SPIS TREŚCI
Rozdział 1 .............................................................................................7
Piątek, 6 października 2017 roku..............................................................7
Rozdział 2.............................................................................................12
Dwa tygodnie wcześniej.........................................................................12
Rozdział 3.............................................................................................14
Sobota, 7 października 2017 roku ...........................................................14
Rozdział 4.............................................................................................21
Rok wcześniej, środkowo-północny Meksyk, dżungla ................................21
Rozdział 5.............................................................................................25
Tydzień wcześniej, 29 września 2017 roku ..............................................25
Rozdział 6.............................................................................................27
Rok wcześniej, dżungla ..........................................................................27
Rozdział 7.............................................................................................33
Niedziela, 8 października 2017 roku ........................................................33
Rozdział 8.............................................................................................34
Wtorek, 10 października 2017 roku, Kraków, prosektorium.......................34
Cztery dni wcześniej, 6 października 2017 roku........................................37
Rozdział 9.............................................................................................38
Wtorek, 10 października 2017 roku, godzina 8.23, komisariat....................38
Rozdział 10...........................................................................................40
Poniedziałek, 9 października 2017 roku....................................................40
Rozdział 11...........................................................................................43
Rok wcześniej, dżungla ..........................................................................43
Rozdział 12...........................................................................................47
Wtorek, 10 października 2017 roku, godzina 12.34, komisariat..................47
Rozdział 13...........................................................................................48
10 października 2017 roku, poranek, kawalerka Kalinowskiego..................48
Rozdział 14...........................................................................................51
Dżungla.................................................................................................51
Rozdział 15...........................................................................................55
Wtorek, parę minut przed godziną 15.00..................................................55
Rozdział 16...........................................................................................62
Odliczanie: 5 dni, poniedziałek, wieczór, 9 października 2017 roku.............62
Rozdział 17...........................................................................................65
Wtorek, godzina 17.46, 10 października 2017 roku, komisariat..................65
Rozdział 18...........................................................................................71
Dżungla..................................................................................................71
Rozdział 19...........................................................................................82
Odliczanie: 4 dni, 10 października 2017 roku, wtorek, godzina 9.20 ..........82
Rozdział 20...........................................................................................87
Rano, 11 października 2017 roku, przystanek autobusowy........................87
Rozdział 21...........................................................................................88
11 października 2017 roku, komisariat.....................................................88
Rozdział 22...........................................................................................92
10 października 2017 roku, parę minut po godzinie 13.00.........................92
Rozdział 23...........................................................................................98
Dżungla.................................................................................................98
Rozdział 24..........................................................................................107
11 października 2017 roku.....................................................................107
Rozdział 25..........................................................................................108
11 października 2017 roku, środa, parę minut przed godziną 14.00,
komisariat ........................................................................................108
Rozdział 26..........................................................................................119
Dżungla................................................................................................119
Rozdział 27..........................................................................................127
11 października 2017 roku, wieczór........................................................127
Rozdział 28..........................................................................................134
Odliczanie: 3 dzień, 11 października 2017 roku, środa,
parę minut po godzinie 7.00 ............................................................134
Godzina 7.32, 11 października 2017 roku, dom Jasińskiej ........................138
Godzina 8.30, jedno z mieszkań w bloku.................................................147
Godzina 6.00, 12 października 2017 roku, komisariat...............................150
Godzina 13.27, 11 października 2017 roku .............................................158
Godzina 9.47, 12 października 2017 roku, uniwersytet ............................159
Godzina 12 z minutami, 11 października 2017 roku, pustostan.................164
Godzina 14.27, 11 października 2017 roku .............................................165
Godzina 6.41, 12 października 2017 roku, komisariat...............................167
Godzina 12.13, 11 października 2017 roku .............................................169
Godzina 12.22, 11 października 2017 roku .............................................170
Godzina 11.59, 12 października 2017 roku, komisariat ............................178
Godzina 12.30, 12 października 2017 roku, komisariat.............................182
Godzina 15 z minutami..........................................................................187
Godzina 13.32, 12 października, komisariat,
przed pokojem przesłuchań .............................................................189
Prawdopodobnie kilka minut przed godziną 16, 12 października
2017 roku, pustostan.......................................................................192
Godzina 16.00, 12 października 2017 roku, przed komisariatem ..............195
Godzina 13.55, 12 października 2017 roku, komisariat.............................196
Godzina 14.45, 12 października 2017 roku, dom Bierskiego......................197
Godzina 16.02, 12 października 2017 roku..............................................203
Godzina 16.12, 12 października 2017 roku..............................................204
Godzina 17.26, 12 października 2017 roku..............................................212
Przed godziną 18.00, 12 października 2017 roku,
opuszczony pustostan ......................................................................214
Piątek, 13 października 2017 roku..........................................................215
7 miesięcy później ...............................................................................223
ROZDZIAŁ 1
PIĄTEK, 6 PAŹDZIERNIKA 2017 ROKU
Zmierzch podchodzi pod okno. Zapach zaparzonej kawy unosi się subtelnie po kuchni. Nasłuchiwała, jak chodzi po domu. Otwiera drzwi, by ją znaleźć. Dobrze wie, że jej szuka. Nie jest z tych, co odpuszczają. Słyszy ciężko stawiane kroki. Wszedł do kuchni. Włącznikiem na ścianie włączył światło, które pada jasnym snopem, rozjaśniając pomieszczenie. Rozejrzał się po wnętrzu. Powoli, nieśpiesznie. Jakby przyszedł tu w celach towarzyskich. Badał otoczenie. Po przeciwnej stronie zauważył masywne, drewniane drzwi. Podszedł do nich. Były zamknięte na skobel. Spiżarnia. Nie sądził, by właśnie tam ją znalazł. Jedynie musiał przekonać się, że zamknięcie nie działa w obie strony. W powietrzu uniósł się głośny zgrzyt, gdy przesuwał podłużną metalową rączkę, jakby zamknięcie domagało się natychmiastowego naoliwienia. Nie przejął się tym. Zajrzał do wnętrza, w którym pomimo chłodu i w połowie zapełnionych półek z przetworami na jednej ze ścian nie było niczego więcej. Zamykając, spojrzał na podłogę. Kinga miała wrażenie, że przez drobne szpary ją zauważył. Zastygła w bezruchu, obawiając się, że gdy choćby mrugnie okiem, zostanie
8 CZĄSTKA DUSZY
zauważona. Kucając, zwróconą głową ku górze, patrzyła na mężczyznę, od którego dzieliły ją zaledwie skrzypiące deski. Serce zamiast przyśpieszyć do niewyobrażalnych obrotów na minutę, zwalniało, jakby przygotowując się na ostatnie bicie. Pomimo chłodu, czuła, jak wzdłuż kręgosłupa spływał jej pot. Eisenstein zauważył, że czas płynie. Czy tego chcemy, czy nie. Nie jest od nas zależny. Kinga w tym momencie uważała, że się mylił. Dla niej czas na moment się zatrzymał. A jeśli płynął, to bardzo, ale to bardzo wolno. Sekundy dłużyły się jej, jakby upływały godziny.
Lori zachęcona hałasem obudziła się z drzemki. Szczeniak, nie zdając sobie sprawy z czekającego zagrożenia, śmiało podążał za usłyszanym dźwiękiem. Radośnie maszeruje, licząc, że nadeszła pora na jedzenie. A pani wyciągnie jej ulubione smakołyki. Szła, merdając ogonem, odklejała łapki od gumolitu przy każdym stawianym kroku. Mężczyzna, słysząc ciche kroki, odbezpieczył broń. Niespiesznie wyszedł na korytarz. Widząc psa, chwycił go w ręce i głośno zawołał:
– Patrz, kogo znalazłem!! Brakuje tylko ciebie. Wyjdź, jak nie chcesz go stracić. Chcę tylko porozmawiać.
Czując, jak żołądek podszedł jej do gardła, starała się powstrzymać odruch wymiotny. W ustach poczuła metaliczny posmak. Na szczęście nic więcej. Jak mogła o niej zapomnieć? Usiłowała przełknąć ślinę, ale usta miała suche. Wyrównała oddech, bo w tym czasie tylko nad nim miała kontrolę. Żołądek wrócił na swoje miejsce, Lori, mała kuleczka szczęścia, którą miała u siebie niespełna dwa miesiące i którą traktowała jak członka rodziny. Rudoczarny kundelek, którego polubiła od pierwszego spotkania. Gdy niepewnie podeszła do jej nogi i polizała ją swoim malutkim lepkim języczkiem po łydce, właśnie tym zachowaniem skradła jej serce. A teraz została postawiona w trudnej sytuacji. Targały nią skrajne emocje, pokazać
ROZDZIAŁ 1 9
się czy przeczekać to wszystko. Nie wiedziała, co wybrać. Nie jest żołnierzem, który swoje życie oddałby za kolegów czy ojczyznę. Jest zwykłą bibliotekarką, i tak jest tchórzem. Ale jeśli faktycznie mówi prawdę i chce tylko porozmawiać?
Z drugiej strony ktoś, kto chciałby tylko rozmowy, nie wtargnąłby na jej posesję i nie przeszukiwałby domu. Przyjechałby w inny dzień. Niechętnie podjęła decyzję, niebawem miała się przekonać, czy słuszną. Postanowiła poczekać na rozwój wydarzeń. Wtedy usłyszała kolejne słowa, które zmroziły jej krew w żyłach. Teraz wiedziała, że nie są to żarty ani sen. Ze snu zawsze można się obudzić i po problemie. A ten koszmar trwał i trwał. Miała już tego dość.
– Dla ciebie i tego kundla będzie lepiej, jak do mnie przyjdziesz! – krzyczał coraz bardziej zdenerwowany. – Wiem, że gdzieś tu jesteś. Liczę do trzech, jak cię nie zobaczę, zabiję dziada. Raz, dwa… – Przerwał na moment wyliczanie. – Daję ci jeszcze możliwość podjęcia mądrej decyzji. Skorzystaj – zachęcał, jednak nie słysząc żadnej reakcji, tylko pies w jego ręce wiercił się i przeraźliwie skowyczał.
Czyżby przeczuwał swój koniec? Podobno zwierzęta to potrafią. Nie słysząc najmniejszego poruszenia w domu, puścił szczeniaka na podłogę, głośno powtarzając:
– Raz, dwa, trzy. – Strzelił.
Kinga usłyszała przytłumiony wystrzał i głośny skowyt suczki. W pierwszym odruchu chciała do niej pobiec, pomóc suczce, lecz skapitulowała, było już za późno. Jeśli strzelił do zwierzęcia, z nią postąpiłby tak samo.
Jakim trzeba być zwyrodnialcem, by strzelić do psa?
Jak można być takim bezwzględnym?
Teraz już wie, nie odpuści, dopóki jej nie dorwie. Dzisiaj miała szczęście, zdaje sobie z tego sprawę. Gdyby nie to, że była na podwórku i w porę zauważyła powoli sunący
10 CZĄSTKA DUSZY
bez włączanych świateł samochód, teraz byłaby martwa. Nie zastanawiając się, weszła do szpary, która odgradzała podłoże z panelami w domu. Słyszała i widziała przez małe luki w podłodze, jak się porusza. Gdyby nie zdążyła, on zamiast jej teraz szukać, kopałby dół na jej ciało. Na tę myśl ciarki przeszły jej po plecach. Musiała coś zrobić. Nie chciała jeszcze umierać. To śmieszne. Pewnie każdy tak mówi i dlatego nikt nie jest na to przygotowany. Żałowała, że nie miała przy sobie telefonu. Mogłaby zadzwonić. Ale do kogo? Nie miała znajomych ani przyjaciół. Na policję? To absurd, mimo strachu lekko się uśmiechnęła. Przecież to jeden z nich jej szukał. Nieważne, czy pracują tam osoby z pasją i potrzebą służenia obywatelom. To jeden z nich, a oni trzymają się razem, jak rodzina. Tak zawsze słyszała i uznawała to za prawdę. Przecież to nie jej wina. Znalazła się w nieodpowiednim miejscu i czasie, to wszystko. Ale czy on potrafiłby w to uwierzyć? Nie wiedziała, a sprawdzić, jak zareaguje na jej tłumaczenie, nie miała odwagi.
Ten wzrok, gdy ją kątem oka dostrzegł. Pusty wzrok, nieznoszący sprzeciwu, to właśnie te oczy sprawiły, że obleciał ją strach i postanowiła uciec, mimo że nic nie zrobiła. A teraz siedziała pod podłogą i marzyła, by już sobie poszedł.
Powstrzymując się od płaczu, nie chcąc się zdradzić, usłyszała głośnie trzaśnięcie drzwi frontowych.
Poczuła przerażenie i strach. Wyszedł na zewnątrz. Była zdezorientowana, nie wiedziała, gdzie jest, przez myśl przeszło jej tylko, a jak obejdzie naokoło dom i ją znajdzie?
Wtedy usłyszała:
– Wiem, że gdzieś tu jesteś, pamiętaj, ja wrócę, a wtedy przywitasz się ze Stwórcą! – krzyczał w pustkę i ciemność.
Mimo że dobrych kilka minut nie słyszała cichego warkotu samochodu, została jeszcze jakiś czas pod podłogą. Bała się,
ROZDZIAŁ 1 11
że to tylko taka gra. Jak na polowaniu na łanie. Najpierw płoszysz zwierzę, a potem czekasz, aż wróci do poidła. Tak mogło być z nią. Nie chciała ryzykować. Stawka była za wysoka.
Skąd miała pewność, że nie odjechał kawałek na drogę, by wrócić po nią pieszo? Chciała tu zostać całą noc. Tu w miarę czuła się bezpiecznie. Jednak nie mogła być tchórzem, z góry dobiegał do niej cichy skowyt Lori. Szczeniak niczego winny potrzebował jej pomocy. Powoli zaczęła wyczołgiwać się na podwórze. Przesunęła dłonią po twarzy, pozbywając się kurzu i pajęczyn. Zmrużyła oczy, jakby dopiero do niej dotarło, co zamierza zrobić. Nieufnie przyglądała się otoczeniu, stojąc, nikogo nie dostrzegła. Gdy nabrała przekonania, że nic jej nie grozi, na dworze zapanowała już całkowita ciemność. Noc była w tej chwili jej sprzymierzeńcem. W duchu cieszyła się, że nie zdążyła zamontować oświetlenia z czujnikiem ruchu. Nie chciała w tym momencie być widoczna. Szybko pobiegła do drzwi frontowych, z nadzieją chwyciła za klamkę. Tego się spodziewała, drzwi były zatrzaśnięte. Trudno było jej zachować spokój. Szukała po kieszeniach klucza – myślała, że mimochodem go tam włożyła – ale bezskutecznie. Został w torebce. W domu.
Co teraz? Co zrobię? – zastanawiała się. Dała sobie chwilę na ochłonięcie.
Nie chciała, żeby panika wzięła nad nią górę. Musiała myśleć rozsądnie. To było jej teraz potrzebne. Zeszła po schodach na żwir, poszła na tył domu. Drzwi od tarasu powinny być otwarte. Tak przynajmniej je zostawiła, wychodząc na zewnątrz. Stawiając krok za krokiem, trzymała się resztek nadziei.
Serce coraz szybciej zaczynało jej bić. Czuła nieprzyjemne mrowienie w rękach. To stres, zawsze tak reagowała. Podchodząc do tarasu, poczuła wielką ulgę. Drzwi były otwarte. Nie wszystko stracone, jeszcze zdoła pomóc Lori. Tak przepełniona tą myślą, na chwilę przestała być czujna, i to ją zgubiło. Nie spostrzegła, że
12 CZĄSTKA DUSZY
gdy szła w stronę drzwi na taras, ktoś również za nią szedł. Gdyby tylko wykręciła głowę i spojrzała za siebie, zauważyłaby go. Jednak gdy zorientowała się w sytuacji, było już za późno. Poczuła tylko ostry ból z tyłu głowy. Spadając na ziemię, pomyślała o Lori i o tym, jak niewiele ją od niej dzieliło. Straciła przytomność.
ROZDZIAŁ 2
DWA TYGODNIE WCZEŚNIEJ
– Jak ci na imię? – zapytał, gdy podszedł do blatu baru. Kiwnął na barmana, by nalał mu to samo co osobie obok.
– Karol – rzucił, nie podnosząc wzroku od stojącej przed nim szklanki szkockiej.
– Porozmawiajmy w ustronnym miejscu. – Rozglądając się na boki, dodał: – Tam w rogu jest wolne. Zabrał swoją szkocką, postawioną przez barmana, położył banknot na ladzie, patrząc na mężczyznę, rzucił: reszty nie trzeba, i skierował się do stolika. Karol jeszcze chwilę siedział przy barze. Dopił trunek. Odstawił szklankę i podszedł do swojego towarzysza.
– Myślisz, że ty tu rządzisz? – Usłyszał, ledwo siadając na krześle.
– Tak. Jakby było inaczej, byśmy ze sobą nie rozmawiali. Nie sądzisz?
– Uwierz. Nic nie idzie po twojej myśli. Tak ci się tylko zdaje. Nic nie kontrolujesz, jesteś płotką – uśmiechnął się ironicznie.
ROZDZIAŁ 2 13
– Mam coś, co powinno wam się przydać. Zawsze możemy dogadać się co do ceny. A jeśli mi się nie spodoba, cóż, poszukam innego kupca – dodał już bardziej pewnym głosem. Czuł, że jednak odrobinę kontroluje sytuację.
– Ty nazywasz siebie archeologiem? Naprawdę? – To, co przed chwilą powiedział Karol, puścił mimo uszu. – Zawsze uważałem, że archeolodzy nie sprzedają artefaktów na czarnym rynku, robią to hieny pazerne na grubą kasę. Czy mi się coś pomieszało? – Zmroził go wzrokiem, upijając łyk whisky. – Więc jak jest? – Chciał go sprowokować. Co poniekąd mu się udało. Na to liczył. Nie mógł pozwolić, by młokos przejął kontrolę nad przebiegiem rozmowy. Musiał umiejętnie ostudzić jego pewność siebie.
– Nie będziesz ze mną tak rozmawiał. Spadam stąd. – Oburzony podniósł się z krzesła, zamierzał już odejść, gdy został przytrzymany za rękę i ściągnięty z powrotem na krzesło.
– Nie unoś się. Prawda boli, ale pieniądze to rekompensują. – Przez chwilę się śmiał, po czym patrząc na twarz Karola, spoważniał i dodał: – Też będziesz się śmiać, jak zarobisz kupę forsy.
– Ile?
– Dobre dwa miliony, jeśli dojdzie do transakcji. I oczywiście, o ile masz to, czego szukamy.
– Spokojnie, mam. Dogadamy się bez obaw – odparł, czując się dziwnie ożywiony.
– Pokaż, muszę to najpierw zobaczyć.
Karol sięgnął do kieszeni płaszcza i podał mu kopertę:
– Proszę.
Nieznajomy z lekkim zdziwieniem popatrzył na położoną na stole kopertę. Spojrzał na Karola:
– Co to jest? Gdzie figurka?
14 CZĄSTKA DUSZY
– Nie jestem głupi, zrobiłem zdjęcie. Ty też nie masz ze sobą pieniędzy. A figurka jest w bezpiecznym miejscu. To jak, dogadamy się?
Nieufnie wziął w dłonie kopertę, otworzył. Wysunął fotografię. Przez chwilę przyglądał się zdjęciu, po czym odpowiedział lakonicznie:
– Myślę, że tak. – Odchylił część marynarki i włożył zdjęcie do wewnętrznej kieszeni. Musiał przyznać: młody głupi nie jest.
Siedzieli przy stole i rozmawiali jeszcze kilka minut. Jak dwaj dobrzy znajomi, którzy nie widzieli się od dłuższego czasu.
ROZDZIAŁ 3
SOBOTA, 7 PAŹDZIERNIKA 2017 ROKU
Ocknęła się.
Pulsujący ból z tyłu głowy nie pozwalał jej jasno myśleć, była zdezorientowana. Nie wiedziała, gdzie się znajduje. Starała się sobie przypomnieć, co wydarzyło się ostatnio. Ale nie wszystko do razu potrafiła sobie poukładać.
Przez głowę przelatywały jej wspomnienia – mężczyzna, Lori.
Łzy napłynęły jej do oczu, gdy pomyślała o suczce. Szła jej pomóc, a później, co właściwie się stało?, poczuła ból z tyłu głowy, zemdlała, i obudziła się dopiero tutaj.
Ile byłam nieprzytomna?
Dłużej niż dzień?
Chyba nie.
ROZDZIAŁ 3 15
Poczuła parcie na pęcherz, chciała się podnieść. Dopiero próbując wstać, spostrzegła, że jest przykuta do rury. Leżała na materacu. Szybko spojrzała na siebie. Poczuła lekką ulgę, była w ubraniu, dobre i tyle, starała się siebie pocieszyć. Lecz panika i strach na przemian odzywały się w jej głowie. Próbowała jak najdłużej opanować krzyk, na tyle, by zorientować się w swoim położeniu.
Wzięła głęboki wdech.
Potem może krzyczeć, na ile jej starczy siły.
Rozglądała się po pomieszczeniu. Nie jest źle, pokój wydawał się zadbany, i urządzony z gustem, jeśli pominie się materac, na którym obecnie leżała, i dziwną wypchaną ozdobę. Ktokolwiek ją porwał, musi mieć klasę. Pewnie nie będzie chciał mnie zabić, może tylko nastraszyć? Tej ostatniej myśli postanowiła się trzymać. Po lewej stronie zauważyła okno. Gdyby tylko potrafiła się wyswobodzić i przez nie uciec. Próbowała szarpać za kajdanki. Ale bezskutecznie. Były mocno zaciśnięte na jej nadgarstku. Kciuk utrudniał wyciągnięcie dłoni. Przez myśl przeleciała jej wizja, by zrobić to, co bohaterka książki Stephena Kinga* , ale w jej pobliżu nie było szklanki. Może to i dobrze, pewnie i tak nie miałaby tyle odwagi, by to zrobić. Rozglądając się po pokoju, nie widziała nic, co mogłoby jej pomóc w obronie. Czuła coraz silniejszą potrzebę do toalety. Nie chciała wołać o pomoc. Wiedziała, że to bezcelowe. Ten, kto ją porwał, nie uwolni jej i nie pozwoli odejść do domu, ot tak. To jak w podrzędnych horrorach, gdy jeden z bohaterów chodzi po domu i nawołuje mordercę, krzycząc: „Jest tu ktoś?!”, zamiast uciekać. Czego się spodziewa? Że ktoś mu odpowie: „Jestem w kuchni, chodź, zrobiłem herbatę, porozmawiamy”, zamiast go zabić.
* Mowa o Jessie Burlingham, bohaterce książki Stephena Kinga, Gra Geralda.
16 CZĄSTKA DUSZY
Jak ma im dać znać, że się ocknęła, to na jej zasadach. Jeszcze nie wiedziała, jakie to zasady. Ale jednej była pewna, co by nie chcieli, żeby zrobiła, nie zgodzi się.
Łomotała kajdankami w rurę, była przekonana, że ją usłyszą. Tak przynajmniej sądziła. Jak przyjdą, to nie z przekonaniem, że się ich boi, lecz że jest gotowa do walki o swoje życie. Nasłuchiwała. Zero poruszenia. Nawet najmniejszego.
Może jednak nie usłyszeli?
Za cicho? – zastanawiała się.
Niemożliwe.
Narobiła takiego hałasu, że gdyby mieszkała w bloku, jedna z przemiłych sąsiadek przyszłaby na zwiady.
Marzenie.
Ale czy nie przydałby jej się tu ktoś, kto zmieniłby jej położenie, bieg wydarzeń, jak w filmach Tarantino?
Sama była pod wrażeniem, jak w takiej sytuacji może myśleć nad takimi rzeczami, książki i filmy to fikcja.
Może tak właśnie mój mózg radzi sobie z panicznym strachem?
Zdawała sobie sprawę, że życie nie jest aż tak dobrze wyreżyserowane, by wszystko, czego potrzebujesz, było na wyciągnięcie ręki. Rozmyślając, nadal tłukła kajdankami o rurę. Ktoś pewnie jej pilnuje, nie zostawiliby jej samej, nigdy nie zostawiają. Jak zaraz ktoś się tu nie pojawi, zsika się na ziemię, dłużej już nie wytrzyma. Po chwili do jej uszu docierały głośno stawiane kroki. Nagle ucichły, a osoba przed drzwiami gwałtownie je otworzyła. W drzwiach pojawił się młody dobrze zbudowany mężczyzna przed trzydziestką. Miał niebieską koszulkę polo, która podkreślała błękit jego oczu i uwydatniała mięśnie, które są efektem żmudnych ćwiczeń na siłowni. Kinga na moment zapomniała, gdzie jest, w jakiej roli się tu znajduje. Nie spodziewała się zobaczyć tak
ROZDZIAŁ 3 17
atrakcyjnego mężczyzny. Pomimo kiepskiego położenia, przyglądała się mu uważnie. Z letargu ocknęły ją dopiero słowa:
– Jak ci się spało?
– Toaleta – powiedziała, nie zważając na wypowiedziane w jej kierunku słowa.
– Nigdzie stąd nie wyjdziesz. Przyniosę wiadro.
– Co!? Wiadro? Żartujesz, nie będę sikać do wiaderka! – krzyczała.
– A myślisz, że mi uśmiecha się wynosić twoje szczyle.
– Toaletę, proszę, nie ucieknę – nalegała, by się zgodził.
I na tyle z moim buntem – pomyślała. – Miałam się stawiać, a pokonał mnie mój własny pęcherz.
Ale chociaż chciała mieć godność, tylko ona jej jeszcze została. A jak wypróżni się do wiaderka, to zostanie tylko upokorzenie.
Może tego właśnie chcą?
Zawstydzona i upokorzona, będzie bardziej posłuszna. Gotowa na ustępstwa.
Patrzyła, jak szedł w jej stronę. Gdy nachylał się, by odpiąć jej kajdanki od rury, czuła ostry zapach perfum przeplatany z potem.
– Wstawaj. Tylko żadnych numerów.
Kinga podniosła się niezgrabnie z materaca. Zachwiała się na nogach. Czuła się mała i bezradna. Poszła w stronę drzwi.
Przez chwilę miała chęć wziąć nogi za pas i uciec jak najdalej stąd.
A co potem, gdyby się udało?
Najpierw rozezna się w otoczeniu.
Czego oni od niej mogą chcieć?
Może nie będzie potrzebowała uciekać, sami ją wypuszczą?
Najpierw łazienka. Później wolność.
18 CZĄSTKA DUSZY
Usłyszała za sobą:
– A ty gdzie sama?
Mężczyzna wskazał na kajdanki, podszedł i przypiął się do kobiety.
– Teraz nie zwiejesz.
Przełknęła głośno ślinę. Patrzyła na niego z odrazą. Jak na menela, którego rano śpiesząc się do pracy, każdy szybko stara się minąć w metrze czy w parku.
Jak mogła spojrzeć na niego inaczej? Może rzeczywiście coś w tym jest? Ale on ją porwał i przetrzymuje wbrew woli. Kiedyś czytała artykuł o kobiecie przetrzymywanej przez lata, która z czasem pokochała swojego oprawcę. Sądziła, że nie może być to prawdą, wszystko zostało wyreżyserowane przez dziennikarza, by podnieść sprzedaż.
Ale czy na pewno? – zastanawiała się, sama w pierwszym odruchu się zauroczyła. Może to przez strach. Albo kobiety faktycznie są tak zaprogramowane? Sądzą, że potrafią ich zmienić.
Idąc korytarzem, który był wyłożony panelami, rozglądała się w każdą stronę. Nie chciała, żeby najdrobniejszy szczegół jej umknął. Wszystko miało znaczenie. Tak uważała. I właśnie to pozwalało jej zachować w miarę zdrowy rozsądek. To, co ma się wydarzyć, wydarzy się niezależnie od niej, ona mogła tylko obserwować uważnie i w dogodnym momencie wykorzystać lukę. Przynajmniej mogła czymś zająć myśli. Przez całą drogę nic do siebie nie mówili. Atmosfera była napięta. Jej strach i obawa, co z nią zrobią, jeszcze bardziej to potęgowały.
Tak, niepewność jest gorsza od najgorszej prawdy.
Chciała wierzyć, że to tylko koszmar, z którego niebawem się obudzi. Koszmar tak realistyczny, tak prawdziwy.
ROZDZIAŁ 3 19
Ciszę przerywało tylko ciche piszczenie jej adidasów odbijających się od paneli. Teraz już miała pewność. To duży piękny dom, a osoba mieszkająca jest wpływowa i bogata.
Ale czego od niej chcą?
Jest zwykłą bibliotekarką. Może mnie pomylili. Pewnie tak, zapewniała się w tym przekonaniu. Jak tylko skorzysta z toalety, musi im to powiedzieć.
***
Mężczyzna otworzył drzwi do łazienki, pociągnął ją za sobą do środka.
– Zrób, co trzeba i wracamy – burknął.
– Będziesz tu stał? – Usłyszała swój ściszony głos.
– Tak. Miałaś wybór: wiadro lub moje miłe towarzystwo. Wybrałaś to drugie – uśmiechając się do niej, pokazał równe, zadbane zęby.
– Nigdzie stąd nie pójdę, sam widzisz. – Wskazała na łazienkę. – Nie ma okien – nalegała niemal błagalnie.
– Zostaję tu i koniec. Nie mogę cię samej zostawić.
Kinga nie wiedziała, czy to przez strach, czy zobojętniała i wszystko jej jedno, jednak odparła:
– Miałam robić do wiadra, a, proszę, jestem w WC. – Nie spuszczała z niego wzroku. – Wyjdziesz?
– Zadziorna jesteś. – Mierzyli się oboje wzrokiem, po chwili, która dla Kingi wydawała się wiecznością, wyciągnął klucz z kieszeni i odpiął kajdanki od swojego nadgarstka. Przyciągnął ją bliżej muszli klozetowej i przypiął do uchwytu pomagającego osobom schorowanym się podnieść. Wychodząc, dodał: – Drzwi będą uchylone.
Na więcej luksusu nie miała co liczyć. Zrezygnowana zrobiła to, po co tu przyszła.
20 CZĄSTKA DUSZY
***
Z półsnu obudziły ją głośne krzyki mężczyzn. Nie potrafiła odróżnić słów. Jeden drugiego przekrzykiwał. Miała wrażenie, jakby byli w innej przestrzeni. A nie znajdowali się w sąsiednim pokoju. Rozum podpowiadał, że nie jest dobrze. Słyszała głośno stawiane kroki odbijające się od podłogi. Nie wróżyły nic dobrego. Wystraszona przyciągnęła nogi do siebie i tak siedząc skulona, zaczęła drżeć na całym ciele, pomimo ciepła panującego w pokoju na rękach zrobiła jej się gęsia skórka. Jak podczas słuchania naprawdę dobrego utworu, skulona i bezradna czekała, co się wydarzy.
Drzwi gwałtownie się otworzyły. Do pomieszczenia, w którym przebywała, a w zasadzie była więziona, weszło dwóch mężczyzn. Jednego z nich rozpoznała. Była pewna, to on był u niej w domu i zabił Lori. Na myśl o suczce miała ochotę płakać. Jak po powrocie z łazienki, gdy została już sama, płakała, aż zmorzył ją sen. Przyglądał się jej z niekrytą wyższością. Uśmiechał się do niej. Ale ten uśmiech nie wróżył nic dobrego, był sarkastyczny. Przeszywał ją tylko lodowaty strach.
A jeśli tam w domu mówił prawdę?
Szybko odsunęła od siebie tę myśl, pewnie był to tylko blef. Zabiłby ją tam na miejscu, miał dobrą okazję.
– Gdzie to jest? Gadaj! – odezwał się mężczyzna w czarnej bluzie.
– Co? Ja nic nie wiem – odparła.
Podszedł do niej i złapał ją mocno za włosy.
– Nie igraj ze mną, na razie jestem miły. – Gwałtownie odrzucił jej głowę to tyłu, na tyle mocno, by Kinga uderzyła się o ścianę.
ROZDZIAŁ 4 21
– Nie róbcie mi krzywdy, proszę – zaczęła szlochać. – Ja naprawdę nic nie wiem, jestem tylko bibliotekarką, pomyliliście mnie z kimś – dodała, zawodząc.
– Kalinowski? Znasz go? – zapytał coraz bardziej wściekły, nie zwracając uwagi na usłyszane słowa.
W pierwszej chwili nie potrafiła sobie przypomnieć nazwiska. Ale po czasie skojarzyła. To na niego wpadła, wychodząc z pracy. Jedno niewinne spotkanie. Poznana osoba. Atwoje dotychczasowe życie może zmienić się o sto osiemdziesiąt stopni. A monotonia i nuda zamieniają się w walkę o przetrwanie.
ROZDZIAŁ 4
ROK WCZEŚNIEJ, ŚRODKOWO-PÓŁNOCNY MEKSYK, DŻUNGLA
Niestrudzenie przedzierali się przez dżunglę. Paprocie i liany utrudniały przejście, czym spowalniały ich marsz. Co jakiś czas przewodnik taranował drogę maczetą, odcinając liany, na których znajdowały się kolce. Pot spływał im po ciele. Moskity przywołane zapachem lepkiego potu atakowały z zapalczywością. Już sami nie wiedzieli, czy oganiać się od nich, czy zostawić, by żerowały na ich lepkich ciałach. Teraz już wiedzą, po co przestrzegają szczepień na malarię. Człowiek najpierw walczy z uzurpatorem, a po czasie kapituluje, ponosząc sromotną porażkę.
I dlatego przydaje się niewidzialna ochrona.
22 CZĄSTKA DUSZY
Szło ich siedmiu. Czterech tragarzy, przewodnik i oni. Dwóch mężczyzn liczących na duży i szybki zysk. Wcześniejsze mapowanie terenu pokazało, że kilka kilometrów od Chiapas mogą znajdować się ruiny. Rząd Meksyku nie zezwolił na dalsze badania. Jednak pokusa była wielka, pomimo niedostania zgody na prace archeologiczne. Sami postanowili to zbadać. Obszar przez lata zarośnięty trawą, paprociami i drzewami dobrze kamuflował ukryte skarby.
Po to tu przybyli, by ponownie ujrzały światło dzienne. Zdobyte artefakty to łakomy kąsek na czarnym rynku.
Przedzierali się przez chaszcze dobrych kilka godzin. Fabian co chwila spoglądał na kompas, czy idą w dobrym kierunku. Był poddenerwowany, a zarazem podekscytowany. Jeśli faktycznie sonar się nie mylił i znajdą przedmioty należące do Majów, będzie ustawiony do końca życia. Są zmęczeni wędrówką. Przez dziewięć godzin robili trzy przerwy. Powoli zapadał zmrok. Tragarze nie narzekają na ciężkie warunki, są do nich przyzwyczajeni. Trudno z pracą, więc trochę gotówki się zawsze przyda. Nie mogą narzekać. Ci dwaj gringo są bardzo hojni, siedemdziesiąt euro za dzień. Nie pytali o szczegóły, zgodzili się w ciemno i dołączyli do wyprawy. Wystarczyła zapłata za kilka dni z góry, a reszta jak wrócą z dżungli.
Im mniej wiesz, tym spokojniej śpisz.
Jak wszyscy podchodziliby tak lekko do życia, jak przodkowie Majów, świat nie parłby tak szybko do przodu.
Żyjąc tak, stajesz się szczęśliwym człowiekiem.
Nie na wszystko ma się wpływ. Ramirez dobrze o tym wiedział, przekonał się na ostatniej wyprawie. Możesz być dobrze zorganizowany, mieć broń, znać dżunglę jak własną kieszeń. A zawsze pójdzie coś nie tak. Mieszkańcy okolic wierzą, że w dżungli są złe duchy, którym nie wolno przeszkadzać. Zbezczeszczenie ich siedliska wywoła ich gniew.
ROZDZIAŁ 4 23
Legendy, które nie mają znaczenia dla młodych ludzi żyjących w dwudziestym pierwszym wieku. Zbywają je ironicznym uśmieszkiem. Można być sceptycznym, ale jak wytłumaczyć coś, co jest niewiarygodne, niemożliwe, coś, czego ludzki umysł nie potrafi pojąć. Człowiek, żeby nie oszaleć, tworzy opowiadanie. Legendę, którą przekazuje kolejnym pokoleniom.
Nie można zaburzyć harmonii pomiędzy światem żywych a umarłych.
Ramirez przechadzał się w poszukiwaniu właściwego miejsca na rozbicie obozu na noc. Pomiędzy drzewami i paprociami znalazł odpowiednie miejsce. Rozejrzał się jeszcze po otoczeniu, spojrzał w górę na konary drzew. Zamknął oczy i nasłuchiwał. Kilka sekund później zawołał do siebie wszystkich. Wydał polecenia, co należy do ich obowiązków. Mimo że ustalili to przed wyprawą, słuchali go uważnie.
Gdy zrobiło się ciemno, usiedli przy rozpalonym ognisku i odgrzali posiłek. Ciepłe jedzenie pokrzepiło ich zmęczone ciała. Jeden z tragarzy imieniem Rodrigo zamierzał opowiedzieć, co przed laty przydarzyło się jego ojcu.
– To zły las. Są tu złe duchy – zaczął.
– Co takiego? Wierzycie w duchy tu zamieszkałe? – zaśmiał się Fabian.
– Tak. Na twoim miejscu bym się nie śmiał – odpowiedział poważnie, przyglądając się Polakowi.
– Miejsce jak każde. Nieważne, czy to dżungla, czy miasto.
– W mieście nie jesteś sam. A tu są inne prawa, każdy może cię zabić i nikt się o tym nie dowie. Możesz się śmiać. Ale tak naprawdę nie wiesz, czy ktoś cię teraz nie obserwuje. Nikt nie lubi intruzów na swoim podwórku. Z tym się ze mną zgodzisz, amigo.
24 CZĄSTKA DUSZY
Fabian spojrzał w stronę Karola. Wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenia. Po plecach przeszły mu ciarki, nie wiedział, czy przyjaciel odczuwa również to nieprzyjemne mrowienie. Ale sądził, że tak. W jego rodzinie zawsze mówiło się, że gdy przechodzą cię ciarki, ktoś właśnie przeszedł po twoim grobie. Czy to znaczy, że ludzie od wieków wierzą w równoległe wszechświaty? W których żyjemy bądź nie? Ale nie do końca zdając sobie z tego sprawę? Uśmiechnął się, bo to by znaczyło, że jesteśmy tylko hologramem we wszechświecie.
Dłonią dotknął broni zawieszonej na biodrze. Wiedział, że w dżungli ukrywają się partyzanci i inne plemiona. Dlatego bez broni, amunicji i oczywiście kogoś miejscowego nie szukaliby skarbu.
– A co to za duchy, o których wspomniałeś? – dopytywał Karol.
– Przestań. Wierzysz w to? To jak z klątwami w egipskich piramidach. Czy któremuś rabusiowi się coś stało? Nie, a wiesz dlaczego? Nie wierzyli w magię zaklętych słów. Obrabowali jeden grobowiec i nic. Zero. Nic im ani rodzinie się nie przytrafiło, dlatego…
Zanim zdążył skończyć swój monolog, w oddali usłyszeli głośny skowyt.
– Co to było? – zapytał wystraszonym, drżącym głosem.
– To tylko odgłosy dżungli. – Mężczyzna zniżył głos. Mimo to wciąż było go dobrze słychać. – Nie ma się czego bać. Drapieżnik poluje na swoją ofiarę. Ale dobrze zrobimy, trzymając tej i każdej kolejnej nocy wartę. Nigdy nie wiadomo, co kryje się w mroku.
ROZDZIAŁ 5 25
ROZDZIAŁ 5
TYDZIEŃ WCZEŚNIEJ, 29 WRZEŚNIA 2017 ROKU
Kolejny słoneczny dzień jesieni. Promienie słońca wpadały przez okno do miejskiej biblioteki. Kinga ostatniej osobie tego dnia wydawała książki. Była sama w pracy. Przeważnie pracowała z Sarą. Nie było pomiędzy nimi wielkiej przyjaźni, były jedynie znajomymi z pracy, które z braku lepszego spędzenia sobotniego wieczoru wybierały się razem do baru na drinka. Pomimo że nigdy nie ma w bibliotece tłumów ludzi, dzisiaj nad wyraz nie mogła narzekać na brak zajęć i nudę. Jak zawsze pojawili się stali bywalcy, co nie było zaskoczeniem, o tyle, o ile przyjście grupy uczniów z nauczycielem, to już większe wyzwanie. Kinga cieszyła się, że godziny pracy już minęły. Będzie mogła odpocząć w zaciszu własnego domu. Tak zamyślona z kilkoma wypożyczonymi książkami pod ręką wyszła z biblioteki. To będzie dobrze spędzony wieczór w towarzystwie inspektora Scotland Yardu, Thomasa Lynleya i detektywa Barbary Havers. Tak, Elizabeth George potrafi pisać tak, że można zauroczyć się w głównym bohaterze. Uśmiechnęła się na tę myśl. Zamyślona szła w stronę zaparkowanego samochodu. Wkładając klucze do torebki, starała się równocześnie przytrzymać torebkę i książki, balansując dłońmi. Przez chwilę nieuwagi książki wypadły jej na chodnik.
– Niech to szlag! – Cicho powiedziała do siebie.
– Może pomóc?
Usłyszała męski głos. Spojrzała na nieznajomego, jednak nie zdążyła udzielić odpowiedzi. Nieznajomy pospiesznie zabrał się do zbierania książek.
26 CZĄSTKA DUSZY
– Procesja śmierci. Czerwień grzechu, widzę, że ktoś tu lubi inspektora Lynleya – uśmiechnął się, spoglądając na Kingę.
– Błyskotliwy, inteligentny, ideał każdej kobiety – odpowiedziała, odwzajemniając uśmiech.
– Zapomniała pani dodać: do tego bogaty.
– Słucham?
– Lord Lynley. – Przyglądał się jej uważnie.
– A tak, Lynley. To tylko drobny szczegół, na który kobiety nie zawsze zwracają uwagę. Ale jak już jest, działa na korzyść.
– Drobny szczegół, na który nie zwracacie uwagi? Ładnie powiedziane – zaśmiał się. – Może dałaby się pani zaprosić na kawę? Niedaleko stąd mijałem kawiarnię – zapytał już poważnym głosem.
Kinga przez chwilę przyglądała się mężczyźnie. Elegancko ubrany. Nie wygląda na psychopatę. Los plącze ścieżki różnych osób ze sobą i tylko on zna zakończenie znajomości. Uśmiechnęła się i odpowiedziała:
– Pod jednym warunkiem.
– Tak? Jakim?
– Powie mi pan, jak ma na imię? To może dam się namówić na kawę.
– Całkiem zapomniałem – zaśmiał się, nerwowo odchrząknął: – Karol Kalinowski.
– Kinga Jasińska – odpowiedziała, podając dłoń. – To teraz dasz się zaprosić na kawę?
– Chętnie. Zaniosę tylko książki do samochodu i jestem wolna.