Czasami życie jest bardzo ciężkie.
Czasami nie masz na nie wpływu
tak jak byś tego chciał.
A jedyne co, to należy się z tym pogodzić.
Zaakceptować życie takim, jakie jest.
Co w życiu jest ważne: miłość, czy pieniądze?
A może jedno i drugie…?
A może żadne z tych,
bo są uczucia ważniejsze, na przykład przyjaźń
Jednym ludziom życie się przydarza, a inni planują je tak, by nic ich nie zaskoczyło. Jedni mają w swoim życiu porządek, a inni chaos i bałagan, do którego nie wiedzą, jak się zabrać. Jak to ogarnąć. To te trudne momenty w życiu pokazują, kim jesteśmy i co tak naprawdę w życiu jest ważne. A co nie. Na co się godzimy, a na co absolutnie nie dajemy przyzwolenia. Co jesteśmy w stanie zaakceptować. A czego na pewno nie. Ani teraz, ani w przyszłości. Ani nigdy. Co osiągnęłyśmy, do czego doszłyśmy. I do jakich wniosków doszłyśmy. Co musiałyśmy poświęcić, by znaleźć się w tym miejscu. Jak zmieniałyśmy się przez lata. Kim się stałyśmy dzięki tym trudnym doświadczeniom, które spotkały nas w życiu.
I właśnie wtedy w swoim życiu dostrzegasz tych, którzy byli z tobą przez cały czas. Byli obok ciebie. Ale ty, przez swoje zaślepienie, przez brak czasu, przez pracę, która zabierała ci dużo czasu, nie dostrzegałeś ich. Bo może byłeś za bardzo skupiony na sobie. Na swojej sympatii. Na swojej pracy, karierze, hobby. Miałeś swoje cele, plany i marzenia, jak ci się
7
wtedy wydawało idealne dla ciebie. To twoi znajomi, przyjaciele, rodzina, może twoje zwierzątko. Często jest tak, że dostrzegamy ich, kiedy jest już za późno. Gdy już ich nie ma albo są, ale nie z tobą. Z kimś innym. Albo nadal są, ale zbyt daleko, żebyście mogli naprawić kontakt, który popsuliście, ponieważ zbyt wiele czasu upłynęło. Albo zbyt wiele was poróżniło.
I nagle na twojej drodze staje nowy mężczyzna. Można powiedzieć, że nie planowałaś tego. To los ci go zesłał. Dobrze wam się rozmawia, jest miły, ale dla ciebie to tylko kolega. Ktoś jak brat, którego nigdy nie miałaś, a zawsze chciałaś. Nowo poznany kolega jest miły, czarujący, szarmancki. Interesuje się tobą. Wypytuje cię o rożne rzeczy. Co robisz w życiu? Czym się zajmujesz? A co chciałabyś robić? W którą stronę chciałabyś pójść? Kim jesteś? A kim chciałabyś się stać? Co chciałabyś zmienić? Co jest dla ciebie w życiu ważne? Co osiągnęłaś? A co chciałabyś osiągnąć? Co zmienić? Do czego dojść? Co i kto jest twoją inspiracją? Dlaczego…? Jakie masz cele, jakie plany, a jakie marzenia? Co robisz, żeby je osiągnąć? Czy walczysz o swoje marzenia? Czy je realizujesz? Co robisz w wolnym czasie? Jak spędzasz ten czas? Czy go nie marnujesz? Czy dobrze wykorzystujesz? Jakie masz zainteresowania? Jakie hobby? Jaką muzykę lubisz, a za jaką nie przepadasz?
8
Myślisz sobie: chyba właśnie kogoś poznałam. Jednak nie dajmy się zwariować. On wydaje się taki super. Taki w porządku. Wydaje mu się, że już cię zdobył po zaledwie jednym spotkaniu? I co najważniejsze, że ciebie zna. Zna na tyle, by móc i chcieć planować z tobą przyszłość. Dużo chce ci zaproponować, lecz w zamian ma oczekiwania co do ciebie. Miłość na całe życie. Co z tego, jeśli miłości nie ma. Przyjdzie z czasem. Podobno. Bo, jak twierdzi, bez tego żaden związek nie przetrwa.
Wtedy pojawia się moja odpowiedź: A co, jeśli ja nie będę w stanie dać ci tego, czego pragniesz? Czego oczekujesz ode mnie? Co wtedy? To nawet nie chodzi o to, że nie chcę ci tego dać, ale że po prostu nie mam ochoty na kolejny związek. Na stworzenie czegoś z kimś nowym. Na poznawanie tej osoby, jej rodziny, znajomych, przyjaciół. Na staranie i angażowanie się kolejny raz. Dbanie o drugą osobę, o wasz związek. Na robienie sobie nadziei. Że może tym razem w końcu się uda. Na związek z osobą, która być może dobrze by mnie traktowała i byłabym dla tej osoby najważniejsza w życiu. Kto widziałby mnie osobę taką, jaką jestem, a nie taką, jaką miałabym się stać. I być kimś, kim nie jestem. Z kim byłabym szczęśliwa. Kto byłby mi wierny, opiekuńczy i kochający. Pamiętałby o moich urodzinach. I nosiłby mnie na rękach. I kto być może
9
stworzyłby ze mną rodzinę, jakiej nigdy nie miałam. A zawsze chciałam. Idealną rodzinę, o jakiej zawsze marzyłam. A której nigdy nie dane było mi mieć…
Aż któregoś dnia obudziłabym się i nagle stwierdziłabym, że to jednak nie to. Że być może przegapiłam gdzieś po drodze szansę, którą los chciał mi dać. A której nie wykorzystałam. Tylko czy taki związek nie przypominałby bardziej związku z przyjacielem, którego może znasz od lat. Wiecie o sobie wszystko. Spędzacie ze sobą dużo czasu, lubicie to. Zawsze możecie na siebie liczyć. Tylko czy to wystarczy, by zbudować związek oparty na przyjaźni dwojga bliskich sobie ludzi? Czy wystarczy być przyjaciółmi, by stworzyć związek? Związek, w którym powinna być jeszcze miłość?
Miałam kiedyś takiego przyjaciela. Miał na imię Grzegorz. Był ode mnie młodszy, ale pomimo różnicy wieku dobrze się dogadywaliśmy, rozumieliśmy. I co najważniejsze nie przeszkadzało mi to. Potrafiliśmy rozmawiać o wszystkim. Na każdy temat. Miałam z nim lepszą relację niż z moim obecnym chłopakiem. Czasami zastanawiałam się, dlaczego tak jest. Dlaczego lepiej i swobodniej rozmawia mi się z moim przyjacielem niż z moim obecnym chłopakiem? Przecież powinno być odwrotnie. I doszłam do wniosku, że najzwyczajniej w świecie po prostu do
10
siebie nie pasowaliśmy, bo byliśmy innymi ludźmi, zbyt różniącymi się od siebie. Z innymi charakterami, temperamentami. A ludzie, którzy chcieliby być razem, powinni być właśnie podobni do siebie. Czyli to podobieństwa się przyciągają, a nie odwrotnie. Nie chciałam tego zaakceptować, nie chciałam się z tym pogodzić, ale w końcu musiałam. I zrobiłam to.
Ale wracając do mojego przyjaciela. Mimo iż traktowałam go jak przyjaciela, jak brata, potem coś się zmieniło. Spodobał mi się, ale zaczął wszystko psuć, bo oczekiwał czegoś więcej. Chciał czegoś więcej. I naciskał mnie, zadając mi różne pytania w stylu: dlaczego nie możemy być razem, dlaczego nie możemy spróbować, dlaczego nie mogę dać mu szansy? Czy nie chciałabym z nim gdzieś wyskoczyć, naturalnie bez mojego chłopaka? Podważał dobre zdanie na temat mojego chłopaka. Insynuował, że niby mój chłopak spotyka się z kimś i mi o tym nie mówi itd. I że ukrywa to przede mną. Że faceci tak robią, a ja jestem po prostu naiwna i tego nie widzę. A ja chciałam być po prostu lojalna wobec mojego chłopaka. Ale co z tego, skoro i tak mnie rzucił jak jakąś rzecz, której można się pozbyć. Z dnia na dzień. Potraktować jak niepotrzebny mebel, który już nie jest potrzebny. A skoro nie jest już potrzebny, pozbywasz się go. Bez słowa wyjaśnienia. Bez podania powodu zerwania.
11
Czasami coś musi się rozwalić, żeby dostrzec to, czego już nie ma. I nie będzie. Dlatego uważam, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje, ponieważ prędzej czy później jedna ze stron zaczyna czuć i zaczyna chcieć czegoś więcej. Oczekuje czegoś więcej. A kiedy ktoś ci się podoba, nawet gdyby był tylko przyjacielem, kolegą, to i tak będziesz chciała przekroczyć granicę dzielącą was. Prędzej czy później.
Czasami tak po prostu jest, że ludzie do siebie nie pasują. Mają odmienne charaktery, inne zainteresowania, inne hobby, inaczej spędzają czas wolny, ale wydaje im się, że to wszystko można ze sobą pogodzić. Że da się to pogodzić. Sama byłam w takim związku.
Mój partner udawał kogoś innego niż był w rzeczywistości. Osobę pewną siebie. Dopiero później okazało się, że jest to jedna wielka ściema. Że tak naprawdę nie jest osobą, za którą się podaje, ponieważ ta osoba nie istnieje. Stworzył ją tylko dla mnie po to, żeby przypodobać mi się. Żeby mnie zdobyć. A wszystko to, co znałam, było grą, w którą grał.
Nasuwa mi się takie zdanie: No przecież gdybyś wiedziała, jaki jestem naprawdę, nie chciałabyś ze mną być. Oczywiście że tak. Oczywiście że bym chciała. Pewności siebie, jak wszystkiego w życiu, można się nauczyć. Jest wiele źródeł, z których możesz czerpać, tak by pogłębić swoją wiedzę. Jak na
12
przykład książki, audiobooki, internet, w którym jest wszystko. Można ją nabyć, poprzez rozmowy z psychologiem, psychoterapeutą bądź terapeutą. Wystarczy tylko chcieć. Wystarczy podjąć decyzję. Jeśli masz opory przed spróbowaniem, to pozbądź się ich. I po prostu spróbuj. Bo warto. Bo jest o co walczyć. Warto próbować. To nic nie kosztuje. A może pomóc. Co może się stać? Najwyżej się nie uda. Ale spróbowałaś, podjęłaś ten trud, działanie.
Czy chciałabym być z kimś, kto nie do końca jest pewny siebie bądź w ogóle nie ma tej pewności siebie? Przede wszystkim chciałabym być z kimś, kto pokaże mi swoją prawdziwą twarz. Kto pokaże mi to, jaki jest naprawdę. Bez udawania, bez ściemniania. To te codzienne sytuacje, codzienne życie z drugą osobą pokazuje, jaki ktoś jest. Może kiedyś uda mu się zmienić. Ale żeby to się udało, powinien krok po kroku pracować nad sobą. Nad swoim charakterem. A przede wszystkim zgłosić się po pomoc do osoby, która się na tym zna. Która mu pomoże. Która zajmuje się rozwojem osobistym.
Mój chłopak był zawsze uśmiechnięty, pomocny, szarmancki. Typowy podrywacz. Uważał się za kogoś, kim w rzeczywistości nie był. Sadziłam, że będę w stanie go zmienić. Mimo iż wiedziałam, że na początku naszej znajomości flirtował z wieloma koleżankami.
13
Że czuł potrzebę spędzania z nimi czasu, kiedy mnie nie było w pobliżu. Czasami po prosu trzeba się wycofać. Zamknąć za sobą drzwi. Rozpocząć nowy rozdział w życiu. Z nadzieją patrząc w przyszłość.
I właśnie teraz mogę powiedzieć, że jestem na takim etapie w swoim życiu. Jestem w nowym miejscu, z nowymi już ludźmi. Podjęłam pracę za granicą, dokładnie w Niemczech. Jako opiekunka osób starszych. Oczywiście odpowiednio wcześniej przygotowałam się do tej pracy. Zapisałam się do szkoły, ukończyłam kierunek pozwalający mi pracować w zawodzie. Jako opiekun osób starszych i opiekunka środowiskowa. Przeszłam praktyki w hospicjum i domu pomocy społecznej. Kiedy uczęszczałam na te praktyki poznałam i pokochałam tych ludzi. Oni cieszyli się, kiedy mnie widzieli. I ja też się cieszyłam, kiedy ich widziałam. Byli mi wdzięczni za każdą pomoc. Potrafili się odwdzięczyć, dając mi radość i miłość, która wypływała z serca. Z ich wnętrza. Bardzo się ze sobą zżyliśmy, zaprzyjaźniliśmy. Wspólnie spędzaliśmy czas wolny. Wychodziliśmy na spacery. Wiele rozmawialiśmy. Ludzie ci opowiadali mi o swoich problemach, czasami chcieli się po prostu wygadać. Wydawało mi się, że ile z siebie dasz, tyle do ciebie wróci. Kiedyś. W przyszłości. Że to, co dajemy innym ludziom, prędzej czy później do nas wróci. Zarówno to, co było
14
dobre, jak i to, co było złe. Wtedy, w tamtym momencie, wracało. Dlatego myślałam, że zawsze tak będzie. I że to się nie zmieni. Jeśli ja się nie zmienię. Jeśli będę dawać z siebie sto procent tego, co posiadam. Co mogę dawać. I że osoba, dla której jesteś miła, którą dobrze traktujesz, odwdzięczy ci się tym samym. Że dobro do ciebie wróci. Jeśli nie teraz, to w przyszłości. I że z każdym można się dogadać. Jeśli tylko chcesz. Jeśli wkładasz w to serce. Serce w to, co robisz. Jeśli wierzysz, że to, co dajesz innym ludziom, ma sens. Że jest po coś. Że jest to ważne. Że jest ważne dla innych ludzi. Jest dla nich. To, co robisz. Co dajesz innym ludziom. Co od ciebie otrzymują. I co ty od nich otrzymujesz. W większym czy mniejszym stopniu. A wszystko zależy od chęci, od nastawienia do drugiego człowieka.
Kiedy praktyki dobiegły końca, aż żal było mi stamtąd odchodzić. Te praktyki dużo mi dały. A poznanych tam ludzi nigdy nie zapomnę. Zawsze będą w moim sercu. Nawet jeśli nasz kontakt nie zawsze pozostanie taki sam lub się urwie, wciąż będę o nich myśleć. I na zawsze pozostaną w moim sercu.
Co do tych praktyk może bez nich nie byłabym w miejscu, w którym jestem dziś. Choroba chorobą, ale często swoje miejsce ma złośliwość ze strony starszych schorowanych ludzi, którymi się opiekuję.