Kategorie blog
Niespodziane
Niespodziane





















SPIS TREŚCI



Prolog............................................................................................................7
Część I...........................................................................................................9
     Rozdział 1.................................................................................................10
     Rozdział 2.................................................................................................21
     Rozdział 3.................................................................................................32
Część II ........................................................................................................43
     Rozdział 4.................................................................................................44
     Rozdział 5.................................................................................................58
     Rozdział 6.................................................................................................73
Część III........................................................................................................93
     Rozdział 7.................................................................................................94
     Rozdział 8.................................................................................................103
     Rozdział 9.................................................................................................110
Część IV.........................................................................................................125
     Rozdział 10...............................................................................................126
     Rozdział 11...............................................................................................139
Epilog............................................................................................................145
Przepis...........................................................................................................150
Słowniczek.....................................................................................................151
Cytaty............................................................................................................153









Traf wszystkim rządzi.


William Szekspir








P
ROLOG



        Zimnego deszczowego poranka w rogu jasnej sali szpitalnej leżała skulona młoda brunetka. Była cała obolała i sina, ale nie straciła przytomności umysłu.
        Długie, czarne, rozpuszczone włosy spływały jej po plecach i zakrywały całą głowę i twarz. Nie chciała się podnieść i nie musiała tego robić. Długi czas spędziła na zimnej podłodze, przywarta brzuchem do niej. Była bardzo zmęczona.
        Nie podniesie się po tym, co przeszła. Brak jej sił.
        Wyczerpana po długim porodzie, nie pamiętała, kogo wydała na świat i nie wiedziała, jak znalazła się na podłodze. Wszystko ją bolało, na ciele i na umyśle. Ciało stanowiło balast, którego niestety nie można się było pozbyć. Z jej oczu wprost na posadzkę płynęły gęste łzy.
        Nie może odwrócić twarzy, bo zobaczy wszystkich, którzy do niej przyszli. Tych obcych ludzi, którzy ciągle od niej czegoś żądają. Nie pamięta też, jak się nazywa.
        Wie tylko, że wreszcie usunęli ten nadmiar z jej brzucha, który ciążył niemiłosiernie. Nic już nie było ważne. Chciała zasnąć i więcej się nie obudzić. Na pewno jej się to uda, ten ostatni raz. Trzymała się tylko tej nadziei.
        W drzwiach sali pojawili się lekarz i pielęgniarki. Rodzinę poproszono o pozostanie na korytarzu. Byli zdruzgotani



8                                                                                                  NIESPODZIANE



widokiem. To nie mogła być ich córka, siostra ani matka, która powiła bliźnięta. Jak to możliwe, że takie kruche, załamane od miesięcy ciało wydało na świat dwa życia?
        Dzieci leżały w oddzielnym pokoju. Miały dwa dni. Nie były w stanie samodzielnie oddychać. Umieszczone w inkubatorze, ledwo żyły. Szybko nie opuszczą szpitala, tak jak ich matka.
        Personel medyczny bardzo sprawnie zajął się leżącą na podłodze kobietą i po kilku minutach mogła otworzyć oczy. Nic nie powiedziała. Lekarz zadawał mnóstwo pytań, weszli rodzice. Wizyta była krótka. Potem straciła przytomność. Zajęły się nią ponownie pielęgniarki.
        Była piękna, blada, zmęczona i bez odrobiny życia. Wydawało się, że całe oddała noworodkom, po połowie każdemu. Jednym poruszeniem ręki podpisała dokumenty, zrzekając się tym opieki nad dziećmi. Dodatkowe podpisy złożyli jej rodzice.
        Została całkowicie pozbawiona opieki nad kimkolwiek oraz ubezwłasnowolniona. Dopóki choroba nie ustąpi, nie opuści tego pokoju. Wreszcie dadzą jej spokój. Zatopiła się we własnym bólu, zamieniając się w kamienny szary posąg.









CZĘŚĆ I











Każdy człowiek ma kawałek nieba
pod swoimi drzwiami.

Przysłowie chińskie








R
OZDZIAŁ 1


NADIA


       W ten wczesny słoneczny marcowy dzień Wiedeń budził się z głębokiego snu. Miasto dopiero zaczynało brać oddech po długiej i ciemnej zimie. Otwierały się pierwsze cudowne zakątki przysłaniane intensywną zielenią. Wiedeń promieniał pełną buzią, krzycząc: „Witam was!”.
        Nad Dunajem pachniało brudną pozimową wodą i trawą. Nadia nie przez przypadek wybrała tę porę roku, aby zwiedzić Donauinsel, wyspę na rzece. Tutaj zaczynał otwierać oczy tłum spacerowiczów. Krajobraz mienił się szarością drzew we wszystkich jej odcieniach. Muzyka dochodziła z każdej kawiarni, kolaż różnorodności dźwięków przekrzykiwał się nawzajem.
        Spacer od stacji pociągu do stacji metra trwał ponad godzinę. Należało rozprostować kości, aby wyjść naprzeciw całemu miastu. Dziewczyna nie spieszyła się. Aby napawać się w pełni okazałością miasta–muzeum, trzeba najpierw nabrać świeżego powietrza i zachłysnąć się przestrzenią. Tylko w takim miejscu jak Donauinsel można oczyścić umysł świeżym powietrzem, nabrać prądu z rzeki i w pełni rześkim próbować zdobywać podwoje centrum.



CZĘŚĆ I: ROZDZIAŁ 1                                                                                       11



        Spacer sprawił dziewczynie wiele radości. Nabrała wręcz ogromnego apetytu na przepych Graben, głównego placu pełnego tłumów ze swą słynną przytłaczającą rzeźbą zarazy. Tam też zmierzała.
        Metro pędziło. Miała dojechać do stacji Mitte w trzecim Bezirku – dzielnicy. Stamtąd już na piechotkę zamierzała dostać się pod katedrę Szczepana, po drodze mijając ogromny park. Będzie mogła spokojnie wtopić się w tłum.
        Twarze w metrze zmieniały się na każdym przystanku, co minutę. W ułamku sekundy zdała sobie sprawę, że przebiera palcami w kieszeni żakietu i dosyć energicznie podrzuca swoje ukryte białe, maleńkie kamyczki. Przymknęła powieki, uspokoiła umysł i mogła w spokoju dotrzeć na miejsce.
        Nadia uwielbiała tworzyć historie tak samo, jak uwielbiała zbierać kamyki. Wszędzie, gdzie zobaczyła leżący kamień, zabierała go do domu, a tam tworzyła postacie, domy, osiedla, parki, plaże – wszystko z szarych ulicznych kamyków. W identyczny sposób snuła swoje opowieści. W jej świecie każda historia miała własne miejsce. Historie, które opowiadała, raz krótkie, raz długie, nigdy nie były planowane. Wydawało się, że w każdej sytuacji zawsze znajdzie rozwiązanie, że jej własne życie będzie ułożoną opowieścią, napisaną tak, jak sobie zażyczy. Nie spodziewała się, że właśnie tego nie da się pomyśleć, zaaranżować czy w ogóle przewidzieć.
        Teraz stała w metrze naprzeciw niego, mężczyzny, który towarzyszył jej od dzieciństwa po dorastanie. Syn sąsiada z klatki obok. Patrzyła na te same rysy, układ twarzy, zadziwione lub zalęknione szklane oczy. Wydawał się taki prawdziwy, ale



12                                                                                                 NIESPODZIANE



był pięćset kilometrów stąd. Nie przyjechał z nią do Wiednia, bo nie było im to pisane. Nie mógł siedzieć w tym metrze naprzeciw niej. To co on tutaj robił? Przede wszystkim kim był? Bardzo intensywnie wpatrywała się w niego.
        Odezwał się pierwszy:
        – Czy my się znamy?
        Ten sam ton głosu, może wyższy. Nadia była tak zaskoczona, że nie mogła ochłonąć i wydusić z siebie ani pół słowa.
        Znów się odezwał:
        – Może usiądziemy?
        „Tak, usiądźmy” – pomyślała. Nie mogła nic powiedzieć, gdyż spotkanie osoby, którą się zna, nigdy nie jest do przewidzenia. Włożyła rękę do kieszeni. Były tam. Dwa oszlifowane przez lata białe kamienie, które jak talizman ściskała w ręce i przesuwała w palcach. Tak, biała plaża, palmy – tam czuła się spokojnie, szum wody. Dlatego je zabrała. Zbierała ciągle jakieś kamienie, ale te trzymała całe swoje życie.
        – Mam na imię Aidan – rzekł mężczyzna po niemiecku. – Miło cię poznać.
        Drgnęła, bo przecież nie mógł tak mieć na imię, po prostu nie mógł. Szybko skwitowała:
        – Znam cię. Hmm, to znaczy znam cię takiego, jak cię widzę na zewnątrz. Pod innym imieniem.
        Oczywiście więcej nie mogła nic dodać. Była w szoku. Siedzieli w przedziale pociągu, który wiózł ich z Donauinsel do centrum. Nigdy jeszcze nie straciła głowy na tak długo. Zawsze miała coś do powiedzenia, może wysnułaby opowieść, że śpi, a to się jej śni.
        Wyrwało ją z zamyślenia:



CZĘŚĆ I: ROZDZIAŁ 1                                                                                       13



        – Dokąd jedziesz, na której stacji wysiadasz? Ależ jestem głupi, może ty nie mówisz po niemiecku? – Dziwnie się poczuł. Nieswojo.
        – A tak, na Mitte. Rozumiem po niemiecku, mówię też. Czy masz chwilę? – zapytała.
        – To zależy, na Mitte się przesiadam. O, właśnie dojeżdżamy.
        – To wysiadamy – odparła.
        Przeszli do górnego wyjścia, nie odzywając się więcej. Przy holu głównym zapytała:
        – Czy chciałbyś się ze mną napić dużej mrożonej kawy? Czy mógłbyś mi poświęcić trochę czasu? Myślę, że mamy sobie wiele do wyjaśnienia.
        Czas, który poświęcili na przejście na drugą stronę ulicy mieszczącej się naprzeciw stacji, minął szybko. Nadia jednak widziała kłęby dymu unoszące się przed dworcem. Zastanawiała się, czy czasem nie jest to odjeżdżający pociąg. Poczuła pod butami brukowaną ulicę i już była w dziewiętnastym wieku. Gdyby jednak to wszystko śniło się, kto mógł śnić ten sen? Nie mogła znaleźć odpowiedzi, bo chłopak obok niej sprowadził ją z powrotem do Wiednia do tego marcowego dnia.
        Wszystko, cała sceneria, sen i Bóg jeden wie, czyj dym na ulicy, zniknęło. Otwierając drzwi do kawiarni znajdującej się w galerii handlowej naprzeciw metra, wyrwał ją z zadumy. Ten duszący dym jednak był, ale dziwnie pachniał, wyczuła pieczone kasztany. W Wiedniu można było najeść się ich do woli, ale Nadia gustowała bardziej w pieczonych ziemniakach. Przy każdym większym przystanku, zejściu do metra – U-Bahnu – zawsze ktoś sprzedawał i jedno, i drugie. Piekły się na ruszcie na olbrzymiej puszce, bo właśnie tak wyglądał piec, który wozili sprzedawcy. No i dym się wyjaśnił.



14                                                                                                 NIESPODZIANE



        W kawiarni było cicho, zajęli stolik przy barze. Nie czekając na kelnera, Aidan zamówił dwie duże kawy mrożone z mnóstwem bitej śmietany. Była smaczna, ale nie najlepsza. Po każdym łyku chciało się od razu wyjść i wybrać się do kafejki przy Hundertwasserhaus. Serwowano tam przepyszną wiedeńską Kaffee Melange z odrobiną mleka i cynamonu. Kawa miała nieopisany smak. Po każdym zbliżeniu do ust od niechcenia zamykałeś oczy i na ułamek sekundy byłeś w swoim najlepszym, wymarzonym miejscu. To było jak kamienie w kieszeni Nadii. Ich działanie było niczym portal do przenoszenia się w szczęśliwe miejsca.
        Nie jej wina, że każda czynność, każda drobna rzecz sprawiała, że rzeczywistość umykała.
        – Czy aby na pewno chcesz ze mną porozmawiać? – Znów wyrwał ją z zamyślenia. – Dobrze się czujesz? – zapytał po chwili.
        – Tak. Wszystko w porządku, tylko tyle tu skojarzeń, gdzie nie pójdę, ciągle jestem gdzie indziej niż tam, dokąd się udaję. Głowa mi puchnie od nadmiaru wrażeń. – Uśmiechnęła się. – Teraz do tego jestem w lekkim szoku, to znaczy ogromnym szoku. Kim jesteś?– zapytała bardziej siebie niż jego.
        Mężczyzna rozejrzał się, bo absurd pytania graniczył z całkowitym absurdem tego spotkania.
        – Kim jestem? To może najpierw powiesz mi, czemu mnie zaczepiłaś, czemu chcesz ze mną porozmawiać i najważniejsze, skąd mnie znasz?! – Trochę się oburzył.
        – Ach, tak. Przepraszam, mam na imię Nadia. Jestem z Polski, z Krakowa. Mieszkam tam i od dzieciństwa przyjaźnię się z chłopakiem, Emilem, który wygląda identycznie jak ty. Nie



CZĘŚĆ I: ROZDZIAŁ 1                                                                                       15



zrozum mnie źle, ale czy to nie jest dziwne: skoro ty nie jesteś Emilem, to kim? Bliźniakiem? Sobowtórem? Chciałabym to wyjaśnić. – Zamilkła.
        Zbyt wiele trzeba by powiedzieć, a jednak nie chciała zdradzać Aidanowi, co łączy lub łączyło ją z Emilem. Dotknęła kamieni, białych, gładkich, maleńkich. Pochodziły z wysepki pełnej białego piasku, poczuła szum oceanu. Na razie tyle wystarczyło, musiała się skupić na nowym chłopaku. Wyjęła z portfela zdjęcie, które nosiła od wielu miesięcy. Ona i Emil nad Wisłą, próbowali przedrzeźniać turystów pod smokiem wawelskim, śmiali się wtedy do łez. Pewien przechodzień zrobił im zdjęcie, udało jej się je wydrukować, mimo że w telefonie miała mnóstwo innych pamiątek, właśnie z takich miłych, wspaniałych chwil. Potem wyjechała, tak postanowiła.
        – Oto Emil – rzekła.
        Aidan wziął zdjęcie do ręki i nie mógł się nadziwić. Faktycznie był bardzo do niego podobny, niczym bliźniak.
        „Dziwne to wszystko” – pomyślał.
        – Czy to twój chłopak? – zapytał.
        – Tak, poniekąd, bardziej przyjaciel od dawna. Zrobiliśmy sobie przerwę jakiś czas temu, ale nigdy nic nie wiadomo – odparła.
        – Ciekawe. W sumie bardzo interesujące. Czy pozwolisz, że zrobię zdjęcie? Zapytam, raczej poszperam w pamiątkach matki, ale wątpię, czy uda mi się czegoś dowiedzieć. Myślę jednak, że na niewiele mi się to przyda. Miło jednak wiedzieć, że jest jakaś druga taka sama osoba na tym świecie, i to całkiem blisko. Ponoć wszyscy mamy jakiegoś sobowtóra… – Uśmiechnął się.



16                                                                                                 NIESPODZIANE



        – Ponoć wszyscy, ale nie wiem, czy chciałabym poznać osobę taką jak ja – odpowiedziała. – Może bardziej tę drugą połówkę. – Uśmiechnęła się, bo przecież już ją znalazła.
        Sytuacja nie należała do codziennych, oboje nie bardzo wiedzieli, jak zareagować. Wymienili jeszcze parę miłych uwag i w rezultacie Nadia została z jego numerem telefonu i z nazwiskiem. Aidan Brunn.
        Kiedy chłopak odszedł, poczuła dziwną pustkę. Nie żeby chciała z nim dłużej pobyć, ale zatęskniła za Krakowem. Szybko napisała do Emila esemesa: „Nie uwierzysz, ale właśnie piłam z Tobą kawę”. Wysłano.
        Z uśmiechem wyszła z kawiarni i udała się w stronę centrum. Minęła Muzeum Sztuki Stosowanej, które nie wiedziała czemu nie wzbudzało w niej żadnych wizualnych wrażeń. Budynek był brzydki, jedynie kawiarnie obok miały swój klimat, były ozdobą tego miejsca, ze swoimi koronkowymi krzesłami przy białych stolikach. Lubiła je tak nazywać, gdyż te krzesła były wykończone ornamentami. Obawiała się, że po wstaniu z nich całe kunsztowne zdobienie będzie miała odbite na plecach, a nie bardzo chciała chodzić z koronką na koszulce, dlatego nigdy tam nie wchodziła i nie wiedziała, jak smakuje ich Wiener Melange. Lubiła jednak sobie wyobrażać, że filiżanki są utkane koronką i kawa wylewa się przez każdy maleńki otwór. Z
        dziwiło ją jednak, że mimo wszystko Emil nie odpisał od razu. Może był w pracy, ostatnio więcej pracował. Drukarnia, w której rozpoczął pracę na etat, była jedną z lepiej prosperujących, ale która nie jest? Niemniej jednak Emil miał ostatnio niewiele czasu, aby móc odsypiać noce, a co dopiero odpisać na wiadomość.



CZĘŚĆ I: ROZDZIAŁ 1                                                                                       17



        Dotarła do restauracji mieszczącej się na zbiegu ulic, w której można było zjeść trójkącik pysznej włoskiej pizzy. Dziś jednak nie zrobiła sobie w niej przerwy. Zanim spotkała Aidana, zjadła pyszną Knoblauchsuppe, pospacerowała na Donauinsel i zamierzała dotrzeć do katedry Świętego Szczepana. Udało jej się dotrzeć pod Stephansdom, obeszła go trzy razy, jak miała w zwyczaju zawsze, kiedy tu przyjeżdżała. Cieszyła się, bo za każdym razem po jej okrążeniu czuła się bliżej spełnienia marzeń. To krążenie wokół przypominało jej Karnak w Egipcie, głównie studnię. Wedle legendy kobiety i mężczyźni okrążali ją siedem razy, aby znaleźć małżonka i żyć w szczęściu. Kto tego nie zrobił, dopadało go całe zło, jakie krąży po świecie. Dlatego stworzyła własną legendę i zawsze trzy razy obchodziła Stephansdom, dopiero potem mogła zwiedzać dalej, zaczynając od domu Mozarta, tuż za katedrą.
        Teraz miała tylko jedno życzenie, aby rozwiązać zagadkę nowo poznanego tajemniczego Aidana i jej starego przyjaciela Emila. Kim właściwie byli? Czy kryli jakąś tajemnicę przeszłości?
        Dojechawszy autobusem do Mariahilferstrasse, była o krok od wynajmowanego pokoju. Wiedziała, że dzisiaj będzie spała bardzo smacznie i bardzo długo, bo spotkała ją jeszcze dziwniejsza nieznana historia, której sama nie wymyśliła.

* * *


        Nadię wychował ojciec. Wyzwalał w niej zawsze chęć do przewidywania morałów, zanim bajka dobiegła końca. Również dużo bawili się w odnajdywanie zaginionych skarbów. Jej tato zaczytywał się w powieściach Cusslera i ciągle zadziwiał




do góry

Wykonane przez Onisoft.pl

2017 Wszelkie prawa zastrzeżone oceanksiazek.pl

Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl