobieta, której całe ciało – łącznie z włosami – wyglądało, jakby było wykonane z wosku (widocznie to jej zapach poczuła Elwira). Jej piękne kręcone włosy przypominały wosk z lejącej się świecy. Od woskowej dziewczyny, wysokiej, szczupłej i zgrabnej, zdawało się odbijać niesamowite światło, jakby ciepły ogień znajdował się w jej wnętrzu i ogrzewał jej woskowe ciało. Sprawiała wrażenie nieco chłodnej i zdystansowanej, ale w jej pomarańczowozłotych, lekko skośnych oczach Elwira zauważyła dobroć i zaufanie. Oraz lęk.
        Dziewczyna czuła się niesamowicie. To, co widziała, było jakby filmem toczącym się w jej umyśle. Obrazy przesuwały się, a ona doskonale je widziała, jakby była w kinie, tyle że tu emocje były znacznie większe.





Z
EBRANIE


        Obydwie kobiety, które widziała Elwira, ubrane były w proste sukienki sięgające kolan, odsłaniające ramiona i bez ramiączek. Suknia Ikaru była wykonana z czegoś, co przypominało wysuszoną słomę. Jej towarzyszka miała na sobie istne arcydzieło – sukienkę zdobiły dziesiątki małych kryształów, głównie szmaragdowozielonych, ale zauważyć też można było czerwone i bladoróżowe. Klatki piersiowe obu stworzeń były płaskie jak kartka papieru, natomiast zgrabne nogi poruszały się z gracją.
        – Spójrz, Ikaru – powiedziała nieco chłodnym głosem jej towarzyszka. – Niedługo czeka nas koniec. Czy naprawdę myślisz, że powinnam być radosna? Spójrzmy prawdzie w oczy. Nic się nie uratuje.
        Elwira słuchała istoty, zastanawiając się, o co może jej chodzić. Jaki koniec?
        – Trzeba spojrzeć na to z innej perspektywy, Akayu – odpowiedziała Ikaru, z wyczuwalnym przekonaniem w głosie. – Cieszmy się tym, co mamy. Tym, co nam zostało.
        – Ikaru, skończ to. Nic nam nie zostało.
        Dopiero teraz Elwira spojrzała na krajobraz. Niebo było różowe, lekko wpadające w fiolet, a nad nim świeciła śliczna kula o barwie jasnej zieleni. Na dole zauważyć można było mnóstwo czegoś, co przypominało trawę, lecz było w kolorach wschodzącego słońca – delikatnego różu, orzeźwiającego



18                                                                              WSZECHŚWIAT PRZED NAMI




żółtego, żywego pomarańczu i głębokiego fioletu. Wszystko to wyglądało naprawdę pięknie. Dziewczyna zaczęła się zastanawiać, jaka to może być pora dnia. Zapewne nie była to noc, bo sylwetki tajemniczych kobiet były wyraźne, podobnie jak kolorowa trawa. Możliwe, że był to wieczór.
        Po chwili Elwira usłyszała odgłos kroków. Niedługo potem ukazała się sylwetka młodej postaci wyglądającej na kobietę o jasnoróżowej skórze i nieco ciemniejszych długich włosach, poruszającej się naprawdę szybko. Miała cztery ramiona i troje oczu – dwa o barwie ciemnego różu, a trzecie – na środku czoła – w kolorze nieco jaśniejszym. Budową ciała i z twarzy przypominała Ikaru. Zapewne była z nią spokrewniona.
        – Witajcie – oznajmiła ciepłym głosem.
        – Cześć, Ikaze – odpowiedziała jej Ikaru i splotła z nią dłonie. Zapewne w tej krainie był to znak przyjaźni. Akayu uśmiechnęła się i wykonała ten sam gest. Dopiero teraz Elwira zauważyła, że żadna z nich nie ma paznokci.
        – Co cię do nas sprowadza? – spytała Ikaru.
        – Zaraz odbędzie się zebranie Rady – odpowiedziała jej Ikaze, bawiąc się kosmykiem swych długich, rozpuszczonych włosów. W jej oczach zauważyć można było niepokój. Elwira zastanawiała się, co mogło być jego przyczyną. Zapewne to, o czym wcześniej mówiła Akayu. Koniec. Ale koniec czego? Co takiego miało się wydarzyć?
        – Zebranie Rady – powtórzyła mechanicznie Akayu. – Myślisz, że Arayuna coś…?
        – Może lepiej nie rób sobie nadziei, Akayu – odparła Ikaze, kładąc ręce na ramieniu przyjaciółki.
        – Rozumiem – odparła Akayu. W jej głosie czuć było rozczarowanie, ale nie okazywała tego po sobie. – Miałam rację. Ikaru próbuje mi wmówić, że mamy się cieszyć tym, co nam zostało. Ja jakoś… nie rozumiem jej punktu widzenia.



CZĘŚĆ I: LINA. ZEBRANIE                                                                                 19




        – A ja myślę, że Ikaru ma rację – powiedziała z przekonaniem Ikaze. – Lepiej skończyć życie szczęśliwym niż smutnym i cierpiącym.
        Akayu nie odpowiedziała. Patrzyła w dół na źdźbła kolorowej trawy.
        – Warto się cieszyć – zaczęła Ikaru, po czym zrobiła krótką przerwę. – Spójrz tylko na kalo. Kalo jest prawdziwym linejskim cudem. Piękne, kolorowe, a przede wszystkim smaczne i pożywne. I spełnia tak wiele funkcji! Można robić z niego ubrania – mówiąc to, dotknęła ręką swojej sukienki – i domy, i pojemniki. Wszystko.
        – Próbujesz mnie przekonać, że warto żyć dla kalo? – odparła sarkastycznie Akayu, bawiąc się woskowymi palcami.
        – Nie tylko – brzmiała odpowiedź Ikaru. – Warto żyć dla rodziny, przyjaciół, sztuki, nauki, śpiewu, tańca…
        Akayu zaśmiała się cynicznie.
        – To wszystko zaraz zniknie. Rozpadnie się, Ikaru. Nic nie zostanie. Nic – powiedziała Akayu z wyczuwalnym lękiem i niepokojem w głosie. Ikaru położyła jej rękę na ramieniu i odpowiedziała jak gdyby nigdy nic:
        – Nie przejmuj się, Akayu. Chodźmy na zebranie Rady.
        Ikaze miała za zadanie poinformować resztę członków Rady o zebraniu. Elwira podążyła za nią. Tym razem posłanniczka dotarła do niewielkiej chatki, wykonanej zapewne z wysuszonej trawy, o której mówi się tu „kalo”. Chatka miała kulisty kształt i przypominała igloo. Na jej dachu widać było stertę zielonych, czerwonych i różowych klejnotów, takich jak te, które Akayu miała na sukience. Ikaze weszła do środka. Zobaczyła tam trzy stworzenia tańczące w rytm muzyki wygrywanej pocieranymi o siebie barwnymi klejnotami. Postacie były w zasadzie lustrami, tyle że miały po parze ramion i nóg. W lustrzanych częściach ich ciał widać było sympatyczne



20                                                                              WSZECHŚWIAT PRZED NAMI




i niezwykle urocze twarze rodem z dziecięcych kreskówek. Ramy luster były przykryte ochraniaczami, a stopy bose, podobnie jak u wszystkich innych stworzeń, które Elwira zaobserwowała w tej krainie. Czyżby nie znano tu butów?
        Zauważywszy Ikaze, stwory przerwały taniec.
        – Witajcie – powiedziała posłanniczka, pokazując im język. – Mam pewną sprawę do Mimi.
        Reszta stworzeń też pokazała Ikaze język. Dlaczego zachowywały się tak dziwnie? Czyżby obraziły się na siebie? Jednak nic na to nie wskazywało. Widocznie mieszkańcy tego dziwnego świata witali się właśnie w ten sposób.
        Dopiero teraz Elwira obejrzała wystrój pomieszczenia. Było tam tylko kilka pojemników – na ozdoby, kalo i jakąś kleistą jasnoróżową substancję. Oczywiście wszystkie były zrobione z kalo i czymś zlepione. Może tym różowym glutem? Czym to coś mogło być?
        Środkowy lustrzany stwór podszedł do Ikaze i powiedział:
        – Witaj, Ikaze. Czyżby za chwilę miało się odbyć zebranie Rady?
        Istota wypowiedziała te słowa z nadzieją w głosie. Musiała czegoś oczekiwać.
        Ikaze pokiwała głową.
        – Dobrze, przyjdę – rzekła Mimi. Uśmiechała się, lecz w jej oczach Elwira zauważyła obawę. Lęk i strach. Strach przed końcem.
        Dwa pozostałe lustra poklepały Mimi po ramieniu.
        – Będzie dobrze, siostro – powiedziało jedno z nich.
        – Na pewno – dodało drugie.
        Lustra były do siebie bardzo podobne, jednak różniły się nieco kolorami kończyn i rysami twarzy. Nie wyglądały ani kobieco, ani męsko, ale zwracały się do siebie „siostro”. W ogóle wszyscy w tej krainie nie wyglądają jak przynależący



CZĘŚĆ I: LINA. ZEBRANIE                                                                                 21




do określonej płci. Wprawdzie Ikaru, Akayu i Ikaze przypominały kobiety, ale miały w sobie coś androgenicznego.
        „Może płeć tu nie istnieje?” – zastanawiała się Elwira. „A jeśli rzeczywiście tak jest, to jak te dziwadła się rozmnażają?”
        Ikaze pożegnała się z Mimi i jej siostrami, po czym ruszyła poinformować o zebraniu resztę członków Rady. Wędrowała przez usłane kalo ścieżki. Niebo stawało się coraz bardziej fioletowe. Widocznie w tej krainie niebo jest w dzień różowe, a w nocy przybiera barwę fioletu. Nie było jednak widać żadnego księżyca – jedynie jasnozieloną kulę, która świeciła na niebie także w dzień.
        Ikaze dotarła nad brzeg morza, wypełnionego dziwną bladoróżową substancją. Ikaze dotknęła jej i Elwira spostrzegła, że było to coś kleistego. Nie wiadomo, dlaczego nagle sama poczuła, jakby trzymała w dłoniach klej. Różowy klej w morzu? Dziwne. Jednak po chwili dziewczyna przypomniała sobie, że takie coś już gdzieś widziała – w pojemniku w domu Mimi. –
        Arissa! – zawołała śpiewnym głosem Ikaze. Po chwili morze zaszumiało i do Ikaze podpłynęło śmieszne malutkie stworzonko. Przypominało człowieka – miało kremową skórę i puszyste pomarańczowe włosy. Od pasa w dół lśnił zielonkawy ogon, podobny do rybiego.
        – Witaj, Arisso – powiedziała Ikaze, tradycyjnie pokazując stworowi język.
        – Cześć, Ikaze – odparła Arissa. – Zebranie Rady? – zgadywała.
        Ikaze odpowiedziała jej kiwnięciem głowy, po czym poprawiła kosmyk włosów. W oku morskiego stworzonka zalśniła pojedyncza srebrna łza. Jej ciało zdawało się mówić: „Boję się. Potwornie się boję. Nie dadzą rady. Wszystko przepadnie”. Ale Arissa nie powiedziała nic. Jedynie wpatrywała się w różową toń morza…





do góry

Wykonane przez Onisoft.pl

2017 Wszelkie prawa zastrzeżone oceanksiazek.pl

Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl