Kategorie blog
Gryf. Legenda o opiekunie ziemi gardejskiej
Gryf. Legenda o opiekunie ziemi gardejskiej






















Mojej ukochanej Ani i dzieciom

dziękuję za ogromne wsparcie w pracy nad książką




 

Spis treści

Rozdział 1. Epokowe odkrycie.................................................. 7

Rozdział 2. Narodziny............................................................. 15

Rozdział 3. Miłość nie umiera.................................................. 22

Rozdział 4. Podróż do przeszłości........................................... 29

Rozdział 5. Oblężenie.............................................................. 44

Rozdział 6. Tajemnica parku Łabędzia.................................... 53

Rozdział 7. Średniowieczne tropy............................................ 61

Rozdział 8. Legenda o Gryfie, opiekunie gardejskiej ziemi..... 86

Rozdział 9. Wirtualna rzeczywistość........................................ 97

Zakończenie.......................................................................... 114





Rozdział 1

 

Epokowe odkrycie

 

Wybierając się na wakacje do dziadków, chłopcy byli przeświadczeni, że musi ich tam spotkać coś megaciekawego. Pan Wojtkowski, znawca lokalnej historii, zawsze im powtarzał:

„Przyjedźcie, a nie pożałujecie”. Jego wnuki tym razem potraktowały tę obietnicę bardzo poważnie i już pierwszego dnia pobytu w rodzinnym siedlisku zaczęły poszukiwania. Z łopatami na plecach ruszyły do sadu za kamienicą.

     - Jest, jest, jest! – Kornel nie przestawał wrzeszczeć na widok tego, co odkrył pod konarem zmurszałej jabłoni. Na chwilę przerwał kopanie. – Popatrz na to epokowe znalezisko!

Kajtek wyciągnął z ziemi kawał zardzewiałego żelaza i oglądał go z podziwem.

Niestety po gruntownym zbadaniu okazało się, że to przegniła podkowa. Niezrażeni chłopacy kopali dalej. Pot zalewał im czoła, gdy po godzinie znowu coś zachrobotało pod łopatą.

     - To niesamowite! Tym razem nie mogę się mylić! Znam się trochę na tym, bo oglądam Poszukiwaczy historii, i myślę, że może to być element jakiejś średniowiecznej konstrukcji. – Podekscytowany chłopak z dumą przedstawił bratu następny

     - Kajetan, to dopiero wydarzenie! Widzisz już te flesze aparatów? Zaproszenia do telewizji, własny kanał na YouTubie? Normalnie celebryci! – Nelkowi udzielił się entuzjazm




Gryf. Legenda o opiekunie ziemi gardejskiej                                                                               8


 

     - Będziemy sławni na cały świat. Przyjrzyj się tylko uważnie. Może to być nawet fragment machiny oblężniczej.  Czytałem  w przewodniku, że w okolicach Gardei zatrzymały się w tysiąc czterysta dziesiątym roku wojska Władysława Jagiełły wracające spod Malborka1. Mogły zgubić tu jeden z oblężniczych kolosów.

     - Mogły, kto bogatemu zabroni – potwierdził pół żartem, pół serio zmęczony odgrzebywaniem kolejnej warstwy ziemi Kajtek. – Ale na razie nikomu ani mru-mru, OK? – Był starszy i mniej impulsywny, dlatego studził radość małolata. – Zostawmy ten newsik dla

     - Ja już się nie mogę doczekać, kiedy to wstawimy do netu!

Co za dzień! Ale dziadkowi musimy powiedzieć, nie?

I od razu poleciał do domu z wieścią o epokowym odkryciu. Pan Wojtkowski nawet przez chwilę nie wątpił w archeologiczne szczęście swoich wnuków. Chcąc jednak skonfrontować ich znalezisko z wiedzą historyczną, wyciągnął stare kroniki Długosza i zasiadł z nimi przy kuchennym stole. Odczytał waż-

ny dla nich fragment.

     - „Po odstąpieniu zamku Marienburga Władysław, król Polski, wiodąc wojsko obciążone wszelakiego rodzaju zdobyczą, przybył tegoż samego dnia do Kwidzyna”. – Dziadek pominął kilka mało ważnych wersów i czytał dalej: – „Opuścił nazajutrz Kwidzyn i kazał zamknąć miasto. (…) Na koniec zatrzymał się przez dwa dni w obozie swoim o pół mili od miasta. (…) Obóz zaś rozłożony był powyżej miasta nad jeziorem zwanym Gardzieje…”2.

 


1 A. Barganowski, H. Michalik, Powiat kwidzyński. Przewodnik po Powiślu, Kwidzyn 2007, s. 52.

2 Jana Długosza, Kanonika Krakowskiego, dziejów polskich ksiąg dwanaście,

przeł. Karol Mecherzyński, t. 4, ks. 11, 12, Kraków 1869, [online:] http://cyfroteka.





Rozdział 1. Epokowe odkrycie                                                                                                   9



pl/ebooki/Jana_Dlugosza_kanonika_krakowskiego_Dziejow_polskich_ksiag_dwanascie T 4 ks 11 12-ebook/p02028754i020# [dostęp: 28.04.2019].





Gryf. Legenda o opiekunie ziemi gardejskiej                                                                             10


 

     - Dobra! Dziadek, nie czytaj dalej – przerwał mu zniecierpliwiony Kajtek. – Przecież to oczywiste. Skoro gdzieś po drodze zatrzymał się na nocleg, to wnioskuję, że to właśnie o Gardeję chodziło. A obok parku za waszą kamienicą było jezioro? Było! Mogła mu się jakaś machina utopić? Mogła! – Kajtek uznał to za pewnik.

Dziadek chwycił babcię pod ramię i teatralnym gestem zaprosił wszystkich do sadu. Po dotarciu na miejsce zobaczyli   w dole głębokim na półtora metra zniszczoną i prawie rozpadającą się… bronę!3

Nie chcąc obrazić i zniechęcić chłopaków, Wojtkowski powstrzymywał śmiech. Wnuki jednak, widząc jego minę, czuły, że coś jest nie tak. Dopiero przy kolacji, kiedy humory wszystkim wróciły, babcia – uspokajając wściekłych na siebie i na własną naiwność Kajetana i Kornela – odkryła tajemnicę skarbu.

Brona zarosła trawą, potem ktoś ją zasypał ziemią i zupełnie o niej zapomniano.

Młodzi goście z miasta, rozczarowani i rozeźleni, postanowili wracać do domu już nazajutrz, ale po głębszych przemyśleniach zdecydowali się zostać jeszcze kilka dni. Przecież mieli wakacje.

     - W końcu nawet w takiej dziurze jak Gardeja można jakoś odpocząć – dodawał sobie otuchy

Po kolacji poszli na spacer do parku, ale już nie opowiadali tych historyjek o ukrytych skarbach w okolicach domu ich dziadków.

Jeszcze przed snem uspokajali rozbudzone nadzieje.

 


3 Dawniej używano takiego sprzętu, ciągniętego przez konia, do spulchniania pola po zaoraniu.



Rozdział 1. Epokowe odkrycie                                                                                                 11


 

     - Słuchaj, Kajet. – Nelek przerwał ciszę, jaka zapanowała w pokoju po wyjściu starszych państwa. – Naprawdę myślisz, że już nic ciekawego się tu nie zdarzy? Może chociaż połazimy po polach albo pójdziemy do lasu? Ja nie chcę wracać do domu, zanim nie przeżyję jakiejś fascynującej przygody. A zresztą, co powiemy kumplom w szkole? – Młodszy z braci był rozczarowany odkryciem w sadzie i nie mógł przestać o tym myśleć.  

     - Stary, coś ty! Zastanów się. Sądzisz, że jak się zaczniesz włóczyć po okolicy, to nagle jakieś skarby namierzysz? – obsztorcował brata zdenerwowany Kajtek. – Mało ci było dzisiaj wstydu? Nie bądź frajer, posiedzimy tu kilka dni i wracamy do domu. Trudno, kolejne wakacje nieudane! A miało być tak fajnie!

 

     - Halo… halo… echo… echo…! – krzycząc w głąb studni, chłopcy jednocześnie zaglądali do środka, ale nie mogli dostrzec nic poza lustrem

     - Coś się tam jednak błyszczy na dnie, jeśli mnie wzrok myli. – Kajtek zauważył połyskujący

Studnia była głęboka, ale na szczęście budowali ją dobrzy fachowcy i kolejne kręgi miały metalowe stopnie. Niewiele myśląc, starszy z braci zaczął schodzić w głąb cembrowiny.

     - Mały, mamy problem! Nie mam gdzie nogi postawić! Chyba nie będzie tak łatwo, jak myślałem. – W połowie drogi, kilka dobrych metrów od dna, wystające z betonów pręty nagle się skończyły. – Poddaję się i wyłażę. Powalczymy jutro!

Mimo pokusy chłopak wyskrobał się ze studni. Zaczynało szarzeć, a jedyny pomysł, jaki przychodził im w tej chwili do głowy, to opuszczenie się do środka na linie. Bez sprzętu, latarki i zabezpieczeń nie mieli jednak na to szans. Ale coś, co leżało




Gryf. Legenda o opiekunie ziemi gardejskiej                                                                             12


 

na dnie, bardzo ich intrygowało. Rozsądek nakazywał odłożyć to do jutra.

Następnego dnia skoro  świt  grubo  ubrani  i  zaopatrzeni  w sprzęt wspinaczkowy ruszyli do studni.

     - Ale ta woda mętna! I musi tam być okropnie zimno. Brr… Na samą myśl mam dreszcze – narzekał

     - Wczoraj to wszystko wyglądało nieco przyjemniej. Studnia nie była tak głęboka jak dzisiaj – wtórował mu

Mimo wszystko ciekawość zwyciężyła i podjęli próbę zejścia. 

     - Wchodzę, a ty mnie ubezpieczaj – rzucił

Gdy zanurzył się aż po szyję, zaczął – trochę po omacku – przeczesywać dno łopatą. Kornel cały czas go asekurował.

     - Coś tam widzisz? Nie!? To szukaj głębiej! – dopingował brata i jednocześnie popuszczał linę.

Po kilku uderzeniach szpadla woda zaczęła intensywnie bulgotać. Kajetan wytężył wzrok.

     - O kurczę! Tam jest wizerunek jakiegoś zwierzęcia – rzucił i próbował wyciągnąć żelastwo.

Dźwięk blachy pod łopatą brzmiał coraz wyraźniej, przycisnął więc mocniej. Wtedy stało się coś nieoczekiwanego: studzienna maź zaczęła wrzeć i wylatywać do góry.

Pech chciał, że w tej samej chwili sznur w rękach młodszego z braci się przetarł i Kajtek, głośno krzycząc, zaczął się topić. Raz za razem wynurzał się i znowu wpadał pod wodę. Przerażony Kornel nie wiedział, jak mu pomóc. Na szczęście mieli jeszcze drugą linę. Szybko wrzucił ją do środka i Kajetanowi, po kolejnym zachłyśnięciu się wodą, udało się chwycić jej koniec.

     - O matko… tonę… ach… ach… ratunku! – krzyczał. – Zaraz się utopię…!

 

Ale wtedy mocny powiew wiatru wypchnął chłopaka na powierzchnię. Wyczerpany,  resztkami sił wydobył się ze studni   i padł na ziemię. Obaj leżeli teraz na trawie, ledwo żyjąc.

     - Chyba zrobiłem coś złego. Ten podmuch to nie przypadek

     - powiedział, wciąż jeszcze dysząc, Kajtek. Chciał pomóc sobie i bratu zrozumieć, co się stało.

– Kajet, nie wiem, czy nie masz racji. Zobacz, studnia rozpadła się na kawałki! – Kornel był tak wystraszony, że dopiero teraz zauważył potężną dziurę w ziemi.

Na chwilę słońce przesłoniła potężna chmura. Przestrzeń nad ich głowami straciła swoją błękitną barwę i dał się słyszeć głośny szum…

Chłopcy zakryli oczy ze strachu, ale dziecięca ciekawość zwyciężyła. Podnosząc się powoli z ziemi, zerkali w górę. To, co zobaczyli, mocno ich przeraziło!

 





Gryf. Legenda o opiekunie ziemi gardejskiej                                                                             14


 

 

     - Dziadek, dziadek, nie uwierzysz… Tam, tam… – Chłopcy, łapiąc oddech, próbowali o wszystkim opowiedzieć.

     - Koło studni… coś wielkiego. Przeleciało coś wielkiego – wykrztusił wreszcie po wielu próbach

     - Naprawdę olbrzymiego! I miało ogon lwa! I tak szumiało! Iiii… Iiiii… Iiiii… – Kornel też chciał opowiedzieć o tym, co zobaczył przed chwilą, ale nie mógł się wysłowić.

Na obu zrobiło to ogromne wrażenie!

     - Dziadek, nie jestem pewien, ale chyba uwolniłem bestię… – zakomunikował wreszcie zrozpaczony Kajtek.




 

 

Rozdział 2

 

Narodziny

 

Sobotni wieczór zgromadził nad gardejskim jeziorem setki mieszkańców i turystów. Spragnieni atrakcji oblegali leżaki   w amfiteatrze. Widok słońca zachodzącego na lazurowym tle jeziora zapierał dech w piersiach. Nagrzane powietrze jeszcze pachniało trawą. Atmosfera  leniwego  oczekiwania  ogarniała wszystkich. Dzisiejszy seans kina letniego zapowiadał się znakomicie. Thriller o prehistorycznych mieszkańcach planety ściągnął nad jezioro całe rodziny. Dzieci uwielbiały filmy o potężnych jaszczurach i dinozaurach.

Wreszcie się zaczęło! Wygodnie ułożeni w fotelach widzowie chłonęli muzykę płynącą z kilkunastu głośników. Woda niosła ryk dzikich zwierząt po okolicy. Wielki telebim opowiadał zamierzchłe dzieje Ziemi. Z każdą minutą robiło się





Gryf. Legenda o opiekunie ziemi gardejskiej                                                                             16


 

coraz ciemniej. Nastrój grozy potęgowały jeszcze zupełnie niespodziewane błyski i pomruki nadchodzącej burzy. Po kolejnym, już bardziej donośnym uderzeniu pioruna na niebie pojawiła się gigantyczna postać. Oglądający film widzowie westchnęli z podziwem i odwrócili oczy w jej stronę. Nigdy wcześniej organizatorzy letnich seansów nie zgotowali im takiej niespodzianki. Wszyscy czekali w napięciu na to, co wydarzy się za chwilę.




  

Na ekranie dalej toczyła się walka wielkich jaszczurów i głośny ryk zwierząt budził trwogę oglądających. Przerażone dzieci zakrywały oczy, ale dorośli, rozochoceni tym, co się stało przed chwilą wysoko nad nimi, czekali na więcej. I doczekali się!

Monstrualnych rozmiarów stwór uniósł się nad widownią    i wydał z siebie straszliwy jęk rozpaczy. Rozpostarte szeroko




Rozdział 2. Narodziny                                                                                                             17


 

 

skrzydła wywołały wysoką na dwa metry falę, która przetoczyła się po jeziorze z siłą tsunami.

Czerwono-żółty płomień wydobywający się z pyska bestii pachniał prochem i spalenizną. Takiego widowiska licznie zgromadzeni w ten sobotni wieczór turyści jeszcze nigdy nie widzieli. Zerwała się burza oklasków. Telefony nie nadążały z robieniem zdjęć. Ktoś kręcił relację na żywo, głośno komentując to, co się działo. Wszyscy czekali z podziwem na dalszy bieg wydarzeń. Co też stanie się za chwilę? Wielkie show trwało!

Jaszczur na niebie przybierał różne kolory. Mienił się odcieniami granatu, po chwili był seledynowy, a zaraz potem rozpalał się do czerwoności. Ludzie z podziwem oglądali potwora. Nikt do tej pory nie wpadł na to, że widowisko nie zostało zaplanowane przez organizatorów. Nawet wtedy, gdy woda w jeziorze zaczęła zmieniać barwę z zielonej na szarobrunatną, a na jej powierzchni pojawiały się małe bąbelki powietrza i ogromne gejzery, ludzie byli wciąż przekonani, że to spektakl światła i dźwięku.

Tymczasem wielki stwór wydał w końcu z siebie pożegnalny jęk. Ślepia zwierzęcia zaszły się łzami i dało się w nich dostrzec bezmiar smutku. Zanim bestia zaczęła się wznosić coraz wyżej i wyżej, doszło do czegoś niesamowitego. Spalała się na oczach widzów, a proch tonął w otchłani jeziora. Utworzył się głęboki lej. Ktoś bardzo uważny pewnie spostrzegłby tam bystre malutkie oczka, które z ciekawością wychylały się nad powierzchnię wody. Przez chwilę spozierały wysoko w niebo, a potem powolutku, jakby nie chcąc zakłócać powagi tego aktu, zanurzyły się głęboko. Nikt ze świadków wydarzenia nie był w stanie tego dostrzec, ponieważ wszyscy z uwagą patrzyli w górę, oczekując kolejnych fajerwerków.




Gryf. Legenda o opiekunie ziemi gardejskiej                                                                             18


 

Mały chłopiec, goniący za balonikiem unoszonym przez wiatr, zbliżył się do jeziora i zobaczył pyszczek niewielkiego zwierzątka.

     - Mamo, tato, tam się kąpie taki mały dinozaurek. – Próbował zachęcić rodziców do szukania

Kobieta, wciąż jeszcze zafascynowana tym, co widziała, nie dała się zaprowadzić bliżej brzegu.

     - Tak, Krzysiu, piękne były te nasze dinozaury. Chodź, film się jeszcze nie skończył! – Nie zwracając uwagi na to, co pokazywał jej synek, zaprowadziła go na swój leżak.


Kajetan i Kornel zdyszani wpadli do domu. Na przemian przekrzykując się i próbując opanować emocje, zdawali relację z tego, co widzieli podczas wieczornego seansu nad jeziorem.

     - Dziadek! Szkoda, że cię tam nie było. Jak ona strasznie ryczała. Wydawało mi się, że widziałem u niej łzy. I tak dramatycznie wyglądała, jak się rozsypywała. Jakby była prawdziwa!

     - Nelek przedstawiał swoją wersję wydarzeń.

     - Ty głupolu! Dałeś się nabrać! – Kajtek próbował wyprowadzić brata z błędu. – Dziadek, to było perfekcyjnie przygotowane widowisko. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Pierwszy




Rozdział 2. Narodziny                                                                                                             19


 

 

raz w Gardei przeżyłem takie emocje. Jakby to się działo na żywo! Ale czad!

Przecież widział to samo, nie mógł się mylić. Przepiękne widowisko zakończone efektownym samounicestwieniem. Tylko czy z prochów nie powinno powstać nowe życie? Chłopiec nie zamierzał się nad tym zastanawiać. Pewnie organizatorzy niebawem wszystko wyjaśnią w kolejnym spektaklu. „A tymczasem trzeba się wziąć do szukania ciekawych miejsc w Gardei  i nie marnować wakacji!” – postanowił starszy z braci i zaczął wypytywać dziadka o tajemnice miejscowości.


     - Dzień dobry państwu, dzisiejszą konferencję prasową zwołaliśmy dla wyjaśnienia faktów niepokojących mieszkańców naszej miejscowości. – Rzecznik prasowy gminy Gardeja nie krył zdenerwowania. W ostatnich dniach w okolicach działy się niezwykłe rzeczy. I trzeba o nich porozmawiać. O zabranie głosu w tej




Gryf. Legenda o opiekunie ziemi gardejskiej                                                                             20


 

sprawie poproszę pana wójta. Następnie będą mogli państwo zadawać pytania. – Te słowa skierował do przedstawicieli mediów.

     - Jak się wszyscy domyślają, nie jesteśmy tu po to, by rozmawiać o polityce, gospodarce czy Dzisiaj najbardziej palącym problemem są niespotykane na tych terenach zjawiska… Nie wiem nawet, jak je nazwać… – wójt szukał odpowiednich słów – meteorologiczne czy może geograficzne. Pęknięciami dna jeziora zajmują się już naukowcy z Państwowego Instytutu Geologicznego. W ostatnich dniach nienotowane dotąd wstrząsy i zaćmienia słońca przyciągnęły uwagę wielu turystów. Proszę więc was, przedstawicieli mediów, o ostrożność w ocenie tych zdarzeń i niewywoływanie paniki. Porozmawiamy o tym i razem opanujemy sytuację.

Włodarz gminy próbował ostudzić emocje, niestety zarówno wśród dziennikarzy, jak i wśród licznie zgromadzonych mieszkańców widać było spore poruszenie. Jako pierwszy zaatakował dziennikarz „Wiadomości Codziennych”.

     - Panie wójcie, jak pan się odniesie do plotki, jakoby władze specjalnie wymyśliły całą tę historię, aby przyciągnąć turystów? I drugie pytanie: czy nie sądzi pan, że to może wręcz zaszkodzić reputacji gminy?

Na sali zawrzało, ale szybko padały kolejne pytania.

     - Czy to prawda, że gmina wynajęła dron i to on wyczynia takie cuda na niebie? A może te rzekome pęknięcia to sprawka jakiejś firmy budowlanej, której za to zapłacono? – Kolejny przedstawiciel prasy, tym razem „Nowych Faktów”, nie oszczędzał urzędnika.

Widownia gminnej sali posiedzeń, wypełniona po brzegi, rozbrzmiała okrzykami, a kilku chłopców rozwinęło transparent z napisem: „Chcemy prawdy”. Sytuacja zaczęła wymykać




Rozdział 2. Narodziny                                                                                                             21


 

się spod kontroli. Miała to być zwykła konferencja zwołana dla uspokojenia mieszkańców, ale ktoś próbował rozegrać te wydarzenia w sposób polityczny.

Głęboko zasępiony wójt myślał o tym, jak odpowiedzieć na pytania i dlaczego prawda nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać.

 


 

 

 

Rozdział 3

 

Miłość nie umiera

 

Chłopcy już od prawie dwóch godzin przeczesywali cierpliwie zarośla wokół jeziora. Pożyczone od dziadka gumowce napełniały się wodą, a do tego doskwierało im zimno. Najgorsze jednak było to, że zaczynało zmierzchać, a nie natrafili na żaden ślad gryfa. Owszem, udało im się wyłowić stare koło od roweru, wypłoszyć stado kaczek, a także kilka żab. Niestety,  w miejscu, które jeszcze wczoraj wydawało im się magiczne, dzisiaj nie natrafili na nic szczególnego. Zaczynali już wątpić w legendę, którą im przeczytał dziadek. Gryf może i istniał, ale kilkanaście wieków temu, raczej jednak był jedynie wytworem wyobraźni. Jak miał powstać z prochów matki? Taka dziwna historia!? Nie, nie mogli w to uwierzyć.

 



Rozdział 3. Miłość nie umiera                                                                                                  23


 

     - Nelek, zwijamy się, szkoda czasu na te kretyńskie poszukiwania i opowieści rodem z Baśni z tysiąca i jednej nocy. – Kajtek, zziębnięty, stracił cierpliwość, widząc, jak jego brat zabiera się do odsłaniania kolejnej kępy  

     - Przestań! Dziadek mówił, że legendy mają w sobie ziarno Szukamy więc tego ziarna… – Młodszy z braci nie tracił zapału. – Ja wierzę, że on istnieje! Przecież sam wczoraj widziałeś! – dopingował Kajtka, odchylając następną kępkę zeschniętych krzaków.

Aż odskoczył w popłochu na widok poruszających się gwałtownie szuwarów!

Spieniona woda zabulgotała, zasyczała i kłęby dymu wzbiły się nad jej taflą. Rzęsa i wodorosty uniosły się na chwilę, ukazując dwa dziwne ślepia, które przypominały małe oczy krokodyla. Zwierzątko zaczęło gwałtownie mrugać, bo raziło je światło.

     - O co wam chodzi, przecież dopiero się ściemnia. Nie mogę jeszcze wyjść, mam wrażliwe oczy i razi mnie światło!

Cieniutki głosik wydobywał się spod wody.

Chłopcy zdębieli i przez chwilę nie mogli się poruszyć. Stali jak wryci, a tymczasem młody gad nie przestawał mówić.

     - Jestem Gardek. Od Gardei oczywiście – przedstawił się niespodziewanie. – Chcecie odbyć ze mną podróż do świata historii i wyobraźni? To zapraszam „do wozu”! W przeciwnym razie znikam i nigdy się już nie

Nie pozostawił im chyba wyboru.

Młodzi poszukiwacze tajemnic wciąż nie mogli uwierzyć  w to, co widzą i słyszą. Powoli dochodzili do siebie, gdy tymczasem Gardek wynurzył się na powierzchnię, bo pewnie zaczynało mu się już nudzić, i niezrażony milczeniem braci mówił coraz głośniej.




Gryf. Legenda o opiekunie ziemi gardejskiej                                                                             24


 

 

     - Chłopaki, za długo mnie nie było, żeby teraz marnować czas na takie stanie. Umawiamy się tak: wy nie zadajecie zbyt wielu pytań, a ja pokażę wam rzeczy, które zapierają dech w No to ruszamy! – zakomenderował maluch i zaczął wychodzić z wody.


 

Nie był wcale taki mały, jak się na początku wydawało. Teraz, w świetle księżyca, jego wielkie ślepia świeciły ogniście. Za każdym razem, gdy otwierał trochę lwią, a trochę smoczą paszczę, buchał z niej nieprzyjemny zapach prochu i gazu,      a przy tym gad syczał, poruszając długim jęzorem jak jaszczurka. Przerażeni chłopcy zaczęli się wycofywać i szukać drogi ucieczki.




Rozdział 3. Miłość nie umiera                                                                                                  25


 

 

Nie zważając na to, stwór gotował się do podróży. Wczepił swoje orle szpony w ziemię i mocno się zaparł, jakby szykował się do startu. Bracia, obserwując przygotowania gryfka do wzbicia się w górę, nabierali do niego sympatii. Byli już nieco spokojniejsi. Gardek właśnie rozpostarł swoje maluteńkie i prawie niewidoczne smocze skrzydła i próbował nimi radośnie zamachać.

     - Przestańcie się tak gapić i pomóżcie mi się trochę rozbujać

     - odezwał się do chłopaków, wciąż poruszając skrzydełkami.  

     - Wskakujcie na grzbiet i złapcie mnie mocno za grzywę. Nie bójcie się, mnie to nie boli!

Zaskoczeni Kornel i Kajetan, ulegając instynktowi poszukiwaczy przygód, usadowili się na karku gryfa. Ich nowy przyjaciel nie chciał ich przestraszyć i wystartował powolutku. Zataczając koło nad gardejskim jeziorem, zaczął swoją opowieść.

     - Już się wam przedstawiłem, więc teraz może trochę o mojej misji… Mam was zabrać w kilka ciekawych

Chłopcy słuchali, szukając jednocześnie wygodnej pozycji na nietypowym środku lokomocji. Choć trochę ich uwierały smocze łuski na ciele Gardka, cieszyli się z wycieczki w tak ciekawym towarzystwie.

     - Zobaczycie rzeczy niezwykłe, trochę smutne i niekoniecznie prawdziwe, ale na pewno bardzo ciekawe. Mam prośbę: nie pytajcie zbyt Obserwujcie i zapamiętujcie! Nigdy już tam nie wrócicie. To może się zdarzyć tylko raz! – Nowy przyjaciel chłopców mówił bardzo zagadkowo.

Wiatr, którego nie odczuwali na dole, tutaj, pod samymi chmurami, zdrowo nimi potrząsał. Musieli się kurczowo trzymać solidnej i ciepłej grzywy ich przewodnika. Podróż nie trwała długo. Wkrótce obniżyli lot, a po chwili zawiśli nad




Gryf. Legenda o opiekunie ziemi gardejskiej                                                                             26


 

malowniczym jeziorem. Na skarpie, jakby zawieszony w powietrzu, wznosił się monumentalnych rozmiarów pałac podobny do tych z filmów Disneya. Gryfek, domyślając się, że budowla zrobi na chłopcach wrażenie, podfrunął jeszcze bliżej. Znajdowali się teraz tuż nad urokliwym parkiem usytuowanym nad samym brzegiem jeziora.



 


 

 

 

do góry

Wykonane przez Onisoft.pl

2017 Wszelkie prawa zastrzeżone oceanksiazek.pl

Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl