Kategorie blog
Medaliony. Część I: Śmiercionośnica
Medaliony. Część I: Śmiercionośnica

















 




                                            Spis treści


Rozdział I: Wyzwanie .............................................................7
Rozdział II: Śmierć czai się wszędzie .......................................67
Rozdział III: Granica ..............................................................123
Rozdział IV: Mroczny Las ........................................................187
Rozdział V: Widmo przyszłości ................................................267

 




  Rozdział I

Wyzwanie


8                                                                                                Medaliony. Część I: Śmiercionośnica 



        Tej letniej nocy ulewa, której końca nie było widać, coraz bardziej przybierała na sile. Grupa mężczyzn odzianych w czarne peleryny, na koniach, znajdowała się niedaleko Lordhen, stolicy Królestwa Dhalii. Teraz, gdy byli już na otwartej przestrzeni między lasem, z którego wyjechali, a miastem, dało się określić ich liczbę. Dwóch mężczyzn na przodzie i dwóch na tyłach. Pośrodku jechał powóz, który – sądząc po strojnym wyglądzie – przewoził ważną osobistość. Podróżni kierowali się w stronę południowej bramy. Było już blisko północy, gdy niebo co jakiś czas rozświetlać zaczęła zbliżająca się burza. Osoba, która jechała powozem, odchyliła zasłonę, aby zajrzeć, jak wygląda sytuacja na zewnątrz. Kolejny błysk na niebie oświetlił jej rękę, dzięki czemu na jednym z palców można było zauważyć bogato zdobiony pierścień z niebieskim szafirem.
        – Przejście dla Wielmożnego Księcia Bytomira! – odezwał się jeden z mężczyzn jadących na przodzie. Słowa te były skierowane do strażników pilnujących bramy miasta.
        Ci, gdy tylko usłyszeli to imię, stanęli na baczność niczym posągi. Kilka minut minęło, zanim podróżni dotarli na dziedziniec zamku, który znajdował się na wzgórzu, wewnątrz miasta.
        Lordhen to największa miejscowość w całym królestwie. Podzielona na trzy dzielnice, z ogromnym zamkiem królewskim pośrodku. Pierwszy pierścień miasta zamieszkiwali najbiedniejsi mieszkańcy. Zwykli, prości ludzie, którzy toczą codzienną walkę o przetrwanie. Nikt nie interesował się losami tych biedaków. Ich chaty usytuowane były poza murami miasta. Drugi pierścień w większości zasiedlały osoby bogate, które stać było na służących oraz wydawanie pieniędzy na własne przyjemności. Mieszkali tam głównie medycy, właściciele drogich sklepów i inni, na których usługi mogli sobie pozwolić


9                                                                                                                Rozdział I: Wyzwanie



tylko najbogatsi. Rejon ten zasiedlali również arystokraci, którzy swój majątek odziedziczyli po przodkach, a których jedyne zmartwienie stanowiło wymyślanie sposobów na powielenie fortuny. Tutejsze domy bardzo różniły się od tych z poziomu niżej. Tam przeważały rozsypujące się baraki lub stare chaty. Tu z kolei rozciągały się duże zadbane domy, zarówno z drewna, jak i z kamienia. Kręte, wąskie ulice Lordhen czyniły tę okolicę niezwykle specyficzną. Rosły tu drzewa, których pnie przypominały spirale, a czerwone owoce kusiły swym zapachem każdego, kto obok nich przechodził. Gdzieniegdzie można było natrafić na źródełka, przy których w ciągu upalnych dni bawiły się dzieci. Otoczony wysokim murem, rozległy plac z zamkiem królewskim stanowił trzeci pierścień miasta. Sam zamek był najwspanialszą budowlą w całym Lordhen. Wykonany z białego kamienia i wzniesiony na wzgórzu, zajmował ogromną powierzchnię. Zdobiło go pięć wież z czarnymi kopułami. Piąta na środku była największa, o wiele masywniejsza od innych. Pozostałe cztery z kolei były węższe. Wszystko idealnie komponowało się z ogromną niezagospodarowaną przestrzenią wokół budowli, co sprawiało wrażenie, jakby zamek znajdował się na pustyni z szarego kamienia. Tak usytuowany, w myśl jego budowniczych, miał skutecznie ochraniać rodzinę królewską przed ewentualnym zagrożeniem, gdyż nikt nie mógł przejść przez dziedziniec niezauważony. Od momentu przekroczenia bramy trzeciego pierścienia każdy był doskonale widoczny. Dodatkowo całości pilnie strzegli strażnicy, którzy nie przepuszczali nikogo bez specjalnego pozwolenia. Powóz z księciem kierował się w stronę bocznego wejścia dla służby. Gdy już tam dotarł, burza, która przybierała na sile i tej nocy rozszalała się na dobre, po raz kolejny dała o sobie znać, rozdzierając niebo swymi nieokiełznanymi piorunami. Jeden z mężczyzn pomógł


10                                                                                              Medaliony. Część I: Śmiercionośnica 



wysiąść Jego Wysokości, któremu natychmiast podano pelerynę. Bytomir, syn Darona, króla Dhalii, we własnej osobie. Średniego wzrostu, dobrze zbudowany młodzieniec o szczupłej twarzy i krótkich czarnych włosach. To chodzący ideał i uosobienie dobrych manier. Od dzieciństwa nie miał prawie wcale czasu dla siebie, a gdy już znalazła się taka chwila, jego mentorzy chodzili za nim krok w krok, aby sprawdzać, czy ich nauki realizowane są w praktyce. Nie zawsze było to przyjemne dla małego wtedy chłopca. Gdy się garbił, o poprawnej postawie przypominała mu drewniana rózga, którą nauczyciel uderzał go łagodnie w plecy. Gdy miał już trzynaście lat i chciał sięgnąć po zakazane dla niego butelki z winem, o tym, że robi źle, przypominała mu ta sama drewniana rózga, którą tym razem mocniej uderzano go w rękę. Nawet książki, które musiał czytać, stały się jego udręką. Częste, monotonne lekcje kończyły się dopiero po przeczytaniu całości utworu bez żadnej pomyłki. Bywało i tak, że chłopiec znał już dany tekst na pamięć. Bez wątpienia dzieciństwo Bytomira nie było usłane różami. Miał jeszcze siostrę, lecz to on dziedziczył tron, a to surowe wychowanie, zalecone przez jego ojca, miało na celu jak najlepiej przygotować go do przejęcia władzy w przyszłości i sprawowania prawych rządów. Dokładnie dwa miesiące temu, gdy młodzieniec ukończył osiemnaście lat, król Daron powierzył mu niezwykle ważną misję. Była to szansa na posmakowanie wolności. Umiejętności Bytomira miały zostać poddane próbie, a oceny miało dokonać prawdziwe życie, a nie – jak dotąd – dworscy mentorzy. A konsekwencją za popełnienie jakiegokolwiek błędu mogło być coś o wiele straszniejszego niż drewniana rózga. Powrót ukochanego syna oczekiwany był już od dawna. Śpiący już król wraz ze swą małżonką położyli się tego wieczoru z myślą, że rankiem zobaczą dziedzica tronu.


11                                                                                                              Rozdział I: Wyzwanie



        – Ostrożnie z tym – zwrócił się Jego Wysokość do dwóch mężczyzn, którzy wyciągnęli cztery ciężkie drewniane skrzynie z powozu. – A teraz za mną – dodał, a następnie jako pierwszy wszedł do zamku.
        Jego słudzy, którzy nieśli tajemnicze skrzynie, ledwo byli w stanie je utrzymać, lecz zacisnęli zęby i podążyli za swym panem.
        Tymczasem w innej części Lordhen, w pewnym domu należącym do rodziny Watsonów, chłopak o imieniu Natan śnił straszliwy sen, który nawiedzał go już od kilku lat. Oto w tym koszmarze za każdym razem widział siebie stojącego na zamarzniętym jeziorze w nieznanej krainie, w której wszystko pokryte było śniegiem i lodem. Wokół góry i martwa cisza. Szedł przed siebie, gdy nagle zauważył w oddali jakąś postać. Lód pod jego nogami cały czas wydawał odgłos, jakby miał pęknąć lada chwila. Mimo to Natan podążał naprzód. W końcu zbliżył się do tajemniczej postaci na tyle, że mógł ją rozpoznać. Była to piękna rudowłosa dziewczyna. Chłopak próbował podejść bliżej, ale wtem lód się załamał i wpadł do wody. Kiedy się zerwał, chcąc się wydostać, okazało się, że szczelina, przez którą wpadł, zamarzła. Bił w nią pięściami, lecz na nic się to nie zdało. Ruda nieznajoma wpatrywała się w niego, widziała, że tonie i potrzebuje pomocy, ale mu nie pomogła. Sen kończył się zawsze w tym samym momencie, a Natan budził się zlany zimnym potem. Tym razem usiadł na swoim łóżku i spojrzał w okno. Noc zaczynała już ustępować dniowi.
        Natan Watson był blondynem o zielonych oczach i atletycznej budowie ciała. Mieszkał z rodzicami: sir Aleksandrem, dowódcą straży miejskiej, i Liwią, która zmagała się z ciężką chorobą płuc. Wspomagał matkę, jak tylko mógł, miał na głowie wiele obowiązków, które musiał od niej


12                                                                                            Medaliony. Część I: Śmiercionośnica 



przejąć. Wychowywany był zgodnie z surowymi zasadami, chciano, by wyrósł na uczciwego człowieka. Jego ojciec był jednym z najbardziej zaufanych strażników króla Darona. Mimo iż nie pochodził z rodu szlacheckiego, sam król nagrodził go, nadając mu tytuł sir. Otrzymał wtedy także kawałek ziemi i dom w bogatszej części miasta. Młody Natan, chcący iść w ślady ojca, od wczesnych lat był przygotowywany do służby w szeregach rycerstwa. Już następnego dnia miało nastąpić uroczyste pasowanie, toteż chłopak od kilku dni chodził podenerwowany.
        Natan przemył twarz wodą i poszedł podać matce syrop.
        – Już nie śpisz? – Na jego widok twarz kobiety rozjaśniała.
        – Nie mogłem dłużej spać, stres nie pozwala mi na to – odparł.
        – Nie martw się, wszystko będzie dobrze – mówiąc to, kobieta pogłaskała syna po twarzy. Kaszel, który bardzo ją męczył, dał o sobie znać.
        – Proszę, mamo, wypij syrop. Wybieram się na targ, a ty odpoczywaj – powiedział z uśmiechem.
        Tego poranka czyste, rześkie powietrze po wczorajszej burzy nadało dniowi specyficzny klimat. Mieszkańcy miasta z chęcią powychodzili ze swoich domów. Jednak to nie pogoda odegrała tu najważniejszą rolę. Dzień był szczególny z dwóch innych powodów. Pierwszy z nich to powrót księcia Bytomira i organizowany festyn, a drugi – ważniejszy dla większości ludzi – to świętowanie osiemsetnej rocznicy założenia miasta. Z tych okazji zaplanowano wiele atrakcji. W południe miało rozpocząć się oficjalne przywitanie Bytomira i turniej rycerski, a później do samego ranka miał trwać festyn. Biedacy zamieszkujący Lordhen planowali dodatkowo tuż po zajściu słońca rozpalić wielkie ognisko i świętować całą noc. Do festynu przygotowywano się już od trzech dni. Cała impreza


13                                                                                                              Rozdział I: Wyzwanie



miała odbyć się na obszarze drugiego pierścienia, gdzie znajdowała się odpowiednia do tego celu największa w okolicy arena. Zawody organizowane przez rycerzy zaprezentują pokaz sprawności bojowej. Zaplanowano, że walki będą prowadzone zarówno konno, jak i pieszo, pojedynczo i grupowo, a wezmą w nich udział najlepsi z najlepszych – zasłużeni rycerze o wysokim statusie społecznym. Przygotowywali się już od dawna, ze świadomością, że świadkiem ich zmagań będzie sam król Daron.
        – Cześć, Natan! – zawołała Sonia Dowell, przyjaciółka chłopca, która zauważyła go na drodze. Znali się od zawsze, odkąd sięgał pamięcią. Świetnie się rozumieli. Dziewczyna niedawno skończyła piętnaście lat i – jak na dorastającą pannę – była średniego wzrostu. Miała długie jasne włosy i niebieskie oczy.
        – Witaj, Soniu – ucieszył się Natan.
        – Gdzie się wybierasz tak wcześnie rano? – spytała dziewczyna z zaciekawieniem.
        – Chcę zrobić mamie niespodziankę, bo ma dzisiaj urodziny. Pomyślałem, że nazbieram dla niej jagód i ulubionych kwiatów. Ona sądzi, że poszedłem na targ.
        – Tak to sobie wymyśliłeś? Z przyjemnością ci potowarzyszę.
        – Będzie mi miło. – Natan przyjął propozycję przyjaciółki.
        – A co robisz wieczorem? – spytała.
        – Z pewnością pójdę na festyn, jak co roku.
        – To na pewno się zobaczymy, bo też idę – odparła dziewczyna. – A jak się czuje twoja matka?
        – Jest słaba. Już nie wiem, jak mogę jej pomóc. – Posmutniał.
        – Robisz wszystko, co się da. Trzeba wierzyć, że będzie dobrze.
        – Dzięki za słowa otuchy, Soniu.



14                                                                                                Medaliony. Część I: Śmiercionośnica



        Gdy tak trwali w rozmowie, dotarli na łąkę na skraju lasu. Wokół nich w gęstej trawie biegały dzieci, które bawiły się w berka.
        – Ach, te dzieciaki – westchnęła Sonia. – To chyba bliźniaki Wertleyów, jeśli się nie mylę.
        – I Ben, syn wdowy Lose – dodał Natan. – Niezłe z nich urwisy. – Uwielbiam tę porę roku. Lato to najpiękniejszy czas. Jest ciepło, kolorowo, a do tego ten śpiew ptaków. Nie ma nic piękniejszego – wtrąciła Sonia.
        Oboje się rozmarzyli i na chwilę zapadła cisza.
        – Spójrz, jakie maleństwo sobie tutaj siedzi. Musiało wypaść z gniazda – przerwała Sonia, zauważywszy coś, co przypominało kulkę szarego puchu z dużymi czarnymi oczami i dziobem.
        – Czekaj! – krzyknął Natan. – Nie dotykaj go, bo jeśli jego matka wyczuje człowieka, to go odrzuci. – Ale on jest taki słodki – westchnęła dziewczyna.
        – Owszem, ale tylko w ten sposób możemy pomóc. Ciekawe, co to za gatunek. Chodźmy stąd lepiej, żeby nie przestraszyć jego matki, może czai się w pobliżu. – Rozejrzał się wkoło.
        Jeszcze tylko przez chwilę było słychać świergot pisklaka, który niemal natychmiast zagłuszyły inne ptaki.
        – Jak tu spokojnie i przyjemnie, uwielbiam spacerować po naszym lesie – odezwała się Sonia. – Ale wygląda na to, że nie ma jagód.
        – Chodźmy dalej, tu na obrzeżach wszystko wyzbierane, a trochę dalej jest miejsce, gdzie rośnie ich pełno – powiedział chłopiec, a potem wraz z przyjaciółką udał się w głąb lasu.
        W powietrzu czuć było charakterystyczną wilgoć i specyficzny zapach. Gęstwina drzew stawała się coraz bardziej


15                                                                                                              Rozdział I: Wyzwanie



zwarta i tylko gdzieniegdzie dało się dostrzec jasne niebo. W okolicy leżało mnóstwo powalonych ze starości drzew porośniętych mchem. W pewnym momencie zatrzymali się na niewielkim wzniesieniu.
        – Spójrz, jakie piękne jezioro, tam w oddali. To jedno z moich ulubionych miejsc. Kiedyś były tam nawet ryby.
        Natan zaprowadził Sonię w przepiękne miejsce, które zaparło jej dech w piersiach. Malownicze, porośnięte trzciną jeziorko, usytuowane w środku lasu, w niewielkiej dolinie. Rechot żab czynił to miejsce niezwykłym.
        – Gdy byłem mały, przychodziłem tutaj z rodzicami. To miejsce jest wyjątkowe, zawsze mogę się tu wyciszyć. I spójrz, ile jagód.
        Sonia była zaciekawiona opowieściami przyjaciela i tym pięknym widokiem. Ona również czuła się inaczej, gdy przebywała nad tym jeziorem. Miała ze sobą tkany worek, do którego zaczęła zbierać jagody. Szło jej całkiem nieźle, kiedy nagle zauważyła coś dziwnego. Coś, co przypominało pozostałości po starej, zawalonej chacie.
        – Natan, spójrz! – zawołała. – Co to jest?
        Chłopak podszedł do niej, a widok tego, co znalazła, wcale nie był mu obcy.
        – To pozostałości czyjejś chaty – odpowiedział.
        Oboje podeszli bliżej i rozglądali się po okolicy. Wtedy też wydarzyło się coś dziwnego. Sonia dotknęła kawałka porośniętej mchem drewnianej belki i zobaczyła wielki pożar. Wystraszyła się i odskoczyła.
        – Co się stało? – spytał Natan.
        – Nie, nic. Miałam jakąś dziwną wizję. Zobaczyłam płonącą chatę.
        – Bo tak było. Tę chatę strawił pożar. Tata mi opowiadał.



16                                                                                            Medaliony. Część I: Śmiercionośnica 



        – Nieprzyjemnie się poczułam, wiesz? Ogarnęły mnie smutek i żal, ale nie wiem dlaczego. – Ciekawe, kto tutaj mieszkał – zastanawiała się głośno.
        – Tego nie wiem – stwierdził chłopak.
        – Natanie, słyszałam kiedyś opowieść, że w tych lasach mieszkała czarownica.
        – Masz na myśli wiedźmę znad Żabiego Stawu? Myślisz, że to tutaj?
        – Podobno ją spalili i od tego czasu jej duch nawiedza tę okolicę.
        – Co ty za bajki opowiadasz, Soniu? – zaśmiał się.
        – Podobno Rebecca Fox, zanim zaginęła, była tutaj i wywoływała duchy ze swoimi koleżankami. Potem zwariowała. Twierdziła, że duch wiedźmy znad Żabiego Stawu chodzi za nią i szepcze jej do ucha. Co było dalej, sam wiesz.
        – Tak, wiem. Biedna dziewczyna. – Posmutniał. – Nie wiem, czy to prawda, czy nie, ale dziwnie się czuję, jak opowiadasz te historie. Mogłabyś nimi straszyć małe dzieci – rzucił żartobliwie. – Zebraliśmy wystarczającą ilość jagód, więc w drogę.
        Gdy opuszczali dolinę, Sonia odwróciła się po raz ostatni, żeby z oddali jeszcze raz spojrzeć na jezioro. Wtedy usłyszała w swojej głowie lament jakiejś kobiety i ponownie zobaczyła płonący dom.
        – Wiesz, Natan, a jeśli ta wiedźma naprawdę tutaj mieszkała?
        – Ty znowu o tym? – odpowiedział poirytowany.
        – Tak, wiesz przecież, że czasami mam dziwne wizje, ale jeśli nie z tobą, to z kim mam o nich rozmawiać? Dobrze wiesz, że inni biorą mnie za wariatkę, śmieją się i nie wierzą w to, co mówię.


17                                                                                                              Rozdział I: Wyzwanie



        Natan przypomniał sobie swój sen, o którym jeszcze nikomu nie powiedział.
        – Przepraszam, Soniu. Traktuję twoje wizje poważnie, ale po prostu jestem ostatnio bardzo nerwowy i nie radzę sobie sam ze sobą.
        – A od czego masz przyjaciół? – zapytała.
        – Wiem, że mogę na ciebie liczyć – mówiąc to, pogłaskał ją po głowie.
        Kiedy opuszczali las, ponownie natrafili na małego ptaka, który wciąż siedział w trawie.
        – A jeśli jakieś inne zwierzę go pożre? Proszę, Natan, zabierzmy go stąd, zaopiekujemy się nim i będzie nam ćwierkał, latał dla nas. Jest taki kochany… Będę zbierała dla niego codziennie muchy albo inne robaki, żeby miał co jeść.
        Chłopak nie miał serca, żeby odmówić.
        – Dobrze, w końcu to ty będziesz się nim opiekować.
        – Dziękuję! Dziękuję! Chodź do mnie, śliczne maleństwo. Popatrz, jaki on jest śliczny. – Podniosła delikatnie małą kulkę pierza i ukryła w swojej dłoni.
        Natan, przyjrzawszy się maluchowi, zmiękł i nawet go pogłaskał. Ptak również sprawiał wrażenie zadowolonego.
        – O nie! – jęknęła Sonia.
        – Co się znowu stało?
        – Tylko na mnie nie krzycz, proszę. Bo ja zapomniałam, że mam w domu kota. – Zmartwiła się. – Odniosę go z powrotem. – Szlochała ze spuszczoną głową.
        – Dobrze, już dobrze, będzie mieszkał u mnie, ale ty będziesz codziennie przychodzić i się nim zajmować.
        Na te słowa dziewczyna o mało nie rzuciła się mu na szyję. W mgnieniu oka poprawił jej się humor.


18                                                                                             Medaliony. Część I: Śmiercionośnica 



        – Wiedziałam, że się zgodzisz, dziękuję ci bardzo, dziękuję!
        – Z tego wszystkiego zapomniałem o kwiatach dla mamy.
        – Potrzymaj tego malucha, a ja szybko zrobię ci piękny bukiecik dla mamy – odparła dziewczyna, przekazując Natanowi małego ptaszka, który ciągle otwierał dziób.
        – Ja to zawsze się urządzę – westchnął.
        Minęło zaledwie kilka chwil, kiedy Sonia wróciła z przepięknym bukietem stokrotek.
        – Skąd wiedziałaś, że moja mama lubi te kwiaty? – zapytał zdziwiony.
        – Po prostu. Kobieca intuicja – odrzekła z powagą.
        Kiedy już znaleźli się na rozwidleniu dróg prowadzących do ich domów, Sonia jeszcze kilka razy pożegnała się z maleństwem, a potem się rozeszli.
        – Hej, Natan! Co ty tam niesiesz? – zawołali niemal jednocześnie jacyś chłopcy, którzy za nim podążali.
        Kiedy młodzieniec się odwrócił, zobaczył swoich dwóch najlepszych przyjaciół.
        Belo Spark i Aaron Roch. Obaj byli rówieśnikami chłopca i większość wolnego czasu spędzali razem. Aaron, podobnie jak Natan, miał następnego dnia złożyć ślubowanie na rycerza. Natomiast Belo był synem rzeźnika i przyjaciela rodziny Watsonów.
        – Właśnie przed chwilą rozstałem się z Sonią i zobaczcie, co mi dała – westchnął bezradnie.
        Chłopcy wybuchnęli śmiechem. – To teraz będziesz niańczyć tego małego sokoła? – roześmiał się Belo.
        – Dziewczynę byś sobie znalazł, a nie bawił się ptakiem, ha, ha, ha – wtrącił Aaron.


19                                                                                                              Rozdział I: Wyzwanie



        – Powiedziałeś sokół? – dopytywał Natan z ciekawością.
        – Tak, to na pewno sokół, wędrowny w dodatku. Prawdopodobnie samiec. Poznaję po dziobie. Lepiej pozbądź się tej kulki puchu, zanim podrośnie i wydrapie ci oczy – doradzał Belo, który znał się na rzeczy.
        – Jeśli to uczynię, mój drogi przyjacielu, Dowellówna wydrapie mi je prędzej.
        – E tam. Za bardzo przejmujesz się tą małą. – Aaron machnął ręką. – Przyjdź dziś na trening, poćwiczymy strzelanie i jazdę konno. Jak coś, to będę przed południem na łące pod lasem.
        – Dobrze, postaram się być – odpowiedział łagodnie Natan.
        – Mnie nie będzie, ojciec ubił dziś trzodę i będę mu potrzebny. Ale odbijemy sobie wieczorem.
        – Jasne, w takim razie do zobaczenia później.
        Przyjaciele rozeszli się, snując ciekawe plany na resztę dnia. Natan chciał wejść do domu i ukradkiem prześlizgnąć się z sokołem do swojej izby, nie budząc przy tym matki, lecz ta od razu zauważyła, że jej syn niesie coś w rękach.
        – Co tam masz, synu? – spytała, podnosząc się nieco na łóżku.
        – Nic ciekawego.
        – Chcę zobaczyć – odparła.
        Gdy Natan pokazał mamie małego sokoła, ta zareagowała z wielkim entuzjazmem, ku jego zdziwieniu. Nawet się uśmiechnęła i wzięła pisklaka na ręce.
        – Jaki cudowny – stwierdziła, głaskając go delikatnie.
        Natan, zauważywszy uśmiech na twarzy matki, szybko wpadł na genialny pomysł.
        – Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, mamo. Ten ptaszek jest dla ciebie – powiedział, a następnie wyciągnął bukiet kwiatów, włożył go do wody i postawił blisko łóżka.


20                                                                                               Medaliony. Część I: Śmiercionośnica 



        Twarz kobiety od razu pojaśniała.
        – Jak mu dasz na imię? – spytał, a kobieta po krótkim zastanowieniu odparła:
        – A to jest on czy ona?
        – Chyba on.
        – W takim razie nazwiemy go Bao – odpowiedziała po chwili.
        – Podoba mi się – odparł Natan.


                                                                      ***


        W tym samym czasie na zamku królewskim w Lordhen król Daron wraz ze swoją małżonką królową Cyryną i córką Akme czekali w sali śniadaniowej na księcia Bytomira.
        – Wstał już czy nie? – dopytywał z niecierpliwością król Daron służącego Marloya, a potem rozkazał mu sprawdzić, kiedy jego syn w końcu zejdzie na śniadanie.
        Służący szybko, ile tylko miał sił w nogach, pędził po krętych schodach i długich korytarzach, aż dostał zadyszki. Po tym maratonie w końcu dotarł do drzwi komnaty księcia, zanim jednak zapukał, usłyszał jakieś głosy dobiegające ze środka, a że człowiek był z niego wścibski, postanowił co nieco podsłuchać. W tym celu przyłożył swoje stare ucho i wytężył słuch, jak tylko mógł. Wtedy usłyszał głos kobiety i zdawało się mu, że wypowiedziała zdanie: „Ciii, ktoś nas podsłuchuje”. W tym samym momencie, nie wiadomo skąd, zerwał się silny podmuch wiatru i popchnął Marloya na drzwi. Mężczyzna wpadł do komnaty, prosto pod nogi księcia.
        – Ki diabeł – wymamrotał starzec, podnosząc się z podłogi.
        – Co ty wyprawiasz? – zapytał oburzony Bytomir.
        – Ja-ja-ja-ja-ja-ja – zająknął się.



21                                                                                                              Rozdział I: Wyzwanie



        – Za jaja to cię każę powiesić, jeśli w końcu nie zaczniesz gadać! – uniósł się pogardliwie książę.
        – Ja-ja… Ja tylko miałem się dowiedzieć, kiedy panicz zejdzie na śniadanie, król Daron kazał mi zapytać – odparł służący i począł błędnym wzrokiem wodzić po wnętrzu w poszukiwaniu kobiety, której głos usłyszał, lecz nikogo nie zauważył.
        Komnata Bytomira była dość duża. Znajdowały się w niej łoże, stare szafy, wielkie lustro, przed którym książę właśnie stał, oraz parę skrzyń z rzeczami panicza i regały z książkami.
        Kie licho, a może mi się przesłyszało? – pomyślał Marloy.
        – Wstań, głupcze, i przekaż memu ojcu, że już schodzę.
        – Tak, paniczu – odrzekł sługa i jeszcze szybciej niż wcześniej pobiegł z wieściami do króla.
        Bytomir w tym czasie zamknął drzwi i poprawił fryzurę w lustrze.
        – Wasza Wysokość, książę będzie tutaj lada moment – wybełkotał zdyszany Marloy.
        Król jednym machnięciem ręki, jak natrętnej musze, nakazał słudze, żeby odszedł. Następnie spojrzał na swą małżonkę, która siedziała naprzeciwko niego przy długim na pięć metrów stole, oraz na córkę, siedzącą po lewej stronie. Chwycił udziec i zaczął jeść. Popił kielichem czerwonego wina. Królowa Cyryna i księżniczka nie jadły nic. Zdawało się, że czekały na Bytomira.
        Nagle z długiego korytarza dobiegł ich odgłos kroków. Poczciwy sługa Marloy donośnym głosem w majestatycznym stylu zapowiedział:
        – A oto i książę Bytomir.
        Całe towarzystwo wstało od stołu, król otarł usta, a służący po cichu przełknął ślinę, kiedy syn Darona przechodził obok niego.


22                                                                                               Medaliony. Część I: Śmiercionośnica 



        – Witaj, mój synu – powiedział dumnie władca. W jego głosie dało się wyczuć radość. Następnie pocałował chłopca w policzek.
        – Witaj, ojcze, witaj, matko, witaj, siostro – rzekł Bytomir, pochylając głowę w kierunku każdej z wymienionych osób.
        Wszyscy odwzajemnili jego gest.
        – Czy twoja misja powiodła się, synu? – spytał z wielkim zaciekawieniem król Daron.
        – Tak, ojcze. Wszystko poszło, jak powinno. Oto akt hołdu lennego podpisany przez władcę Gór Północnych Alberta Czwartego – rzekł Bytomir i wyjął zapieczętowany pergamin. – Przekazano mi również podarunki dla ciebie, ojcze, trzy skrzynie złota i skrzynię srebra.
        – Jestem z ciebie dumny, synu. Niech no cię jeszcze uściskam. Coś się w tobie zmieniło, odkąd widzieliśmy się ostatni raz. – Król patrzył na Bytomira, ściskając jego ramiona.
        – Zmężniał – wtrąciła królowa.
        – Nie, to coś innego. Coś się w tobie zmieniło. Stałeś się prawdziwym mężczyzną – mówił dalej władca.
        Bytomir uśmiechnął się na widok zadowolonego ojca. Następnie Daron rozwinął pergamin, aby być pewnym sukcesu syna.
        – Mogę się teraz spokojnie zestarzeć, bo wiem, że mój syn godnie mnie zastąpi, kiedy przyjdzie na to czas. Usiądź, mój drogi, z nami do śniadania, po takiej podróży musisz być spragniony.

                                                                     ***

        Tymczasem zbliżało się południe. Natan, który obrobił się z pracami w domu, znalazł w końcu trochę czasu dla siebie. Zabrał więc konia swojego ojca i postanowił spotkać się z Aaronem.


23                                                                                                           Rozdział I: Wyzwanie



        – Hej, Natan, to może szybka rundka do lasu? Kto pierwszy tam dotrze, wygrywa. Co ty na to? – zawołał Aaron.
        – Jeśli chcesz przegrać, to zaczynamy – wrzasnął żartobliwie młodzieniec.
        Przyjaciele zaczęli się ścigać jeszcze w mieście. Każdy popędził, jak szybko dał radę. Na początku wygrywał Natan, bo to on jako pierwszy dotarł do bram miasta. Na drodze obaj napotykali nie lada przeszkody. To bawiące się dzieci, to kury, to wieśniacy idący ulicą. Niezmiernie rozgniewali pana Owena, bo wywrócili do góry nogami jego koryto z wodą dla zwierząt.
        – Ja wam jeszcze pokażę, łobuzy jedne! – krzyczał za nimi rozwścieczony mężczyzna.
        Gdy już opuścili miasto, na prowadzenie wysunął się Aaron i było słychać tylko jego śmiech, kiedy dotarł do lasu jako pierwszy.
        Natan przybył zaraz po nim, co oczywiście oznaczało, że przegrał wyścig.
        – Musisz więcej trenować, jeśli kiedykolwiek chcesz ze mną wygrać – zażartował zwycięzca.
        – Widzę, że humor jak zwykle ci dopisuje. Zeszłym razem mało brakowało, żebym cię prześcignął. Przyznaj, że staję się coraz lepszy – odparł Natan, zeskakując z konia. – Jestem pewien, że następnym razem zwycięstwo będzie moje – dodał, a po tych słowach szybko zmienił temat rozmowy na mniej drażliwy: – A tak z innej beczki, to denerwuję się przed jutrzejszym pasowaniem – westchnął, siadając na trawie pod jednym z drzew, przy których się znajdowali.
        Jego przyjaciel usiadł obok, wziął głęboki oddech.
        – Natanie, nie wiem, czym ty się przejmujesz, już jutro


24                                                                                               Medaliony. Część I: Śmiercionośnica 



spełni się nasze największe marzenie. Nareszcie będziemy prawdziwymi rycerzami. W końcu będziemy mogli brać udział w wyprawach, ramię w ramię z innymi, w imię króla. Pasowanie jest naszą furtką na świat. Będziemy podróżować po całym królestwie, a nawet dalej. A o naszych poczynaniach usłyszą wszyscy. Już jutro nasz los się odmieni. I o tym powinieneś teraz myśleć.
        – Chyba masz rację – westchnął młodzieniec.
        – Dzisiaj wieczorem będzie świetna zabawa, założyłem się z Kendrikiem, że wypiję więcej piwa od niego.
        – O co się założyliście tym razem, Aaronie?
        – Ustaliliśmy, że przegrany będzie przez cały miesiąc sprzątać królewską stajnię bez względu na to, czyja będzie kolej.
        – Wiesz co, ty lepiej dobrze się przygotuj na te zawody, bo ostatnim razem, gdy przegrałeś, musiałem wyciągać cię ze świńskiego koryta.
        – Mogłem wtedy trafić gorzej, było raz tak, że Kyle Morison po przegranym zakładzie musiał wydoić krowę pana Owena… i wiesz, pomylił ją z bykiem. Potem cały tydzień nie mógł dojść do siebie.
        Na chwilę zapadła cisza, Aaron spostrzegł, że jego towarzysz nie śmieje się z historii, którą opowiedział. Przyczyna tego była jedna, otóż Natan zauważył z daleka piękną młodą dziewczynę, którą zresztą już wielokrotnie obserwował. Bywała czasami w tych okolicach z grupką małych dzieci, którymi się zajmowała. Dziewczyna pomagała w prowadzeniu miejscowego sierocińca. W słonecznym świetle wśród łąki wyglądała jak anioł. Była osóbką średniego wzrostu, o długich ciemnych włosach. Rumiane policzki i duże brązowe oczy


25                                                                                                           Rozdział I: Wyzwanie



dodawały jej szczególnego uroku. Wiązana na biodrach, biała, haftowana sukienka podkreślała jej zmysłową figurę, która przyciągała uwagę wielu mężczyzn. Aaron podążył za wzrokiem przyjaciela i od razu się zorientował, co go tak bardzo zajęło. On również widywał tu wcześniej tę piękną dziewczynę i niejeden raz z nią rozmawiał. Przypomniał sobie teraz jej imię, które wypowiedział na głos.
        – Velta. Nie wiem dlaczego, ale za każdym razem, gdy na nią patrzę, marzę o tym, aby ją pocałować.
        To zdanie wyrwało Natana z transu, w którym trwał.
        – Zabawne. Mógłbym powiedzieć to samo. Zaraz, zaraz, jeżeli się nie mylę, to parę dni temu chwaliłeś mi się, że umówiłeś się z niejaką Veltą na spotkanie, ale w końcu nic więcej nie powiedziałeś. – Watson spojrzał na zawstydzonego Aarona, oczekując odpowiedzi. Szybko zauważył jego zarumienione policzki i wzrok oznaczający, że próbuje uniknąć odpowiedzi.
        – Przez te przygotowania do pasowania nie miałem okazji z tobą spokojnie porozmawiać – tłumaczył się młodzieniec, a po chwili dodał: – Tak naprawdę nie przyszła na spotkanie, a ja nie będę na nią marnował swojego czasu, jest tyle innych ślicznych panien, które tylko czekają, aż się z nimi umówię. Wiesz, Natanie, jak to mówią, tego kwiatu jest pół światu.
        – Ha, ha, mój przyjacielu, twoje zdolności uwodzenia chyba ostatnio szwankują. Ale nie martw się, bo przez najbliższy miesiąc będziesz mógł się umawiać z klaczami w stajni, jeśli dzisiaj przegrasz ten zakład z Kendrikiem – skomentował żartobliwie Natan, a potem wybuchnął śmiechem, aż łzy popłynęły mu z oczu



 

do góry

Wykonane przez Onisoft.pl

2017 Wszelkie prawa zastrzeżone oceanksiazek.pl

Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl