SPIS TREŚCI
Wstęp .......................................................................................................7
Rozdział pierwszy: Człowiek ...................................................................... 11
Rozdział drugi: Podmuch........................................................................... 18
Rozdział trzeci: Niezwykłe spotkanie........................................................... 20
Rozdział czwarty: Podziemia...................................................................... 29
Rozdział piąty: Trzeci strumień .................................................................. 41
Rozdział szósty: Ania................................................................................. 66
Rozdział siódmy: Nocna wizyta .................................................................. 73
Rozdział ósmy: Niespokojna noc................................................................. 79
Rozdział dziewiąty: Kolor nadziei................................................................. 90
Rozdział dziesiąty: Czarne południe............................................................. 96
Rozdział jedenasty: Wszędzie dobrze…....................................................... 104
Rozdział dwunasty: Ogień i bębny ............................................................. 114
Rozdział trzynasty: Światełko nadziei.......................................................... 124
Rozdział czternasty: Znikąd pomocy........................................................... 134
Rozdział piętnasty: Nieproszeni goście ....................................................... 141
Rozdział szesnasty: Koniec wszelkich trosk.................................................. 151
Rozdział siedemnasty: Las......................................................................... 161
Rozdział osiemnasty: Abaddon................................................................... 172
Rozdział dziewiętnasty: Ophar ................................................................... 175
Rozdział dwudziesty: Na śmierć i życie ....................................................... 179
Rozdział dwudziesty pierwszy: Cztery głowy................................................ 189
Rozdział dwudziesty drugi: Zejście ............................................................. 197
Zakończenie ............................................................................................. 212
Po świecie krążą niezliczone legendy.
Każdy z nas słyszał ich wiele. Zazwyczaj wiążą się one
z jakimś regionem, potworem czy innymi postaciami,
dobrymi lub złymi. Powiadają, że każda zawiera
odrobinę prawdy. A jeśli niektóre z nich mają w sobie
więcej prawdy, niż można się po nich spodziewać?
A jeśli istnieją takie legendy, które opowiadają
całą prawdę?
WSTĘP
Dawno temu, gdy na świecie nie było jeszcze człowieka, a aniołowie mieli pełne ręce roboty, jeden z nich o imieniu Afimo poprosił swojego Pana, by pozwolił mu zbudować niewielką krainę. Stwórca zgodził się i pozostawił go z tym zadaniem. Ten zaś zbudował wysokie góry, by kraina ta była jak najbliżej niebios, po czym pokrył je żyzną glebą i bujną roślinnością. Gdy uznał, że skończył i jest zadowolony ze swojego dzieła, wyruszył powiadomić o tym Boga. Bardzo się spieszył.
Świat wyglądał jak spustoszony glob złożony jedynie ze skał i wody. Pusty, jałowy, nijaki, przepełniony niczym. Gdy Afimo szukał Boga, zbudowana przez niego kraina doświadczyła potężnej ulewy i cała gleba ze wszystkich szczytów spłynęła do dolin, zubażając i odsłaniając nagie skały szczytów górskich, strzeliste i ponure.
– Panie mój, wykonałem zadanie! – zawołał Afimo, gdy dotarł do swojego Pana.
– Dobrze, zobaczmy więc, jak się spisałeś – odparł Bóg, nie ukrywając ciekawości. – Pójdźmy zatem obejrzeć twoje dzieło.
Architekt dokończył tworzenie krainy, przy której obecnie pracował, i wybrali się na oględziny wykonanej przez anioła pracy. Przemierzając szarobure niebo, Afimo opowiadał Bogu o tym, jak piękną i doskonałą krainę stworzył, potęgując ciekawość
8 PODMUCH
swojego Pana. Gdy dotarli na miejsce, zastali tam krajobraz inny, niż Bóg spodziewał się zobaczyć. Nawet anioł był zdziwiony tym, co ukazało się jego oczom. To, co ujrzeli, było przeciwieństwem tego, co zapamiętał. Kilka wielkich rzek spływało z gór, niosąc błotnistą, brunatną maź. W oddali dostrzegli obszarpany, groźny horyzont.
– Co to ma znaczyć? – zapytał Stwórca.
– Ale… Ja nic z tego nie rozumiem? – odparł zdziwiony anioł.
– Cóż, przyjrzyjmy się twojemu dziełu z bliska.
Wzbili się obaj w powietrze i wyruszyli ku górom. Mknąc przez wilgotne przestworza, pachnące jeszcze deszczem, Afimo coraz bardziej się niepokoił na widok zbliżającego się horyzontu i przemykającej pod nim ziemi. Wreszcie dotarli na miejsce, spoczęli na najdogodniejszym do obserwacji wzgórzu i się rozejrzeli. Z wzgórza roztaczał się widok na całą ziemię, której zaprojektowania podjął się Afimo. Kraina, która jeszcze niedawno pyszniła się zielenią pachnącej i kwitnącej trawy, zamieniła się niemal w pobojowisko. Po chwili milczenia anioł zdobył się na kilka słów:
– Nie, nie, nie, to wszystko nie tak! Przecież zbudowałem piękną, doskonałą krainę! Nic nie rozumiem.
– Afimo, co ty uczyniłeś? Tego właśnie się obawiałem, powierzając ci to zadanie – westchnął zmartwiony Bóg. Stwórca stał jak skała, niewzruszony i zamyślony. Przyglądał się pejzażowi jak z koszmarów: szczyty gór sterczały niczym pazury wielkiego smoka, wbijając się w niebiosa, jakby chciały je rozerwać na strzępy. Resztki ziemi, a raczej błota, przemieszanego ze skałami pozostały jeszcze w dolinach między ostrymi jak brzytwa szczytami. Nie było widać piękna, szczęścia ani tym bardziej tak obficie opisywanej przez Afimo doskonałości, którą nie mógł się nachwalić swojemu Panu. Kraina, która w opowieściach anioła była bez skazy, okazała się obrzydliwa i praktycznie niezdatna do zamieszkania. Nawet aniołowie nie mogliby tam zamieszkać, nie mówiąc już o ludziach, dla których ten świat został zaprojektowany i bez których jego istnienie nie miałoby sensu.
WSTĘP 9
Bóg milczał. Afimo stał obok, czując, jak narastają w nim frustracja i zniecierpliwienie.
– Będzie tak: naprawię twoje błędy, a ty od tej chwili będziesz wędrował po całym świecie i badał zjawiska natury we wszystkich zakątkach tego globu. Gdy twoja wiedza będzie wystarczająca, mianuję cię aniołem fizyki i dopiero wtedy wrócisz do mojego królestwa w niebie – przemówił wreszcie Bóg.
– Ale, Panie mój?!
– Amen! – Od głosu Boga zadrżały góry i doliny.
Afimo wyruszył w drogę, a Najwyższy zabrał się do pracy. Najpierw oczyścił doliny z błota, które zalegało w nich po spłynięciu z gór. Nie było to łatwe. Osuszone i skaliste dna dolin zostały wypełnione przez Stwórcę ziemią i zielenią traw. Na zakończenie wytyczył bieg strumieni, wyznaczył lokalizację jezior, a tym samym obudził do życia drzewa i krzewy. A co za tym idzie, lasy i polany pełne różnych krzewów owocowych, które w najbliższym czasie stały się niezbędne do wyżywienia ludzi.
Pan stworzenia, aby nie przygnębiać ludzi przykrym krajobrazem ponurych i groźnych szczytów, skrócił je nieco i ociosał łagodnie. Lecz jeden ze szczytów był tak dziwnie wyrośnięty, szeroki i płaski niczym nagrobek sterczący nad doliną, Bóg ściął go więc równolegle do podłoża, aby można było stąd obserwować całą krainę. Po zakończeniu pracy Demiurg stanął na długim szczycie i podziwiał tę krainę, choć nie była ona łagodna i przyjemna. Wiedział, że człowiek mieszkający tu nie może być byle jaki, musi być silny cierpliwy i wytrwały, aby móc uprawiać tę skalistą glebę. Stojąc na płaskim szczycie, tchnął swego ducha w tę krainę, aby powstały zwierzęta różnych gatunków: ptaki, ssaki, gady, płazy i owady niezbędne do życia człowieka.
W owym czasie krainę wypełnił silny i chłodny wiatr, który poruszył rośliny, budząc je tym samym do życia. Wiatr pobudził również ziemię, aby wydała na świat zwierzęta wszelakiej maści. Wybiegały one z licznych nor widniejących w dolinach i każde udało się na wyznaczone mu przez Stwórcę miejsce.
10 PODMUCH
Stojąc tak i podziwiając dzieło swej nieskończonej doskonałości, Bóg zawołał:
– Bairimie, przybądź!
Na dźwięk tych słów rozstąpiły się chmury pozwalające przepięknemu światłu zejść na ziemię. Był to znak, że zbliża się przywołany przez Najwyższego anioł. Bairim, przyobleczony w przepiękne białe skrzydła, błyszczące gdzieniegdzie srebrem, zstępował z niebios, szybując w stronę Stwórcy. Odziany w szary płaszcz, spod którego prześwitywała piękna, posrebrzana zbroja, przykląkł przed nim.
– Panie mój! – powiedział.
– Teraz udam się do doliny pięciu jezior, aby stworzyć tam człowieka, a ty będziesz mi towarzyszył – oznajmił Bóg.
– Rzekłeś.
Po chwili unieśli się i oddalili na południowy wschód, do doliny, gdzie miał powstać człowiek.
Góra, na której Stwórca spotkał się z Bairimem, została niebawem nazwana przez ludzi Opoką i stała się symbolem tej krainy oraz drogowskazem dla zagubionych wędrowców.
ROZDZIAŁ PIERWSZY
CZŁOWIEK
W dolinie pięciu jezior nie było słychać nic oprócz szumu wodospadu i tańczącego między skałami wiatru. Nagle zalało ją życiodajne światło, lecz o wiele piękniejsze niż światło słoneczne i znacznie silniejsze, ale też przedziwnie przy tym łagodne. Oblało ono niezwykle strome i wysokie zbocza doliny, usiane wodospadami oddającymi wodę powietrzu. Przez dno tej doliny płynął strumień rozpoczynający swój bieg wielkim wodospadem, który mieścił się przy ujściu największego z jezior, spokojnych i życiodajnych, ale i zabójczych, zabarwionych lazurem najczystszej źródlanej wody. W narastającym blasku Boskiego światła można było dostrzec maleńki cień dryfujący przez niebiosa w kierunku podnóży ogromnego wodospadu. Był to anioł, który bezszelestnie dotknął stopami ziemi i zatrzymał się przy strumieniu. Czekając na wyraźny rozkaz najwyższego, Bairim przyglądał się urzekającemu pięknu tej ociosanej i jakże wspaniałej doliny, zapoczątkowującej historię ludzkości. Chłodny i przyjemny wiatr, jakby w zgodzie z szumem wodospadu i biegiem strumienia, rozwiewał mu długie do ramion włosy o barwie ciemnego brązu. Gdy Bairim odwrócił wzrok w stronę wodospadu, ujrzał, jak światło Boskiego oblicza, załamując się w kroplach wzbitej przez wodospad wody, tworzy osobliwą tęczę, która od tego dnia aż po wiek wieków stanie się symbolem łączności między Bogiem i Królestwem Niebieskim a ludźmi i ich światem.
12 PODMUCH
Bairim usłyszał donośny głos, który wypełnił całą dolinę szczęściem i trwogą jednocześnie. Był to głos Stwórcy budzący do życia dolinę i wszystko, co się w niej znajdowało.
– Jam jest Początek i Koniec. Bairimie, czy jesteś gotów?
– Tak, Panie – rzekł anioł.
– To jest dolina, którą wybieram, aby dała życie. To jest glina, z której powstanie człowiek silny jak ziemia, którą zamieszka. Bairimie, odwróć wzrok.
Na te słowa anioł zarzucił na głowę szary kaptur i chroniąc oczy, odwrócił się od błogiego światła.
– Om… – Rozległ się wibrujący, gardłowy pomruk. Na chwilę w całej dolinie nastały martwa cisza i potężna jasność. Blask gasł. Gdy jasność i dźwięk wróciły do normy, skrzydlaty usłyszał jedno słowo: – Powstań! – Anioł odwrócił się i ujrzał przy strumieniu kałużę świeżego błota i światło oblicza Przedwiecznego znikające przy akompaniamencie błyskawicy i potężnego grzmotu. Po czym srebrnoskrzydły usłyszał:
– Obok ciebie płynie strumień, czyń swą powinność!
Przyszedł więc czas na wypełnienie powierzonego mu przez Stwórcę obowiązku. Lecz Bairim nigdzie nie widział człowieka, którego mógłby obudzić do życia. Obserwując uważnie intrygującą kałużę błota, dostrzegł w niej nieznaczny ruch. Zobaczył, jak powoli najpierw jedna ręka wynurza się z błota, rozprostowuje się i próbuje łapać życie. Następnie ujrzał głowę, bez wyraźnych rysów twarzy, i jego oczom ukazało się zabłocone ciało próbujące chodzić. Niestety, po kilku krokach postać upadła. Podpierając się na rękach, zwymiotowała bezgłośnie litry błota przemieszanego z krwią i wodą, po czym bez oddechu padła na kamienny brzeg strumienia. Widząc to, Bairim rozwinął skrzydła, wziął na ręce człowieka, który wypełzł z błota, i wszedł do strumienia. Znalazł wystarczająco spokojną i głęboką jego część, powoli przykląkł i zanurzył go w wodzie. Czysta górska woda obmyła ludzkie ciało, ukazując rysy twarzy. Anioł musiał dokładnie oczyścić jego oczy z zalegającego w nich błota.
Rozdział pierwszy: CZŁOWIEK 13
– Dokonało się – rzekł Bairim, gdy istota była już czysta.
Wypowiadając te słowa, powstał, wynurzając człowieka z wody, i wszedł na brzeg strumienia. Posłaniec Wszechmocnego zaniepokoił się, gdyż człowiek nie oddychał. Wtem nadszedł potężny, ciepły podmuch od strony wodospadu jaśniejącego blaskiem. Anioł dostrzegł, że od tego podmuchu człowiek jakby w jednej chwili wypełnił się życiem, rozpaczliwie wykonując pierwszy najgłębszy i najważniejszy w jego życiu wdech. Wypełniwszy zadanie, Bairim położył śmiertelnika nad strumieniem i przysiadł na kamieniu. Gdy człowiek podniósł się nagi i zziębnięty, anioł ofiarował mu kawałek swojej szaty, by ten się okrył.
– Kim jesteś? – zapytał człowiek.
– Mam na imię Bairim, jestem aniołem i należę do zastępów niebieskich.
– A co tutaj robisz? – zdziwił się śmiertelnik.
– Mój Pan powierzył mi pewne zadanie – odparł skrzydlaty.
– Jakie zadanie?
– Miałem ci pomóc w przyjściu na ten świat.
– No to może mi powiesz, co mam teraz robić? – poprosił o radę mężczyzna.
– Idź, rozmnażaj się i uczyń sobie ziemię poddaną.
Po tych słowach anioł rozwinął skrzydła i unosząc się, pospiesznie odleciał w stronę słońca.
– Bywaj, Bairimie! – pożegnał go człowiek i został sam.
Postanowił wybrać się w drogę po stworzonym dla niego świecie. Gdy ujrzał wielki wodospad, nie mógł się powstrzymać przed wejściem na jego szczyt. Ostrożnie przeprawił się przez rwący strumień, rozkoszując się szumem wody gładzącej skały wodospadu. To, co zobaczył na górze, przeszło jego oczekiwania: wielkie lazurowe jezioro okolone szczytami stromych gór wznoszących się niby kamienna korona. Gdy przyglądał się temu nadzwyczajnemu widokowi, usłyszał za sobą kroki, odwrócił się więc i zobaczył Bairima.
14 PODMUCH
– Witaj ponownie. Czy coś się stało? – zdziwił się śmiertelnik.
– Wszystko w porządku. Przypomniałem sobie, że mam dla ciebie jeszcze jeden prezent, proszę.
– Nie mogę tego przyjąć – zakłopotał się mężczyzna.
– Weź. Na pamiątkę tego dnia i w dowód przyjaźni. – Bairim wręczył człowiekowi jedno z piór pokrywających jego skrzydła i dodał: – Jeśli kiedykolwiek zabraknie ci wody, wystarczy, że weźmiesz w dłoń pióro z mojego skrzydła i lekko nakłujesz nim skałę, a wypłynie z niej woda.
– Nie wiem, jak ci dziękować! – ucieszył się obdarowany.
– Po prostu bądź dobrym człowiekiem, a tym się odwdzięczysz.
– Bywaj!
– Powodzenia. – Bairim zniknął; widzieli się po raz ostatni.
Człowiek wyciągnął ze swojej szaty kilka nitek i uplótł z nich cienki, lecz wytrzymały sznurek, do którego przywiązał otrzymane w prezencie pióro, i włożył je na szyję. Stał jeszcze jakiś czas na brzegu majestatycznego jeziora, zanim postanowił wyruszyć w dalszą drogę. Poszedł na wschód wzdłuż brzegu, zamierzając udać się na jedną z wysokich gór, by z jej szczytu podziwiać całą dolinę. Przemierzając powoli żwir i kamienie, dostrzegł światło padające zza wielkich kamieni, które jakby wbite młotem w ziemię między dwoma jeziorami skrywały jakąś tajemnicę. Zaciekawiony, podszedł bliżej. Gdy przechodził między kamieniami, ujrzał spacerującego anioła, który trzymał w ręku wahadełko, jakby dokonywał jakichś badań.
– Witaj! – zawołał człowiek.
– Witaj – odparł anioł wyrwany z zadumy.
– Wybacz, jeśli przeszkadzam. Mogę odejść, jeżeli sobie życzysz. Widzę jednak, że pracujesz.
– Ach tak! Wykonuję swoją pracę. A dokładniej to moja kara.
– Kara? Za co? – zapytał mężczyzna zdziwiony.
– Bo widzisz, śmiertelniku, jestem aniołem, który podjął się budowy tej krainy, ale przez pychę i brak doświadczenia wszystko poszło nie tak.
Rozdział pierwszy: CZŁOWIEK 15
– Co mówisz? Może nie widziałem jeszcze całej krainy, ale ta dolina jest piękna.
– Tak, nie przeczę, lecz to, co widzisz, jest zasługą mojego Pana, który wysłał mnie w świat, a sam podjął się naprawy moich błędów. Gdybyś zobaczył krainę, która wyszła spod mojej ręki, przeraziłbyś się. A wkrótce zmarłbyś, gdyż nie mógłbyś przeżyć w tamtej jałowej krainie, gdzie nawet wiatr wydawał się smutny.
– Jak masz na imię? – spytał człowiek.
– Moje imię brzmi Afimo. A teraz wybacz, muszę wracać do pracy.
– Oczywiście, do zobaczenia.
– Czekaj! Mam coś, co ci się przyda. Przynajmniej tak mogę ci pomóc. Łap! – Anioł rzucił mu coś splątanego.
– Co to jest? – zdziwił się człowiek.
– Włóż je na stopy, aby ich nie poranić na kamieniach.
– Dziękuję!
– Nie ma za co. Żegnaj!
Człowiek włożył sandały, odwrócił się i odszedł. Anioł oddalił się w stronę gór, badając zjawiska natury, i już nigdy się nie spotkali. Człowiek natomiast poszedł w swoją stronę. Wyruszył wzdłuż brzegów jezior, aby dotrzeć do podstawy góry, na którą chciał się wdrapać. Dzięki sandałom od Afimo mógł szybciej dotrzeć na szczyt, gdyż bez problemów przemierzał krótszą skalistą trasę. Po drodze na szczyt rozkoszował się wspaniałym zapachem gór i śpiewem ptaków przemykających niby anioły nad jego głową przyodzianą w kaptur. W połowie drogi zatrzymał się zmęczony i przysiadł na kamieniu, by odpocząć. Tuż za plecami usłyszał w kosodrzewinie szelest. Zaniepokoił się, wstał i poszedł sprawdzić, co tam się dzieje. W krzakach leżała na boku samica rysia i karmiła jedno ze swoich młodych. Pozostałe dwa bawiły się ze sobą, wywołując niemałe zamieszanie. Na ten widok wędrowiec uśmiechnął się i powoli wycofał się bezszelestnie, aby nie przeszkadzać. Wrócił na kamień, na którym siedział uprzednio, odpoczął chwilę i wyruszył w dalszą drogę.
16 PODMUCH
Po trudach i pokonaniu wielu przeszkód w końcu dotarł na szczyt góry. Było tam wietrznie – wiatr to słabł, to znowu przybierał na sile, jakby droczył się z człowiekiem albo z górą. Nic jednak nie wywarło na śmiertelniku większego wrażenia niż widok, który rozpościerał się ze szczytu. Widział całą drogę, którą przeszedł. Biegła ona przez głęboką, przepiękną dolinę, szaro-zielono- -brunatną z wyraźnymi pięcioma plamami lazuru. Były to jeziora. W oddali majaczył punkt światła. Był to Afimo starający się zasłużyć na powrót do Królestwa Niebieskiego. Widoku dopełniały majestatyczne chmury, tańczące na niebie z wyjątkowym wdziękiem.
Człowiek spojrzał w górę. Zobaczył promień światła przebijający się przez chmury i istotę korzystającą z niego jak ze schodów. Gdy promień przygasł, anioł wzbił się na skrzydłach i unosząc się w powietrzu, wyruszył na spotkanie z człowiekiem. Śmiertelnik zszedł z kamienia na przywitanie anioła. Anioł przyodziany w najczystszą z białych szat bezszelestnie wylądował bosymi stopami na skalistej ziemi.
– Witaj, Adamie – rozpoczął rozmowę Anioł.
– Adamie? – zdziwił się człowiek.
– Tak. Tak masz na imię.
– Podoba mi się. A jak brzmi twoje imię?
– Ach tak! Wybacz, nie przedstawiłem się. Mam na imię Aariel. Przybywam, aby cię ostrzec i pocieszyć.
– Przed czym ostrzec?
– Otóż my, aniołowie, nie jesteśmy doskonali. Wielu z nas odwróciło się od Pana. Niektórzy przez pychę i egoizm wybrali los potępionych buntowników skazanych na wieczną mękę. Zaślepieni pychą i nienawiścią do człowieka nie dostrzegają tego, że nigdy nie wygrają ze Stwórcą, który jest najpotężniejszy, i będą kusić ludzi, zwodząc ich na złą ścieżkę i oddalając ich od Boga. Strzeż się, Adamie, bo zaprawdę powiadam ci: ty też zostaniesz poddany wielu próbom.
– Daj mi wskazówkę, jak rozpoznam zło? – zapytał śmiertelnik zaniepokojony.
Rozdział pierwszy: CZŁOWIEK 17
– Wybory, przed którymi staniesz, rozważaj w swoim sumieniu, nie ma dla ciebie innej i lepszej drogi na wystrzeganie się zła.
– Dobrze więc, teraz mnie pociesz, Aarielu.
Anioł się uśmiechnął.
– Nie jesteś sam, Adamie. Bóg ze swoimi zastępami są z tobą, dopóki ty jesteś po ich stronie – rzekł.
– Ufam ci, Aarielu, i nie zawiodę was.
– Idź, Adamie. – Wypowiadając te słowa, Aariel wzbił się w powietrze i grzmiącym głosem dodał: – Cokolwiek by się działo, nie lękaj się!
Zanim echo wywołane słowami anioła zniknęło, posłaniec Boży rozpłynął się w powietrzu niczym zaprzyjaźniony z wiatrem. Pokrzepiony słowami Aariela Adam, stwierdzając, że nie ma sensu wracać do doliny swoich narodzin, wyruszył na dalszą eksplorację gór i dolin. Po opuszczeniu szczytu ujrzał ogromną górę, która widniała po jego prawej ręce. W dolinie na różnych poziomach rozpościerały się kolejne dwa jeziora.
Adam, chcąc je zobaczyć z bliska, postanowił wyruszyć w ich strony. Nie mógł się doczekać tego, co go tam czeka.
ROZDZIAŁ DRUGI
PODMUCH
Górzyste tereny zbudowane przez Wszechmocnego, a raczej poprawione przez Niego, miały pewną wadę. Stanowiły barierę dla ciepłego powietrza płynącego z południa. Krainy leżące na południu były właściwie upalne. Rosły tam egzotyczne drzewa owocowe.
Wszędzie panował spokój, od czasu do czasu przerywany chłodną morską bryzą. Ziemia była żyzna, a ludzie nie mieli trosk. Lecz te piękne krainy emitowały masy ciepłego powietrza, które wędrując, powodowały anomalie pogody w różnych regionach. Niestety, gdy to południowe ciepłe powietrze napotykało przeszkodę w postaci wysokich, stromych szczytów, zbudowanych przez Afimo, stawało się porywcze, bezlitosne i nieprzewidywalne. Nadchodząc z południa, pięło się po stromych zboczach gór, ochładzając się przy tym, a kiedy już dotarło na szczyt, tworzyło nad górami piękny, potężny, ale i złowróżbny wał chmur, otulający i odcinający je od promieni słonecznych. Jego przybycie zapowiadało ciepły i porywisty wiatr, zdolny zniszczyć domy, a nawet połamać setki drzew. Powietrze mijało szczyty, opadało po stromych zboczach górskich, rozpędzając się do zawrotnych prędkości i ponownie się ocieplało. Ten nieprzyjemny i potężny wiatr występował zazwyczaj raz w roku, wywołując lęk i niepokój w sercach okolicznych mieszkańców. Miał on zarówno negatywne, jak i pozytywne konsekwencje. Mimo że mógł
Rozdział drugi: PODMUCH 19
zniszczyć domostwa, pozbawiając ludzi dachu nad głową, połamać mnóstwo drzew, pozbawiając zwierzęta schronienia, potrafił także oczyścić powietrze w całej krainie. Mówiąc dokładniej, podmuch ten wymieniał powietrze na nowe. Jego nadejście zwiastowało również rychłą i radykalną zmianę pogody.
Ludzie, wiedząc, że ten wiatr zapowiada problemy, niekiedy mimo wszystko wyczekiwali owego podmuchu, który dawał im nadzieję na zmianę i oczyszczenie, zarówno w ich krainie, jak i w nich samych. Ten destrukcyjny i potężny wiatr, poza strachem, nie wywierał większego wpływu na życie ludzi, był po prostu niszczącą siłą natury.
Wszystko zmieniło się pewnego mrocznego dnia, gdy coś dziwnego nadeszło z północy. Ten dzień na zawsze odmienił życie ludzi.
ROZDZIAŁ TRZECI
NIEZWYKŁE SPOTKANIE
Od kiedy zobaczył jezioro, nie mógł się doczekać, aż zanurzy w nim dłonie. Musiał przejść do niego niemałą i niezbyt łatwą drogę, wzdłuż stromego zbocza, wiele razy po drodze upadł. Teraz stał na brzegu jeziora i nie mógł uwierzyć w jego piękno i rozmiar. Po jego lewej ręce jezioro oddawało dolinom ułamek swoich zasobów wodnych, dając życie strumieniowi płynącemu przez lasy i pola. Ujrzał ostro ciosane szczyty, wysokie i majestatyczne. Wśród nich znajdowało się jezioro mniejsze od tego, przy którym stał, ale też nie maleńkie. Ono również w jednym miejscu wypływało, tworząc wodospad i mały potok, który wpadał do większego zbiornika umieszczonego niżej. Widoku dopełniały zarówno przepiękna zieleń roślin pokrywających każdy skrawek żyznej ziemi, jak i słońce, które oświetlało szczyty, rzucając ogromne i ostre cienie na dolinę.
Adam stał zachwycony tym widokiem. Dokładnie obserwując jezioro i okolice, stwierdził, że może uda mu się obejść jezioro i obejrzeć je z każdej strony. Przykucnął na brzegu, nabrał lodowatej wody w dłonie, zwilżył usta i twarz, wstał i wyruszył w drogę, wypatrując jednocześnie miejsca na osiedlenie się lub przynajmniej nocleg. Jezioro miało wyjątkowy zapach. Adam nigdy nie spotkał niczego bardziej orzeźwiającego. Przemierzając brzeg jeziora, musiał pokonać wiele wpadających do niego strumieni, którymi spływała najczystsza źródlana woda. Mniej
Rozdział trzeci: NIEZWYKŁE SPOTKANIE 21
więcej w jednej czwartej odległości dotarł do trzech wielkich głazów leżących tuż przy brzegu. Wdrapał się na nie i spojrzał w głąb jeziora.
Popatrzył w dół i ujrzał swoją sylwetkę falującą zgodnie z rytmem wody na tle zachmurzonego nieba. Usłyszał grzmot. Zdziwiony zobaczył w odbiciu mknący po niebie, a raczej spadający obiekt. Spojrzał szybko w górę. Jego oczom ukazał się spadający anioł, miotający się w powietrzu, który zderzył się z ziemią nieopodal jeziora. Adam rzucił się pędem w jego stronę, gdyż anioł mógł potrzebować pomocy. Biegł, potykając się, aż w końcu dotarł na miejsce. Pomiędzy drzewami zobaczył podnoszącą się z ziemi postać. Anioł otrzepał się z pyłu i zaczął się rozglądać, jakby czegoś gorączkowo szukał.
– Czy mogę w czymś pomóc? – zapytał Adam. – Anioł spojrzał na niego zdziwiony. – Widzę, że czegoś szukasz – dodał śmiertelnik.
– Tak – odparł skrzydlaty.
– Cóż to takiego?
– Kamień tęczowy – wyjaśnił anioł.
– Co takiego?
– Kamień tęczowy. Muszę go zanieść mojemu panu.
– W takim razie pomogę ci. Mam na imię Adam.
– Miło mi.
– A jak brzmi twoje imię? – zapytał śmiertelnik.
– Widzisz, Adamie, problem w tym, że ja jeszcze nie mam imienia – odparł anioł zajęty szukaniem kolorowego kryształu.
– Jak to? – zdziwił się mężczyzna. – Bo anioł otrzymuje imię dopiero po wypełnieniu jednego z trzech zadań. Jeśli nie wypełni pierwszego, dostaje drugą szansę, a potem trzecią, ostatnią. Ja dostałem zadanie zaniesienia tęczowego kamienia z powrotem do Królestwa Niebieskiego. To jest moja trzecia i ostatnia szansa. Jeśli nie podołam, rozpłynę się w powietrzu lub zamienię w chmurę albo kamień.
22 PODMUCH
– Nie martw się, pomogę ci. Znajdziemy ten kamień i wszystko będzie dobrze – uspokoił go Adam.
– Mam nadzieję – przyznał anioł.
– Dlaczego masz ciemniejsze skrzydła niż aniołowie, których spotkałem?
– Nie widziałeś, że rozbiłem się i upadłem?
– A tak, możliwe że to przez to. – Zamyślił się, po czym zapytał: – Jaki kształt i wielkość miał ten kamień?
– To siedmiokątny kamień wielkości obu twoich dłoni położonych obok siebie.
– I jest w barwach tęczy?
– Tak. I świeci delikatnym białym światłem.
– Do czego służy? – dociekał mężczyzna.
– Dzięki niemu aniołowie mogą się przemieszczać między Ziemią a Królestwem Niebieskim – wyjaśnił.
– Jest! – zawołał podekscytowany Adam.
– Gdzie?
– Tam, w strumieniu coś się świeci.
Anioł rozwinął skrzydła, podleciał do strumienia i podnosząc w dłoniach świecący obiekt, odetchnął z ulgą.
– Tak, to on!
– Mówiłem, że wszystko dobrze się skończy.
– Dziękuję ci za pomoc, Adamie.
– Nie ma za co. Ciekawe, jakie otrzymasz imię?
– Co? A tak, imię. Zaiste ciekawe.
Anioł podszedł do Adama, żeby pokazać mu kryształ, lecz człowiekowi najbardziej w pamięć zapadły przepiękne oczy anioła. Jego tęczówki miały czarną obwódkę, przechodzącą w brąz i żółć przy źrenicy.
– Ależ ty masz piękne oczy! – zachwycił się.
– Dziękuję. – Anioł uśmiechnął się skromnie. – Aniołowie tak już mają, piękno to nasza cecha.
– W końcu jesteście najbliżej Boga.
– Cóż, muszę już wracać.
Rozdział trzeci: NIEZWYKŁE SPOTKANIE 23
– Powodzenia.
– Jeszcze raz dziękuję, Adamie. Nie masz pojęcia, jak wiele uczyniłeś, pomagając mi. Bywaj!
– Do zobaczenia!
Anioł odleciał, trzepocząc skrzydłami w pośpiechu, szczęśliwy, że znalazł kryształ, który był dla niebios tak ważny.
Adam ze wzrokiem utkwionym w chmurach poczuł pierwsze krople deszczu. Zaczęło padać. Szybko włożył kaptur na głowę, wspiął się na pobliskie drzewo, by na gałęzi przeczekać ulewę. Kojący dźwięk kropel napotykających wszelakie przeszkody sprawił, że Adam poczuł senność. Stwierdził więc, że może przespać ulewę. Zmrużył oczy i zanim się spostrzegł, zasnął. Śniła mu się przepiękna, wysoka, szczupła kobieta, która patrzyła mu głęboko w oczy, jakby chciała powiedzieć, że jest dla niej jedynym mężczyzną, tak jak dla niego nie ma innej poza nią. Otworzył oczy, obudzony promieniem słońca padającym wprost na jego twarz i o mało nie spadł z drzewa. W ostatniej chwili złapał się gałęzi, ratując się przed upadkiem. Od razu poczuł wspaniały zapach wody parującej ze skał. Zwinnie zeskoczył z drzewa i wrócił na brzeg jeziora, aby przyjrzeć się trasie, którą zamierzał jeszcze tego dnia przebyć. Zastanawiał się, czy powinien pójść obejrzeć jezioro leżące wyżej. To ono zasilało wodospad. Zdecydował, że powinien popatrzeć na jezioro, wyruszył więc w drogę wokół wielkiej plamy błękitu. Gdy znalazł się w miejscu, z którego najbliżej było do wyższego zbiornika, przysiadł na kamieniu. Już wiedział, że tam pójdzie, bo wrodzona ludzka ciekawość nie dałaby mu spokoju. Wstał i zaczął się wspinać po stromym zboczu. Luźno osadzone kamienie utrudniały mu wędrówkę, ale był on nieugięty.
Po pokonaniu ostatnich metrów spojrzał na jezioro. Nigdy w życiu ani przed, ani później nie widział spokojniejszej i cichszej doliny. Lazur wód spoczywał na skalistym łożu pośród gór wysokich i strzelistych jak włócznie. Adam popatrzył na najwyższą z nich. Miał wrażenie, że szczyt rzuca mu wyzwanie, postanowił więc go zdobyć i stamtąd obejrzeć okolicę.
24 PODMUCH
Spojrzał w dół i przykucnął, aby zawiązać sandał, który w trakcie wędrówki nad jezioro się rozwiązał. Gdy się podnosił, ujrzał anioła.
– Cóż za niespodzianka?! – zdziwił się.
– Co porabiasz, Adamie? – zagadnął anioł.
– Witaj, Aarielu. Zamierzam wspiąć się na tę górę.
– To może być niebezpieczne.
– Wiem, dlatego to takie ekscytujące.
– Adamie.
– Tak?
– Nie tym razem – oznajmił stanowczo skrzydlaty.
– Dlaczego? – zapytał zdziwiony mężczyzna.
– Ponieważ ktoś na ciebie czeka w dolinie.
– Kto?
– Zobaczysz.
– Czy to człowiek?
– Idź już. Ona potrzebuje twojej pomocy – pospieszył go Aariel.
– Ona?
Anioł wzbił się na białych skrzydłach połyskujących srebrem i odleciał w stronę słońca. Adam zawrócił, gdyż nie śmiał sprzeciwiać się woli Najwyższego. Ostatni raz spojrzał na górę, westchnął i udał się w drogę powrotną. Obszedł dookoła niżej położone jezioro. Zatrzymał się w miejscu, skąd tryskało źródło, i zadecydował, że przemierzy dolinę, idąc wzdłuż niego. Nie było na co czekać. Upewnił się, że ma zawiązane sandały i rozpoczął wędrówkę w dół doliny. Szedł już długo, więc przysiadł na kamieniu nad brzegiem strumienia, aby odsapnąć. Zachwycony szumem wody podziwiał otaczającą go faunę i florę, gdy usłyszał jakiś hałas. Pochylił się, obmył twarz i zagłębił się w las, by się rozejrzeć. Usłyszał kobiecy głos, dochodzący z prawej strony. Spojrzał w tę stronę i ujrzał kobietę. Siedziała skulona, nago pod drzewem i dygotała z zimna. Była szczupła, miała gładką, jasną cerę i długie, kręcone, brązowe włosy. Adam szybko zdjął
Rozdział trzeci: NIEZWYKŁE SPOTKANIE 25
płaszcz, zostawiając sobie tylko przepaskę na biodra, i podbiegł do zmarzniętej niewiasty. Okrył ją płaszczem, który dostał od Bairima, a ona spojrzała na niego przedziwnymi oczami. Niezwykłe w jej spojrzeniu było to, że tęczówki oczu były innego koloru. Oko prawe było bladozielone, lewe zaś szare, łagodnie przechodzące w błękit przy obwódce tęczówki. Zastanawiał się, gdzie już je widział. Tak, to było spojrzenie kobiety z jego snu! Gdy ją okrył, pobiegł do lasu po drewno, aby rozpalić ognisko i przygotować strawę. W drodze powrotnej upolował dwa zające. Suche gałęzie i zwierzynę rzucił na ziemię, po czym zabrał się do rozpalania ogniska.
Gdy Adam był skupiony na swojej pracy, kobieta podeszła do niego z tyłu i zabrała nóż z kamienia, który zrobił. Tymczasem mężczyzna rozpalił ognisko i sięgnął po narzędzie. Nie udało mu się wymacać go, więc się odwrócił i stwierdził, że zabrała je niewiasta. Kiedy on zajmował się ogniem, ona przygotowała mięso zajęcy. Adam wiedział już, że stworzą zgraną parę.
– Mam na imię Adam – przedstawił się. – Odpowiedziała mu milczeniem. – A ty, jak masz na imię? – Ciągle nic nie mówiła, jakby mu nie ufała. Rzuciła mu wyprawione zające i usiadła pod drzewem, uważnie go obserwując. Adam ułożył ruszt i nabił nań mięso, by mogło się przypiec. – Dalej nic nie powiesz?
– Ewa.
– Słucham?
– Mam na imię Ewa.
– To bardzo ładne imię. Dziękuję za pomoc przy zającach.
– Ktoś musiał to zrobić.
– Podejdź bliżej, ogrzejesz się – zaproponował Adam.
Ewa zbliżywszy się, usiadła po drugiej stronie ogniska, naprzeciwko mężczyzny.
– Dlaczego tak patrzysz? – spytała.
– Bo masz piękne oczy – odparł szczerze.
– Dziękuję. – Kobieta uśmiechnęła się, lekko zawstydzona.
– Skąd się tu wzięłaś?