ROZDZIAŁ I
Świeże, lekkie powietrze owiewało moją twarz. Jak miło było wyjść na spacer w tak ładny poranek i delektować się promieniami słońca na swojej skórze, móc usiąść na ławce w parku i czytać swoją ulubioną książkę. Rufus biegał po trawie, która została skoszona nie tak dawno, bo czuć było jeszcze jej zapach. Ciekawe imię jak dla takiego psiaka. Dla sznaucera bardziej odpowiedni byłby Sherlock Holmes, szczególnie dla takiego zwierzaka, jakim był Rufus, czyli niesamowicie ciekawskiego. I weź tu czytaj książkę…
Skup się, kobieto – powiedziałam do siebie w myślach. To był mój odwieczny problem – brak koncentracji. Chyba potrzebne mi były jakieś witaminy. Zawsze błądziłam myślami gdzieś w chmurach, ale to był najwyższy czas, by się skoncentrować. W końcu wyszłam na spacer, aby się odprężyć, odpocząć od biegu codzienności. Wiadomo, że lipiec to najlepszy moment na wypoczynek. Dla niektórych musi być on aktywny, dla innych wręcz przeciwnie, a mnie wystarczy niewiele do szczęścia. I zawsze tak było. Bo przecież, by być radosnym, nie potrzeba góry forsy i możliwości kupowania sobie wszystkiego, o czym się tylko zamarzy. Do tego, aby czuć się beztrosko, wystarczy powieść Jane Austen Mansfield Park. Uwielbiam wątek miłosny Edmunda Bertrama i Fanny Price. Niezwykła historia tych dwojga to po prostu coś pięknego.
8 KTOŚ WYJĄTKOWY
Uczucie, które cudownie się rozwinęło od przyjaźni do miłości. Sama chciałabym przeżyć coś tak cudownego i wierzę, że przyjdzie na mnie czas. Zostało mi jeszcze tylko kilka stron do końca powieści i byłam nią znowu oczarowana, dokładnie po raz czwarty.
Sprawdziłam kątem oka, gdzie znajduje się ten mały wariat. Był, biegał zadowolony.
– Pięć minut i wracamy – powiedziałam do siebie i do Rufusa.
Spoglądał tak, jakby błagał mnie o jeszcze jedną chwilę na pobieganie za ptakami. Piesek nie należał do mnie, jego właścicielem była moja starsza o dwa lata siostra Stefania, która podrzuciła mi go na kilka dni. Wyjechała ze swoim chłopakiem nad morze, a dokładniej do Kołobrzegu. Nie potrafię odmawiać i muszę na to coś poradzić. Lubię pomagać, ale niektórzy moje dobre serduszko wykorzystują aż za bardzo. Przyjdzie taki dzień, że stanę się bardziej asertywna. Siostra wykorzystała fakt, że chwilowo nie pracuję. Wzięłam kilka dni wolnego, by się zregenerować po natłoku roboty. Ale jak się zrelaksować i pomyśleć o odpoczynku z psem pod opieką?
Skończyłam czytać, zamknęłam książkę i zawołałam Rufusa, bo zobaczyłam, że powędrował troszeczkę dalej, niż myślałam. Patrząc, jak do mnie biegnie, zastanawiałam się nad tym, że ma coś ze Stefci. Nie bez powodu usłyszałam kiedyś, że każdy zwierzak upodabnia się do swojego właściciela, a właściciel do zwierzaka (oczywiście w zakresie charakteru). Rufus jest ciekawski jak moja siostra, która wszędzie wtyka ten swój wścibski nos. A co ona ma z psa? Chyba trzeba się nad tym troszeczkę zastanowić. Miałam kilka dni na to, by go bliżej poznać.
Wstałam z ławki, otrzepałam spodenki i poprawiłam swoją czarną luźną koszulkę. Sznaucer był już koło mnie, więc
ROZDZIAŁ I 9
zapięłam mu smycz i śmignęliśmy w stronę domu. Idąc, zerkałam na jedną parę, która trzymała się za ręce i patrzyła na siebie niewiarygodnie pięknie. Zazdrościłam im. Chciałam wiedzieć, jakie to uczucie być zakochaną. Miałam dwadzieścia dwa lata i doświadczyłam tylko uczucia zauroczenia, na dodatek nigdy nie byłam w żadnym związku.
Smutna myśl, przygnębiająca, kiedy widzi się taki obrazek jak ta parka. Czasem zastanawiałam się, czy ze mną było wszystko w porządku. Nie byłam seksbombą jak Marilyn Monroe, ale brzydka też nie. Ukradkiem zerknęłam na zakochanych, by popatrzeć, jacy byli pełni życia i chęci, by żyć dla tej drugiej osoby. A ja czasem postępuję wręcz przeciwnie. Kiedy mam gorszy humor, odwracam wzrok, gdy widzę tak piękny obrazek, bo przecież czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal – nawet w tym przypadku. Jeżeli jacyś faceci patrzyli na mnie znacząco, to zazwyczaj byli to starsi panowie. Nigdy nie zauważyłam, by mężczyzna spojrzał na mnie w tak niezwykły sposób, jak mnie się marzyło. Mam chyba w sobie magnetyzm osoby dojrzałej – tak to sobie tłumaczyłam. A może oni po prostu rzucali mi się w oczy, bo byli nie z mojej kategorii wiekowej? Poprawiłam kosmyk swoich ciemnych włosów i włożyłam go za ucho. Włosy miałam do ramion: nie były ani za długie, ani za krótkie.
Chyba byłam za bardzo wybredna, bo miałam swój typ mężczyzny i nie chciałam związać się z kimkolwiek, tylko czekałam na kogoś wyjątkowego. Nie chciałam robić komuś nadziei, jeżeli nic do niego nie czułam. A robiła tak moja koleżanka Kaśka. Ona była już z tyloma facetami, że za nią nie nadążałam. Była z nimi, bo nie chciała być sama. Rozumiałam to, ale jeżeli jeździła z nimi na wczasy, to tak, jakby angażowała się całkowicie w związek. Tymczasem ona traktowała ich przedmiotowo, tak jak ją ktoś kiedyś potraktował. To
10 KTOŚ WYJĄTKOWY
złamało jej serce i obiecała sobie, że już nigdy nie pozwoli, by ktokolwiek ją skrzywdził. Więc tak właśnie podchodziła do mężczyzn. Poznałyśmy się w pracy, a konkretniej w kwiaciarni, bo tam byłam zatrudniona już ponad rok.
Minęłam kobietę z zakupami i przypomniałam sobie, że chciałam zahaczyć jeszcze o sklep i kupić kilka drobiazgów. To może najpierw zaprowadzę Rufusa do domu – pomyślałam. – Tak będzie lepiej. A zakupy zrobię na spokojnie.
Idąc do sklepu, zauważyłam dziewczynkę, która wyglądała na zagubioną. Nie widziałam przy niej nikogo dorosłego. Wyglądała na cztery latka. Podeszłam do niej i zobaczyłam, że płakała.
– Cześć, malutka. Zgubiłaś się? Jesteś tu sama? – powiedziałam do niej.
Ona podniosła wzrok i odpowiedziała:
– Tak, proszę pani. Zgubiłam się i nie wiem, gdzie jest… – Płakała dalej.
– Powiedz, kochanie, dokładnie, w którym miejscu ostatni raz byłaś z mamą albo tatą. I nie martw się. Obiecuję ci, że ich znajdziemy – uspokajałam ją. – Nie płacz, skarbie, i powiedz mi, jak masz na imię. Już nie jesteś sama. – Uśmiechnęłam się do niej, by nie płakała.
– Zuzia, proszę pani.
– Zuziu, powiem ci coś w sekrecie. Myślę, że to nie ty się zgubiłaś, tylko ktoś, z kim byłaś, się zagubił i musimy go znaleźć.
To, co powiedziałam, sprawiło, że przestała płakać. Zawsze miałam podejście do dzieci i wiedziałam, jak z nimi rozmawiać – na spokojnie i z uśmiechem. Ta metoda niezawodnie działała. Dziewczynka wzięła mnie za rękę i poprowadziła na ulicę Gołębią, gdzie ostatni raz była, jak się okazało, z wujkiem.
ROZDZIAŁ I 11
– A pani jak ma na imię? – zapytała się.
– Mam na imię Róża.
– Tak jak kwiatek – powiedziała i rozpogodziła się znacznie bardziej niż przed chwilą.
– Tak, Zuziu, dokładnie. – Chodziłyśmy wzdłuż ulicy Gołębiej i liczyłam na to, że znajdziemy jej wuja. – Powiedz mi, jak wygląda twój wujek. A może wiesz, gdzie mógł pójść albo gdzie szliście?
– Niestety, nie wiem. Wyszliśmy na spacer. Wujek mówił coś o tym, że pokaże mi sukienki, ale nie słuchałam go za bardzo, bo jadłam loda, którego mi kupił.
Dziewczynka opowiedziała mi, że przyjechała w odwiedziny do wujka i oprowadzał ją po magicznym Krakowie.
– Zuziu, a może to chodziło o Sukiennice? – zapytałam ją.
– Sukiennice – powtórzyła po mnie i zaczęła się zastanawiać. – Tak, chyba tak, bo wujek się śmiał, że przekręcam nazwę.
Wiedziałam więc, gdzie iść z małą dziewczynką, a to już ograniczało zakres poszukiwań jej opiekuna. Przyglądałam się tej cudnej małej istocie. Miała piękne jasne włosy, niebieskie oczy i wyglądała jak mały aniołek.
Doszłyśmy do Sukiennic, kiedy Zuzia z daleka zobaczyła swojego wujka.
– Pani Różo, tam jest mój wujek. – Pokazała palcem wskazującym na mężczyznę i zawołała go rozradowana.
Mężczyzna usłyszał Zuzię, a kiedy ją zobaczył, z jego twarzy można było odczytać ulgę, że zguba się znalazła. Podszedł do nas. Wtedy mały aniołek rzucił się w ramiona swego wujka (pomyślałam, że bardzo atrakcyjnego). Miał ciemne blond włosy, wyglądające prawie na brązowe, zielone oczy i tajemnicze spojrzenie. Zdecydowanie miał on coś intrygującego w sobie.
12 KTOŚ WYJĄTKOWY
– W końcu się znalazłeś! Zgubiłeś się, a ja cię szukałam z panią kwiatkiem – powiedziała dziewczynka.
Facet spojrzał na mnie, ja na niego i po chwili oboje usłyszeliśmy:
– Czy tak nie było, wujku? Bo pani Róża powiedziała, że to ty się zgubiłeś, a nie ja.
– Pani kwiatek, mówisz?
– Tak, ma śliczne imię, prawda? I sama jest piękna jak kwiat – odpowiedziała wujkowi.
Mężczyzna uśmiechnął się na słowa dziewczynki, a ja czułam, że moje rumieńce przybierają kolor purpury. Nie słyszałam dawno żadnego komplementu, a do tego przy obcym facecie.
Od dłuższego czasu nie zdarzyło się w moim życiu nic zaskakującego. Poukładane życie, rutyna – taka była moja codzienność. Pomoc zagubionej dziewczynce okazała się czymś troszeczkę innym, a cała ta sytuacja wydała się nawet ciekawa i interesująca, tak jak krótka rozmowa z intrygującym wujkiem dziewczynki.
– Przepraszam za kłopot. Zagubiłem się, tak, masz rację. Ale na szczęście mnie znalazłaś, kochanie – powiedział mężczyzna do Zuzi.
Zadzwonił telefon. Mój. Miałam okazję się zmyć, więc z niej skorzystałam.
ROZDZIAŁ II
Odebrałam telefon.
– Różyczko, jak sprawuje się Rufus? Wszystko z nim w porządku? Grzeczny jest? – Usłyszałam pytania przez telefon. No tak, Stefcia.
– Siostrzyczko, jak na tego wariata, to spokojny – odpowiedziałam jej. – Nie martw się, chyba jest pod dobrą opieką. A może wątpisz, że potrafię się nim dobrze zająć?
– Przecież wiem, że ty jak nikt inny świetnie sobie ze wszystkim poradzisz. Dzwonię także, by się zapytać, co ci przywieźć znad morza.
– Stefciu, wiesz, że wystarczy mi zwykła pocztówka – odpowiedziałam jej.
– Wiem, że je kolekcjonujesz, ale zastanawiam się, czy chciałabyś coś innego.
– Wystarczy pocztówka. Masz wypoczywać i dobrze się bawić. Nie myśl o pamiątkach dla mnie.
– Rozmawiałaś z mamą? – zmieniła temat Stecia.
– Nie, dziś jeszcze nie. A coś się stało, że pytasz?
– To zadzwoń do niej. Chciała się z tobą spotkać i porozmawiać. Nic się nie stało, tak się tylko pytam – powiedziała siostrzyczka.
Nie uwierzyłam jej, bo za dobrze się znamy. Skończyłyśmy rozmowę i zadzwoniłam do mamy. Po krótkiej pogawędce
14 KTOŚ WYJĄTKOWY
z nią stwierdziłam, że było jednak coś na rzeczy, skoro chciała się ze mną spotkać i wspólnie zjeść obiad. Zawsze miałam lepszy kontakt ze swoim tatą, z mamą lepiej dogadywała się Stefka.
W końcu udało mi się zrobić planowane zakupy i to bez żadnych niespodzianek. Miałam jeszcze do zrobienia pranie, sprzątanie i umówiony obiad z mamą. Rozmyślałam o tym, idąc do domu.
Gdy wkładałam klucz do zamka drzwi, ktoś nagle zasłonił mi oczy.
– Zgadnij, kto to? Jeśli zgadniesz, to wieczór u ciebie, film, zimne piwko i lody czekoladowe.
– Karol. Kto mógłby wpadać poza tobą do mnie na film, piwko i wyżerać moje lody – odpowiedziałam mu.
Zabrał dłonie z moich oczu. Odwróciłam się do niego i ucieszyłam na jego widok.
– Zobaczyłem, jak wracasz do domu, to wyszedłem na chwilę, by umówić się z tobą, jak zawsze – wyjaśnił Karol.
Mój dwudziestotrzyletni najlepszy przyjaciel z dzieciństwa był moim sąsiadem. To było cudowne uczucie mieć przy sobie kogoś, na kogo można zawsze liczyć. A mówią, że przyjaźń damsko-męska jest niemożliwa. Co prawda to kobieciarz, ale człowiek o dobrej duszy. Powinnam była trzymać z kobietami, tak zwana solidarność jajników, lecz to ich wybór, że wpadały w sidła Karola. Zresztą przeszliśmy już razem niejedno. Pierwszy pocałunek mieliśmy już za sobą. Stało się to na imprezie sylwestrowej. Wszyscy dawali sobie całusa, a Karol skradł go mnie, miałam wtedy sześć lat. Poznaliśmy się za sprawą naszych mam, ponieważ przyjaźnią się od niepamiętnych czasów.
– Nie pracujesz dziś wieczorem? – zapytałam go.
– Dziś nie.
ROZDZIAŁ II 15
Karol był barmanem w klubie, który już nieraz odwiedzałam. Atmosfera panowała przyjemna, muzyka świetna i alkohole też niczego sobie. Choć nie przepadam za piciem tego rodzaju napojów, bo, krótko mówiąc, mam słabą głowę. Po kilku łykach nie wiem, co się ze mną dzieje, i wolę tego nie sprawdzać. Tylko raz się o tym przekonałam, kiedy pierwszy raz upiłam się na swoje osiemnaste urodziny. Podobno szalałam, śpiewałam i tańczyłam do białego rana. Tak mówił Karol. A pamiętałam tylko, że tańczyłam, więc nie wiem, co miał na myśli, jeśli chodzi o szaleństwo w moim wykonaniu. Obiecał, że mi nie powie, dopóki on się nie upije, a to nie takie łatwe. Jeszcze nigdy nie był pijany.
– To co chcesz oglądać wieczorem? – zapytałam.
– Thriller. Wybrałem dla ciebie delikatny, ale trzymający w napięciu. Oglądałaś Psychozę Alfreda Hitchcocka?
Raz w tygodniu umawialiśmy się na wspólny seans filmowy. Czasem u Karola, a czasem u mnie. Takie nasze spędzanie czasu razem – tradycja od dzieciństwa. Zaczynaliśmy od bajek, a przeszliśmy wraz z wiekiem do innych gatunków filmowych.
– Nie. A jest tam wątek miłosny?
– Coś się znajdzie dla ciebie.
Uwielbiam historie romantyczne.
– To ustalone – stwierdził.
Karol natomiast, jak to facet, preferuje horrory czy thrillery.
– Moja mama zaprosiła mnie na obiad. Trochę się martwię, o co może jej chodzić. Ostatni raz zaprosiła mnie i Stefcię, gdy się zakochała – przyznałam się przyjacielowi. – Od śmierci taty minęło już sporo czasu. Nie chciała się z nikim wiązać, ale powiedziała, kiedy przedstawiła swojego partnera, że takich rzeczy się nie planuje, one się po prostu dzieją. I że tatę kochała całą duszą, ale chce znów być zakochana i szczęśliwa. Tak wtedy oznajmiła – przypomniałam swemu przyjacielowi.
16 KTOŚ WYJĄTKOWY
– Nie martw się, na pewno nic poważnego się nie stało. Zawsze zamartwiasz się na zapas. Porozmawiamy wieczorem. Muszę wracać do mieszkania, bo czeka na mnie jedna taka lisica.
– No tak, trzeba wyprosić gościa i trochę odpocząć od baraszkowania. To do wieczora – odpowiedziałam i popatrzyłam, jak odchodzi korytarzem. Mężczyzna z jego typem urody był moim ideałem: ciemne włosy, niebieskie oczy, wysoki, wysportowany. Westchnęłam i weszłam do mieszkania.
Gdy szykowałam się na obiad do mamy, założyłam elegancką miętową koszulę, a do tego ołówkową spódnicę w kolorze niebieskim. Z dodatków miałam tylko delikatne zielone kolczyki. Makijażu brak – postawiłam w taki upał na naturalność. No i moje ukochane szpilki koloru pastelowego.
– Cześć, mamo – powiedziałam do niej już w progu.
Popatrzyła na mnie jakoś dziwnie.
– Różo, poznałaś kogoś, że tak się wystroiłaś? – Usłyszałam zamiast powitania.
– Dlaczego tak uważasz? Czy nie mogę się czasem ubrać ładnie dla samej siebie? – odpowiedziałam jej. Czemu zawsze musi się mnie poprzyczepiać?
Usiedliśmy do stołu. Był z nami także Hubert – jej facet. Nie miałam nic do niego, był nawet sympatyczny.
– Zresztą nieważne, córeczko. Zaprosiłam cię, ponieważ chciałam powiedzieć, że bierzemy ślub z Hubertem!
Mało się nie zakrztusiłam, popijając herbatę.
– Czy moja siostra o tym wie? – To było pierwsze, o co zapytałam po usłyszeniu cudownej wiadomości. Nie żadne gratulacje, bo byłam w szoku.
– Tak, wie. Chciałam powiedzieć po tym, jak przyjedzie znad morza, byście obie były przy tym, kiedy wam to oznajmię. Ale znasz mnie i wiesz, że nie wytrzymam, gdy mam coś do powiedzenia. Prosiłam ją, by ci nie mówiła, bo chcieliśmy to zrobić sami.